Według najnowszego konsensusu makroekonomicznego Europejskiego Kongresu Finansowego polska gospodarka nadal ma rosnąć, ale w kolejnych latach coraz wolniej. Raport przedstawiony podczas XVI Europejskiego Kongresu Finansowego w Sopocie nie zapowiada recesji ani gospodarczego załamania. Opisuje jednak scenariusz, w którym po relatywnie mocnym 2025 roku dynamika PKB ma stopniowo słabnąć.
Z prognoz ekonomistów skupionych wokół EKF wynika, że polski PKB ma wzrosnąć o 3,5 proc. w 2026 roku. W 2027 roku tempo wzrostu ma spaść do 3,0 proc., w 2028 roku do 2,9 proc., a w 2029 roku do 2,6 proc. To nadal oznacza wzrost, ale już wyraźnie słabszy niż w najlepszych latach nadrabiania dystansu do bogatszych gospodarek Zachodu.
Raport EKF jest więc przede wszystkim sygnałem zmiany etapu. Polska nie stoi dziś przed prostą zapowiedzią kryzysu. Problem polega na czymś innym: gospodarka ma nadal iść do przodu, ale coraz trudniej będzie utrzymać dotychczasowe tempo. To ważne rozróżnienie, bo zbyt łatwo sprowadzić taką prognozę do alarmistycznego hasła o „hamowaniu”. W rzeczywistości chodzi o słabszą dynamikę wzrostu i coraz mniejszy zapas modelu, który przez lata dawał Polsce przewagę.
Inwestycje mają stracić impet
Według relacji z raportu EKF wolniej ma rosnąć nie tylko PKB. Słabnąć ma także dynamika konsumpcji prywatnej, a po mocniejszym odbiciu wyraźnie tracić tempo mają inwestycje. Nakłady brutto na środki trwałe mają w 2026 roku wzrosnąć jeszcze bardzo mocno, bo o ponad 8 proc., ale już w 2027 roku ich dynamika ma spaść poniżej 5 proc., a w kolejnych latach zbliżać się do około 3 proc.
To jedna z najważniejszych informacji w całym raporcie. Inwestycje decydują nie tylko o bieżącym wzroście, ale także o przyszłej produktywności, technologii, konkurencyjności i jakości miejsc pracy. Gospodarka może rosnąć dzięki konsumpcji, wydatkom publicznym albo dobrej koniunkturze zewnętrznej, ale bez silnych inwestycji trudniej budować trwałą przewagę. Jeśli ich tempo rzeczywiście osłabnie, Polska może nadal się rozwijać, ale będzie jej trudniej przejść na wyższy poziom technologiczny i dochodowy.
Dotychczasowe przewagi słabną
Przez ostatnie dekady polska gospodarka korzystała z kilku przewag jednocześnie. Była atrakcyjna kosztowo, dobrze położona, coraz mocniej włączona w europejskie łańcuchy dostaw i wspierana środkami unijnymi. Do tego dochodziła rosnąca konsumpcja, napływ inwestycji zagranicznych, rozwój eksportu i duży zasób pracowników. Ten model przyniósł Polsce bardzo dobre efekty. Pozwolił szybko nadrabiać dystans, modernizować infrastrukturę, przyciągać firmy i zwiększać poziom życia.
Coraz wyraźniej widać jednak, że część tych prostych przewag słabnie. Koszty pracy są wyższe niż kiedyś, pracowników będzie mniej, konkurencja o inwestycje staje się ostrzejsza, a sam fakt położenia w centrum Europy nie wystarcza już tak jak wcześniej. Polska nadal ma atuty, ale nie może w nieskończoność opierać wzrostu na niższych kosztach, konsumpcji i prostym nadrabianiu dystansu.
W tym sensie raport EKF wpisuje się w szerszą dyskusję o tym, jak ma wyglądać kolejny etap rozwoju. Jeśli gospodarka ma rosnąć wolniej, większe znaczenie będą miały produktywność, automatyzacja, jakość inwestycji, dostęp do energii, kompetencje pracowników, własne produkty, technologie i usługi o wyższej marży. To mniej efektowny, ale znacznie trudniejszy etap niż czas, w którym wystarczały taniej dostępne grunty, niższe koszty pracy i napływ kapitału.
Regiony przed trudniejszym etapem
Dla regionów takich jak łódzkie wnioski z raportu są szczególnie ważne. Województwo przez lata korzystało z centralnego położenia, autostrad, logistyki, magazynów, przemysłu i bliskości dużych rynków. Te atuty nadal mają znaczenie. W wolniej rosnącej gospodarce mogą jednak przestać wystarczać jako główny argument rozwojowy.
Coraz większą wagę będą miały nie tylko kolejne hale i centra dystrybucyjne, ale także to, co w nich powstaje, jak bardzo zaawansowana jest produkcja, ile wartości zostaje w regionie i czy lokalne firmy potrafią wychodzić poza rolę podwykonawcy. Dla samorządów oznacza to konieczność bardziej precyzyjnego myślenia o inwestycjach. Same komunikaty o dobrym położeniu przy autostradzie będą miały mniejszą siłę niż przygotowane tereny, szybkie procedury, dostęp do energii, dobra współpraca szkół z firmami i realne wsparcie dla przedsiębiorców zwiększających skalę działalności.
Pierwsze oznaki tej zmiany widać już w polskiej gospodarce. Firmy coraz częściej mówią o kosztach pracy, braku pracowników, presji na automatyzację i potrzebie zwiększania produktywności. W wielu branżach problemem nie jest już wyłącznie dostęp do rynku, ale zdolność do konkurowania jakością, technologią, czasem dostaw, organizacją produkcji i własną marką. To zapowiedź trendu, o którym mówi raport EKF: wolniejszy wzrost będzie wymuszał większą sprawność i większą wartość dodaną.
Prognozy trzeba czytać ostrożnie
Raport EKF warto traktować poważnie, ale nie jak gospodarczą przepowiednię. Prognozy ekonomiczne są scenariuszem opartym na danych dostępnych w danym momencie. Nie są pewnym opisem przyszłości. W ostatnich latach dobrze było widać, że nawet eksperckie przewidywania potrafiły trafiać w kierunek zmian, ale rozmijać się ze skalą zjawisk.
Tak było choćby w 2023 roku. W czerwcu 2023 roku ekonomiści EKF zakładali, że polski PKB wzrośnie w 2023 roku o 0,8 proc., a w 2024 roku o 2,7 proc. Ostatecznie rok 2023 okazał się jeszcze słabszy. Według danych GUS wzrost PKB wyniósł 0,1 proc., a w 2024 roku gospodarka wzrosła o 2,9 proc. Kierunek został więc uchwycony: po mocniejszym okresie przyszło wyraźne spowolnienie, a później odbicie. Skala hamowania była jednak większa, niż przewidywano.
Lepiej wyglądały prognozy dotyczące późniejszego odbicia. Według wstępnego szacunku GUS PKB Polski w 2025 roku wzrósł realnie o 3,6 proc., wobec wzrostu o 3,0 proc. w 2024 roku. To było bliskie wcześniejszym założeniom, że po słabym okresie gospodarka może wracać w okolice wzrostu rzędu 3,5 proc.
Osobno trzeba potraktować lata pandemiczne. COVID-19 był czarnym łabędziem — wydarzeniem, które przecięło wcześniejsze prognozy i zaburzyło normalne modele oceny gospodarki. Zamknięcie części usług, przerwane łańcuchy dostaw, niepewność konsumentów i nadzwyczajne działania państw sprawiły, że ocenianie prognoz sprzed pandemii wyłącznie przez pryzmat 2020 roku byłoby nieuczciwe.
Z wcześniejszych doświadczeń płynie więc ostrożny wniosek. Ekonomiści często dobrze rozpoznawali kierunek zmian: spowolnienie po mocnym okresie, późniejsze odbicie i ryzyko ponownego osłabienia dynamiki. Znacznie trudniej było przewidzieć skalę. Gospodarka potrafiła zachować się mocniej albo słabiej, niż wynikało z wcześniejszych szacunków, zwłaszcza gdy pojawiały się czynniki zewnętrzne: pandemia, wojna w Ukrainie, skok cen energii, wysoka inflacja czy gwałtowne zmiany stóp procentowych.
Dlatego najnowszego raportu EKF nie należy traktować jak wyroku, ale nie warto go też lekceważyć. Najważniejsze nie są same liczby, lecz pytanie, czy Polska będzie przygotowana na wolniejszy wzrost. Jeśli ten scenariusz się potwierdzi, przewagę zyskają państwa, regiony i firmy, które szybciej inwestują, lepiej wykorzystują ludzi i potrafią tworzyć produkty trudne do zastąpienia tańszą ofertą z innej części świata. Raport EKF jest więc nie tylko prognozą. Jest sprawdzianem dojrzałości polskiego modelu rozwoju.
Weź udział w dyskusji!
Masz opinię, dodatkowy kontekst albo chcesz podzielić się własnym doświadczeniem? Zostaw komentarz pod artykułem.