Money.pl, powołując się na ustalenia „Rzeczpospolitej”, informuje o rosnącym niepokoju w branży AGD. Po raz pierwszy azjatyccy producenci zdobyli większą część europejskiego rynku niż firmy ze Starego Kontynentu. Dla województwa łódzkiego nie jest to odległy problem gospodarczy. Łódź i Radomsko należą do najważniejszych ośrodków produkcji pralek, zmywarek i suszarek, a wokół dużych fabryk przez lata powstał rozbudowany system dostawców, firm logistycznych i zaplecza badawczo-rozwojowego.
Europejski rynek AGD znalazł się w historycznym punkcie zwrotnym. W 2025 roku producenci azjatyccy odpowiadali już za około 44 proc. sprzedaży urządzeń gospodarstwa domowego w Europie. Po raz pierwszy ich udział okazał się większy niż udział firm europejskich.
Jednocześnie rośnie znaczenie dostaw bezpośrednio z Chin. Chińscy producenci odpowiadają już za około 35 proc. wolumenu europejskiego rynku AGD. Jeszcze w 2022 roku ich udział wynosił około 24 proc. W tym samym czasie udział Polski w dostawach na rynek unijny zmniejszył się z 15 do 14 proc.
Polski eksport AGD mocno wyhamował
Szczególnie niepokojące są dane za pierwszy kwartał 2026 roku. Polski eksport dużego AGD do krajów Unii Europejskiej zmniejszył się ilościowo o 4 proc., a wartościowo aż o 10 proc. Eksport z Chin wzrósł w tym samym okresie o 7 proc.
Oznacza to, że polskie fabryki nie tylko sprzedają mniej urządzeń, ale wartość ich eksportu spada szybciej niż liczba wysyłanych produktów. Branża mierzy się jednocześnie z presją cenową, rosnącymi kosztami energii, pracy, surowców, finansowania oraz wdrażania kolejnych europejskich regulacji.
Według producentów średnie ceny sprzętu AGD w Polsce spadły w ciągu dwóch lat o około 5 proc. Silna konkurencja nie pozwala przenieść wyższych kosztów produkcji na klientów. Konsekwencją są niższe marże i ograniczone możliwości inwestowania w europejskie zakłady.
Sytuacja może wydawać się paradoksalna. Konsumenci nadal kupują lodówki, pralki, zmywarki i piekarniki, ale coraz częściej wybierają urządzenia tańsze. Liczba sprzedawanych produktów w wielu kategoriach pozostaje stosunkowo stabilna, podczas gdy wartość rynku spada. Dla producentów oznacza to coraz ostrzejszą walkę o klienta i stopniową erozję rentowności.
Polska nadal jest europejskim liderem, ale produkuje mniej
W 2025 roku w Polsce wyprodukowano około 26 mln urządzeń AGD, w tym ponad 23 mln sztuk dużego sprzętu. Z krajowych fabryk wyjechało o 4 proc. mniej urządzeń niż rok wcześniej.
Polska nadal odpowiadała za około 39 proc. produkcji dużego AGD w Unii Europejskiej. W 2024 roku udział ten wynosił 36 proc. Ten wzrost nie był jednak wynikiem zwiększania produkcji w Polsce. Produkcja w całej Unii Europejskiej kurczyła się szybciej, a miejsce europejskich fabryk coraz częściej zajmował import.
Według APPLiA Polska już około 44 proc. dużego AGD sprzedawanego w Unii Europejskiej pochodzi spoza wspólnoty. W Polsce działa około 30 fabryk związanych z sektorem. Wartość sprzedanej produkcji wynosi około 25 mld zł, a branża zapewnia bezpośrednio i pośrednio około 100 tys. miejsc pracy. Około 90 proc. urządzeń produkowanych w kraju trafia na eksport.
To właśnie silne uzależnienie od zagranicznych rynków sprawia, że polskie zakłady bardzo szybko odczuwają osłabienie popytu w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Francji czy we Włoszech. Gdy europejskie sieci handlowe zmniejszają zamówienia albo zwiększają zakupy u dostawców azjatyckich, polskie fabryki tracą część produkcji.
Branża ostrzegała w Sejmie
Problem był sygnalizowany znacznie wcześniej. Podczas posiedzenia sejmowej Komisji Gospodarki i Rozwoju 7 maja 2025 roku Wojciech Konecki, prezes APPLiA Polska, mówił o historycznej zmianie na europejskim rynku. Wskazywał, że import AGD z Chin do Europy po raz pierwszy przewyższył europejską produkcję.
Wystąpienie dotyczyło szerszych relacji handlowych Unii Europejskiej z Chinami i Stanami Zjednoczonymi, ale Konecki podkreślał, że właśnie branża AGD może należeć do sektorów najmocniej dotkniętych nierówną konkurencją i przenoszeniem produkcji poza Europę.
Warto w tym miejscu rozdzielić dwa wystąpienia. W komisji sejmowej alarm podnosił przede wszystkim Wojciech Konecki. Konrad Pokutycki, prezes BSH w Polsce i przewodniczący Rady APPLiA Polska, przedstawiał podobne argumenty w debacie dotyczącej przyszłości przemysłu AGD w Parlamencie Europejskim.
Konrad Pokutycki: utrata fabryk oznacza utratę innowacji
Debata w Parlamencie Europejskim odbyła się 23 czerwca 2026 roku z inicjatywy APPLiA Europe oraz europosła Dariusza Jońskiego. W spotkaniu uczestniczyli między innymi Konrad Pokutycki z BSH, Robert Stobiński z Grupy Amica i Wojciech Konecki z APPLiA Polska.
Konrad Pokutycki zwracał uwagę na ścisły związek pomiędzy produkcją, innowacjami oraz badaniami naukowymi. Utrata europejskich fabryk prowadzi bowiem także do utraty wiedzy technologicznej, laboratoriów, centrów badawczo-rozwojowych oraz całych sieci współpracujących przedsiębiorstw.
Według prezesa BSH potencjał przemysłowy i przywództwo technologiczne są ze sobą bezpośrednio powiązane. Przeniesienie masowej produkcji poza Europę oznacza z czasem osłabienie europejskich ekosystemów innowacji i strategicznej autonomii gospodarczej.
To szczególnie ważny argument w przypadku Łodzi. Miasto nie jest już wyłącznie miejscem montowania gotowych urządzeń. Działają tu także centra badań i rozwoju, logistyka, informatyka oraz firmy projektujące i produkujące podzespoły.
Łódź pozostaje jednym z filarów polskiego AGD
W Łodzi znajdują się trzy z sześciu polskich fabryk BSH. W mieście produkowane są pralki, zmywarki i suszarki do ubrań marek Bosch oraz Siemens. Historia koncernu w Łodzi rozpoczęła się w 1994 roku od uruchomienia fabryki pralek. W 2002 roku ruszyła produkcja zmywarek, a trzy lata później suszarek do ubrań.
BSH posiada w Polsce około 8 tys. pracowników, sześć fabryk, centra logistyczne, centra usług wspólnych oraz dwa ośrodki badań i rozwoju. W Łodzi rozwijane są między innymi technologie związane z pralkami i suszarkami, później wykorzystywane również w innych zakładach koncernu.
Znaczenie łódzkich fabryk wykracza więc daleko poza liczbę zatrudnionych bezpośrednio przy liniach produkcyjnych. Zakłady generują zamówienia dla producentów elementów z tworzyw sztucznych, części metalowych, opakowań, automatyki przemysłowej oraz usług transportowych i magazynowych.
Spadek produkcji oznacza w praktyce mniejsze zamówienia w całym łańcuchu dostaw. Skutki odczuwają nie tylko pracownicy największego koncernu, ale również dziesiątki mniejszych przedsiębiorstw działających w regionie.
Radomsko stało się strategicznym ośrodkiem Beko Europe
Drugim kluczowym punktem na mapie województwa jest Radomsko, gdzie działa fabryka zmywarek Beko Europe. Po restrukturyzacji polskiej działalności koncernu zakład w Radomsku – obok fabryki piekarników we Wrocławiu – stał się jednym z dwóch podstawowych ośrodków produkcyjnych Beko Europe w Polsce.
W 2025 roku w Radomsku uruchomiono produkcję kolejnego modelu zmywarki do zabudowy. Urządzenia są przeznaczone na rynek polski oraz na eksport między innymi do Czech, Słowacji, Grecji, Litwy, Łotwy i Estonii. Wielkość produkcji ma być dostosowywana do zapotrzebowania rynku.
To ostatnie zastrzeżenie pokazuje istotę problemu. Fabryka posiada zdolności produkcyjne i nowoczesne linie, ale ich wykorzystanie zależy od liczby zamówień składanych przez europejskich dystrybutorów oraz pozycji marek koncernu w stosunku do konkurentów azjatyckich.
Radomsko jest również siedzibą przedsiębiorstw produkujących komponenty i opakowania dla sektora AGD. Ograniczenie produkcji gotowych urządzeń uderzyłoby więc w szerszy przemysłowy ekosystem południowej części województwa łódzkiego.
Łódź już zapłaciła wysoką cenę za restrukturyzację
Ryzyko związane ze słabym popytem i spadającą rentownością europejskich fabryk nie jest dla Łodzi wyłącznie prognozą. Beko Europe zdecydowało wcześniej o zakończeniu produkcji kuchenek i suszarek w łódzkich zakładach oraz lodówek we Wrocławiu.
Plan restrukturyzacji mógł objąć łącznie około 1800 stanowisk w Łodzi i we Wrocławiu. Produkcja w zamykanych zakładach miała zakończyć się do końca kwietnia 2025 roku. Firma uzasadniała decyzję spadkiem popytu na urządzenia wolnostojące, rosnącą konkurencją oraz wieloletnimi stratami części polskich zakładów.
Beko pozostawiło w Polsce produkcję w Radomsku i we Wrocławiu oraz centrum usług wspólnych w Łodzi. Przypadek łódzkich fabryk pokazał jednak, że duża skala zakładu i wieloletnia obecność inwestora nie chronią przed skutkami zmian zachodzących na europejskim rynku.
Koncerny porównują rentowność poszczególnych fabryk, poziom wykorzystania linii produkcyjnych, koszty energii, wynagrodzeń i logistyki. Nowe modele urządzeń trafiają tam, gdzie ich produkcja daje najlepsze wyniki finansowe.
Europejskie fabryki konkurują na nierównych warunkach
Przedstawiciele branży wskazują, że europejscy producenci ponoszą koszty związane z wymaganiami klimatycznymi, efektywnością energetyczną, bezpieczeństwem produktów, recyklingiem, dostępnością części zamiennych i odpowiedzialnością za elektroodpady.
Jednocześnie urządzenia importowane spoza Unii nie zawsze są kontrolowane z taką samą skutecznością. Producenci europejscy oczekują, aby wszystkie produkty trafiające na wspólny rynek podlegały tym samym normom oraz jednakowo skutecznemu egzekwowaniu przepisów.
Problem ma też szerszy wymiar. W 2025 roku Unia Europejska sprowadziła z Chin towary o wartości ponad 559 mld euro, o 6,4 proc. większej niż rok wcześniej. Unijny deficyt w handlu towarami z Chin sięgnął niemal 360 mld euro. Największą kategorię importu stanowiły urządzenia elektryczne, elektronika i części.
Komisja Europejska przyznaje, że rosnący import może wynikać z przemysłowych nadwyżek produkcyjnych wspieranych przez politykę państwową. Unia rozwija obecnie system obserwowania produktów, w przypadku których jednocześnie szybko rośnie import i spadają ceny.
Branża domaga się europejskiej polityki przemysłowej
Podczas debaty w Parlamencie Europejskim przedstawiciele sektora poparli rozszerzenie mechanizmu CBAM na urządzenia AGD narażone na przenoszenie produkcji poza Unię. Zaproponowali również dobrowolne oznaczenie „Made in EU” oraz wsparcie inwestycji w automatyzację, modernizację, dekarbonizację i elektryfikację europejskich zakładów.
Branża chce także programów pobudzających popyt. Jednym z pomysłów jest bon wspierający wymianę starego sprzętu na nowe, energooszczędne urządzenia produkowane w Europie. Takie rozwiązanie miałoby jednocześnie ograniczyć zużycie energii w gospodarstwach domowych i zwiększyć zamówienia w europejskich fabrykach.
Stawką nie są wyłącznie miejsca pracy przy taśmach produkcyjnych. Chodzi również o utrzymanie europejskich kompetencji inżynieryjnych, centrów badań i rozwoju, sieci poddostawców oraz zdolności do projektowania kolejnych generacji urządzeń.
Dla województwa łódzkiego to strategiczne ostrzeżenie
Łódź i Radomsko przez lata korzystały z rozwoju europejskiego przemysłu AGD. Zagraniczne koncerny inwestowały w fabryki, logistykę, automatyzację i badania, a wokół największych zakładów powstały firmy dostarczające komponenty i usługi.
Rosnąca przewaga producentów azjatyckich może odwrócić ten proces. Najpierw spadają ceny i marże. Później ograniczane są zmiany produkcyjne, zamówienia dla dostawców oraz inwestycje w nowe linie. Ostatnim etapem może być przeniesienie kolejnych modeli lub całych zakładów do tańszych lokalizacji.
Łódź doświadczyła już zamknięcia dużej części produkcji Beko. Radomsko pozostaje jednym z najważniejszych zakładów koncernu w Polsce, a trzy fabryki BSH nadal stanowią jeden z filarów łódzkiego przemysłu.
Województwo łódzkie ma więc szczególny interes w tym, aby Polska i Unia Europejska stworzyły realną politykę ochrony konkurencyjności produkcji. Bez niej region może stopniowo tracić jedną ze swoich najważniejszych specjalizacji przemysłowych – budowaną przez ponad trzy dekady.
Weź udział w dyskusji!
Masz opinię, dodatkowy kontekst albo chcesz podzielić się własnym doświadczeniem? Zostaw komentarz pod artykułem.