Biznes i gospodarka w regionie łódzkim
**ALT:** "Polski dron EagleOWL rozwijany przez spółkę JPBC z Błaszek, podczas testów wojskowych. Bezzałogowiec zaprojektowany do rozpoznania, transportu zaopatrzenia i autonomicznych misji.

Polski EagleOWL po kolejnych testach. Dron z Błaszek rozwijany dla wojska

Drony rozwijane przez spółkę JPBC z Błaszek przeszły kolejne sprawdziany wojskowe. Bezzałogowiec może prowadzić rozpoznanie, przenosić zaopatrzenie i wykonywać autonomiczne misje. Firma rozwija jednocześnie mniejsze drony FPV, systemy odporne na zakłócenia oraz polskie podzespoły, które mają ograniczyć zależność europejskiego przemysłu obronnego od dostaw z Azji.

fot.: Materiały prasowe JPBC — Dron OWLFPV-F10

Wojna w Ukrainie całkowicie zmieniła sposób wykorzystywania dronów. Bezzałogowce stały się jednym z podstawowych narzędzi prowadzenia rozpoznania, obserwowania ruchów przeciwnika, dostarczania zaopatrzenia i atakowania celów. Dzisiaj liczy się nie tylko zaawansowanie technologiczne maszyny, lecz także jej cena, łatwość produkcji, odporność na zakłócenia oraz dostępność części zamiennych.

Własne systemy bezzałogowe od ponad pięciu lat rozwija JPBC, spółka należąca do Grupy Pietrucha. Firma korzysta z zaplecza produkcyjnego i materiałowego przedsiębiorstwa z Błaszek, które od ponad 65 lat działa w sektorze inżynierii budowlanej, lądowej i hydrotechnicznej.

JPBC rozpoczęło działalność w sektorze bezzałogowym od rozwiązań związanych z monitoringiem i inspekcją infrastruktury. Z czasem konstrukcje zaczęły być dostosowywane do potrzeb wojska.

– Na początku proponowaliśmy dużą platformę przede wszystkim jako drona do rozpoznania i obserwacji terenu. Wynikało to z naszych doświadczeń związanych z nadzorem infrastruktury. Obecnie może ona również wykonywać zadania logistyczne i transportowe – mówi Adam Jeziorski, specjalista do spraw systemów bezzałogowych i pilot UAV w JPBC.

Największym dronem w ofercie spółki jest EagleOWL. Maszyna ma maksymalną masę startową wynoszącą około 24 kilogramów i może przenosić do 12 kilogramów wyposażenia lub zaopatrzenia. Zasięg całej zaprogramowanej misji sięga około 45 kilometrów, a czas lotu wynosi do godziny.

Dron może zostać wyposażony w system obserwacyjny dostosowany do konkretnego zadania. Kamera dzienna, termowizja lub noktowizja pozwalają prowadzić działania także w nocy i przy ograniczonej widoczności.

– Możemy przenosić ładunki, amunicję i zaopatrzenie w trudno dostępne miejsca. Dzięki zasięgowi jesteśmy w stanie dolecieć tam, gdzie dostarczenie potrzebnych rzeczy w inny sposób byłoby problemem albo wiązało się z dużym ryzykiem – wyjaśnia Adam Jeziorski.

EagleOWL nie jest już wyłącznie prototypem prezentowanym podczas targów. Platforma brała udział w ćwiczeniu eksperymentalnym FEX-24, podczas którego wykonywała zadania rozpoznawcze w środowisku zakłóconym i przekazywała obraz do stanowiska dowodzenia. W 2025 roku system sprawdzano również podczas ćwiczeń Iron Gate w Orzyszu.

Przydatność konstrukcji oceniali bezpośrednio żołnierze. Zwracali uwagę między innymi na łatwość obsługi, możliwość szybkiej wymiany wyposażenia, prostotę napraw oraz dostępność części.

– Można powiedzieć, że zakończyliśmy kolejny etap testów. Czekamy obecnie na ich oficjalne rezultaty – mówi Tomasz Zaremba, dyrektor operacyjny JPBC i dyrektor do spraw rozwoju Grupy Pietrucha.

fot.: Knews.pl — Dron OWLFPV-F10 z pojemnikiem na światłowód

Drony FPV mogą latać na światłowodzie

Drugą grupę bezzałogowców rozwijanych w Błaszkach stanowią mniejsze drony FPV. Operator steruje nimi za pomocą gogli, obserwując obraz bezpośrednio z kamery umieszczonej z przodu maszyny. Pozwala to bardzo precyzyjnie poruszać się pomiędzy przeszkodami, wlatywać do budynków i prowadzić operacje na niewielkiej wysokości.

– Lecimy, patrząc z perspektywy drona. Dzięki temu sterowanie jest bardzo precyzyjne. Możemy wlatywać w trudne miejsca i poruszać się pomiędzy przeszkodami terenowymi – tłumaczy Adam Jeziorski.

JPBC produkuje drony FPV w kilku rozmiarach. Największe z nich mogą przenosić ładunek do około 3,5 kilograma. Bez obciążenia czas lotu może dochodzić do około 50 minut, natomiast z ładunkiem wynosi około 20 minut. Maszyny mogą zostać wyposażone w kamerę dzienną, termowizyjną lub podwójny system kamer.

Znacznie większym wyzwaniem niż konstrukcja samego drona jest przygotowanie operatora. Duży EagleOWL posiada systemy stabilizacji i może automatycznie utrzymywać pozycję w powietrzu. Prowadzenie niewielkiego FPV wymaga natomiast doświadczenia, refleksu i wielu godzin ćwiczeń.

– Duże drony są dosyć proste w obsłudze. Systemy wsparcia pilota pozwalają im zawisnąć w jednym miejscu. Drony FPV wymagają natomiast wielu godzin spędzonych na symulatorze oraz odpowiedniego szkolenia wstępnego – mówi Jeziorski.

Część umiejętności potrzebnych wojskowym operatorom wywodzi się ze świata sportu i gier komputerowych. Dostępne są komercyjne symulatory, które pozwalają ćwiczyć prowadzenie bezzałogowca bez ryzyka jego zniszczenia. Sam Adam Jeziorski zdobywał doświadczenie, uczestnicząc w wyścigach niewielkich dronów.

– Ten świat jest bardzo rozmyty. Trudno czasami podzielić go na sektor militarny, cywilny i gamingowy. To wszystko się ze sobą łączy. Ja również pochodzę ze świata wyścigów dronów i właśnie tam rozwijałem swoje umiejętności – przyznaje.

Największym zagrożeniem dla drona na współczesnym polu walki jest utrata łączności. Operator musi jednocześnie przesyłać komendy sterujące i odbierać obraz z kamery. Systemy walki elektronicznej mogą zakłócić oba kanały.

fot.: Knews.pl — Na zdjęciu widać przenośną naziemną stację sterowania dronem FPV

– Jeżeli nie mamy łączności służącej do sterowania oraz transmisji obrazu, nie polecimy. Odpowiedzią na zakłócenia i problemy z zasięgiem za przeszkodami terenowymi stały się między innymi drony wykorzystujące światłowód – wyjaśnia specjalista JPBC.

W takiej wersji maszyna rozwija za sobą cienki przewód światłowodowy. Połączenie nie jest uzależnione od klasycznej transmisji radiowej, dlatego znacznie trudniej je zagłuszyć. Rozwiązanie ma ograniczenia związane z długością przewodu, ale pozwala utrzymać stabilny obraz i kontrolę nad dronem w środowisku silnych zakłóceń.

JPBC rozwija również własne moduły komunikacji radiowej. Jak deklarują przedstawiciele firmy, podczas prób z użyciem urządzeń zakłócających nie udało się całkowicie przerwać łączności z dronem.

– Testowaliśmy nasze rozwiązanie jammerem, czyli systemem zakłócającym. Nie udało się przerwać łączności. Pasmo częstotliwości, w którym może operować ten system, jest bardzo szerokie – mówi Adam Jeziorski.

fot.: Materiały prasowe JPBC — Dron EagleOWL

Sztuczna inteligencja i polskie podzespoły

Kolejnym etapem rozwoju bezzałogowców ma być zwiększenie ich autonomiczności. Dron może otrzymać wyznaczony cel, a następnie wykorzystać system rozpoznawania obrazu i sztuczną inteligencję, aby samodzielnie wykonać końcową część zadania.

Ogranicza to znaczenie klasycznego zakłócania radiowego. Nawet po utracie kontaktu z operatorem maszyna może kontynuować wcześniej zaprogramowaną misję.

– Rosjanie bardzo mocno rozwinęli sektor dronów FPV. Maszyny są w stanie nakierować się na wyznaczony cel, a nawet samodzielnie go odnaleźć i lecieć bez udziału operatora. W takiej sytuacji nie można już zatrzymać ich poprzez klasyczne zakłócanie – zauważa Jeziorski.

W dronach rozwijanych przez JPBC zastosowano polski kontroler lotu oraz stworzone w kraju oprogramowanie. Kontroler ma sprzętowe możliwości wspierające systemy wykorzystujące sztuczną inteligencję.

– Pracujemy nad odpowiednim oprogramowaniem, aby drony mogły autonomicznie docierać do celu. Polski kontroler lotu przechodzi proces certyfikacji przez Dowództwo Komponentu Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni – informuje Adam Jeziorski.

Firma stara się również ograniczać wykorzystanie podzespołów pochodzących z Azji. Według deklaracji JPBC w przypadku dronów FPV ponad 70 proc. komponentów pochodzi już z Polski lub innych państw europejskich. Dotyczy to między innymi kontrolera lotu, systemów komunikacyjnych oraz ram.

– Naszą ideą jest daleko idąca polonizacja rozwiązań, które oferujemy. Wiemy, że łańcuchy dostaw w branży dronowej w ogromnym stopniu opierają się na komponentach z Azji. My próbujemy korzystać z rozwiązań polskich, a jeżeli nie jest to możliwe – z europejskich – podkreśla Tomasz Zaremba.

Ramy dronów FPV powstają z włókna szklanego i polipropylenu. Produkcja wykorzystuje doświadczenie Grupy Pietrucha związane z przetwórstwem tworzyw sztucznych. Pozwala to ograniczać stosowanie włókna węglowego, którego światowa produkcja jest w znacznym stopniu skoncentrowana w Azji.

– Pandemia pokazała, jakie znaczenie mają łańcuchy dostaw. Dotyczyło to nawet tak prostych produktów jak maski czy bandaże. W przypadku sektora obronnego uzależnienie od dostaw spoza Europy może być znacznie bardziej niebezpieczne – mówi Tomasz Zaremba.

Drony mogą współpracować z mobilnymi i stacjonarnymi punktami dokującymi. System pozwala na automatyczne lądowanie, ładowanie akumulatorów oraz przygotowanie maszyny do kolejnej misji. Mobilna stacja może zostać zainstalowana na samochodzie terenowym, dzięki czemu cały zestaw można szybko przenieść w inny rejon działania.

Droga od prezentacji nowej technologii do jej seryjnego wykorzystania w armii nadal jest jednak długa. Polska funkcjonuje w warunkach pokoju, dlatego producentów i wojsko obowiązują procedury, których nie ma w państwie prowadzącym wojnę.

– U nas nie wygląda to tak jak w Ukrainie. Różnica jest zasadnicza: oni działają w stanie wojny, a my w stanie pokoju. Przy odpowiednim podejściu firmy, cierpliwości i inżynierskiej solidności można jednak tę drogę przejść. Wojsko i Ministerstwo Obrony Narodowej nie są zamknięte na innowacje – ocenia Tomasz Zaremba.

Zdaniem Piotra Pernacha, podpułkownika rezerwy, byłego oficera wojsk inżynieryjnych i konsultanta JPBC, szczególnie ważne jest otwarcie armii na technologie rozwijane przez prywatne przedsiębiorstwa.

– Wojsko zyskało narzędzia, aby sięgać do sektora prywatnego i powiedzieć firmie: pokażcie nam to, chcemy to przetestować i zobaczyć, jak działa. Nawet dowódca jednostki może wskazać rozwiązanie, które uważa za przydatne, i rozpocząć jego sprawdzanie – wyjaśnia Piotr Pernach.

Podczas testów drony trafiają bezpośrednio do żołnierzy, którzy w przyszłości mieliby wykorzystywać je w służbie. To oni oceniają obsługę sprzętu i przekazują producentowi uwagi.

– Nie wygląda to tak, że zbiera się grono ekspertów i naukowców, które sprawdza sprzęt w sterylnych warunkach. Dostają go żołnierze, szeregowcy i podoficerowie. Przez kilka dni intensywnie go wykorzystują, a następnie przekazują swoje uwagi i wnioski. Na końcu to oni będą użytkownikami tego sprzętu – podkreśla Pernach.

JPBC kontynuuje prace nad rozwojem swoich konstrukcji i oczekuje na kolejne decyzje oraz wyniki procesu testowego.m swoich konstrukcji i oczekuje na kolejne decyzje oraz wyniki procesu testowego.

Miejsce reklamoweTwoja reklama tutajSprawdź ofertę
Społeczność Knews

Weź udział w dyskusji!

Masz opinię, dodatkowy kontekst albo chcesz podzielić się własnym doświadczeniem? Zostaw komentarz pod artykułem.

Podoba Ci się ten artykuł?
0 osób polubiło