W naszej redakcji, podobnie jak w prywatnych skrzynkach wielu osób, co jakiś czas pojawia się wiadomość o wielkim spadku, majątku pozostawionym przez nieznanego krewnego albo pieniądzach czekających na odbiór. Większość z nas od razu rozpoznaje oszustwo. Kasujemy wiadomość, blokujemy nadawcę i zapominamy o sprawie. Rzadko zastanawiamy się jednak, co miałoby wydarzyć się później. Po co oszustom nasz numer telefonu i dlaczego tak często proszą o kontakt przez WhatsAppa?
Wiadomość o spadku to dopiero początek
Schemat jest prosty. Na Facebooku pojawia się osoba, która twierdzi, że znalazła beneficjenta spadku, reprezentuje kancelarię albo zajmuje się przekazaniem pieniędzy. W grę może wchodzić rzekomy majątek po dalekim krewnym, darowizna, spadek zagraniczny albo środki pozostawione przez osobę o podobnym nazwisku.
Taka historia ma wzbudzić emocje i ciekawość. Oszust nie musi od razu przekonać ofiary do przelewu. Wystarczy, że odbiorca odpowie na wiadomość i zgodzi się na dalszy kontakt.
Pierwsza reakcja większości osób jest prawidłowa — ignorujemy wiadomość. Przez to często nie widzimy jednak kolejnego etapu. Sama opowieść o spadku jest tylko przynętą. Właściwa próba oszustwa może zacząć się dopiero po przeniesieniu rozmowy na WhatsAppa.
Dlaczego chcą numeru telefonu?
Numer telefonu pozwala oszustom przenieść rozmowę z publicznej przestrzeni Facebooka do prywatnego komunikatora. Daje im też bezpośredni kontakt z osobą, która odpowiedziała na wiadomość. Mogą później pisać lub dzwonić, przesyłać kolejne linki i próbować wyłudzić dane, pieniądze albo kod weryfikacyjny
W prywatnym komunikatorze łatwiej budować wiarygodność, zadawać kolejne pytania i wywierać presję. Przestępcy skracają dystans emocjonalny, dzięki czemu łatwiej im manipulować rozmówcą. Mogą przesyłać zdjęcia rzekomych dokumentów, nagrania głosowe czy linki prowadzące do fikcyjnych formularzy. Coraz częściej wykorzystują również narzędzia oparte na sztucznej inteligencji do przygotowywania bardziej wiarygodnych materiałów. Nie zdziw się więc, jeśli z czasem skontaktuje się z tobą „prawnik” lub „pełnomocnik
To nie koniec. Zapewne pojawiają się pytania o twoje imię i nazwisko, adres, datę urodzenia, numer dowodu osobistego albo rachunek bankowy. Często następnym krokiem może być żądanie pieniędzy za podatek od spadku, opłatę notarialną, tłumaczenie dokumentów, przelew międzynarodowy lub „odblokowanie” środków.
Powiedzmy to wyraźnie: żadnego spadku oczywiście nie ma! Jest za to dokładnie przygotowana historia, która ma doprowadzić do przekazania pieniędzy albo danych osobowych.
CERT Polska ostrzega przed podobnymi mechanizmami w przypadku fałszywych ofert inwestycyjnych. Oszuści zaczynają od atrakcyjnej obietnicy, a później kierują ofiarę do formularza i nakłaniają ją do przekazania danych lub wykonania przelewu.
Skala oszustw jest znacznie większa
Nie ma wiarygodnych statystyk pokazujących, ile osób dało się nabrać dokładnie na wiadomość o rzekomym spadku albo ile osób przekazało oszustom numer WhatsAppa. Takie przypadki są zazwyczaj klasyfikowane szerzej — jako phishing, oszustwa komputerowe lub wyłudzenia danych.
Dane dotyczące całego zjawiska pokazują jednak, że problem jest ogromny. Według raportu CERT Polska w 2025 roku zespół otrzymał 658 320 zgłoszeń dotyczących zagrożeń w sieci. Po analizie zarejestrowano ponad 260 tys. incydentów, czyli o około 152 proc. więcej niż rok wcześniej. Około 97 proc. obsłużonych incydentów stanowiły oszustwa komputerowe.
Trzeba jednak uważać przy interpretacji tych danych. Liczba zgłoszeń nie oznacza liczby poszkodowanych osób. Jedna kampania może wygenerować wiele zgłoszeń, a część ofiar w ogóle nie informuje o oszustwie. Nie każdy, kto otrzymał fałszywą wiadomość, stracił pieniądze.
Czy ludzie się na to nabierają? Nie wiadomo, ile osób uwierzyło akurat w historię o spadku. Sam fakt, że takie kampanie są powtarzane i stale modyfikowane, pokazuje jednak, że przestępcy osiągają z nich korzyści. Gdyby nikt nie odpowiadał, nie przekazywał danych i nie wpłacał pieniędzy, ten schemat szybko przestałby być dla nich opłacalny.
Sam numer nie wystarczy. Najważniejszy jest kod
Samo podanie numeru telefonu nie oznacza automatycznego przejęcia konta WhatsApp. W klasycznym oszustwie „na spadek” przestępcy najczęściej próbują zdobyć dane osobowe, kopię dokumentu albo pieniądze za rzekome opłaty administracyjne.
Osobnym zagrożeniem jest prośba o kod SMS. Oszust może twierdzić, że kod jest potrzebny do potwierdzenia tożsamości, rejestracji beneficjenta albo zabezpieczenia wypłaty. W rzeczywistości może próbować wykorzystać go do zarejestrowania numeru WhatsAppa na innym urządzeniu.
Jeśli konto zostanie przejęte, oszust może zacząć pisać do rodziny, znajomych i współpracowników w imieniu właściciela numeru. Wtedy może posłużyć się jego zdjęciem profilowym i poprosić bliskich o pilną pożyczkę lub przelew. To jednak odrębny scenariusz — nie musi wystąpić w każdym oszustwie związanym z rzekomym spadkiem.
WhatsApp ostrzega, aby nigdy nie przekazywać nikomu kodu weryfikacyjnego. Warto również włączyć w aplikacji weryfikację dwuetapową.
Co zrobić po otrzymaniu takiej wiadomości?
Nie należy kontynuować rozmowy, wysyłać dokumentów ani klikać w przesyłane linki. Najlepiej zablokować nadawcę i zgłosić jego konto na Facebooku oraz WhatsAppie.
Jeżeli podaliśmy wyłącznie numer telefonu, nie ma powodu do paniki. Trzeba jednak zachować ostrożność wobec kolejnych wiadomości i połączeń.
Jeżeli otrzymamy kod SMS, którego sami nie zamawialiśmy, nie wolno go nikomu przekazywać. Jeżeli kod został już podany, należy jak najszybciej ponownie zarejestrować numer w WhatsAppie, sprawdzić podłączone urządzenia i ostrzec znajomych, że ktoś może próbować kontaktować się w naszym imieniu.
Pamiętajcie: oszuści często nie zaczynają od prośby o przelew. Najpierw chcą, żebyśmy odpowiedzieli na wiadomość i podali numer telefonu. Później przenoszą rozmowę na WhatsAppa, przesyłają kolejne „dokumenty” i próbują zdobyć nasze dane, pieniądze albo kod weryfikacyjny. Podanie numeru to pierwszy krok wciągnięcia nas w grę.
Weź udział w dyskusji!
Masz opinię, dodatkowy kontekst albo chcesz podzielić się własnym doświadczeniem? Zostaw komentarz pod artykułem.