"Zdjęcie przedstawia Macieja Lebiedowicza, współwłaściciela marki odzieżowej i kawiarni „Pan tu nie stał”, w przytulnej atmosferze jego lokalu przy OFF Piotrkowska. W tle widać stylowe wnętrze kawiarni, które zachęca do relaksu i rozmowy. Artykuł przedstawia inspirującą historię zadowolenia w kontekście rozmowy z Maćkiem, który dzieli się swoimi doświadczeniami związanymi z prowadzeniem marki."
**ALT:** Zdjęcie przedstawia Macieja Lebiedowicza, współwłaściciela marki odzieżowej i kawiarni "Pan tu nie stał", w jego przytulnej kawiarni na OFF Piotrkowska. Rozmowa o historii i zadowoleniu klientów w atmosferze kreatywności i pasji.
"Zdjęcie przedstawia Macieja Lebiedowicza, współwłaściciela marki odzieżowej i kawiarni 'Pan tu nie stał', w przytulnej atmosferze jego lokalu przy OFF Piotrkowska. W tle można dostrzec unikalne wnętrze kawiarni, które zachęca do spędzenia czasu w gronie przyjaciół. Artykuł eksploruje historię zadowolenia związku z marką oraz inspiracje, które stoją za jej sukcesem."

Pan tu nie stał.. czyli historia zadowolenia - wywiad z Maciejem Lebiedowiczem. Współwłaścielem marki "Pan tu nie stał"

Umówiłem się z Maćkiem Lebiedowiczem - współwłaścicielem marki odzieżowej i kawiarni „Pan tu nie stał” - u niego w kawiarni przy OFF Piotrkowska. Lubię to miejsce – to jedna z najlepszych części Łodzi. Mocno fabryczna, ale jednocześnie nowoczesna i artystyczna.

Kiedy wszedłem do kawiarni obok, okazało się, że z drugiej strony jest też sklep. Maciek stał za ladą i nalewał kawę. Ubrany w bluzę dresową z kapturem. Kiedy mnie zobaczył, uśmiechnął się i powiedział, żebym chwilę poczekał, bo musi obsłużyć gości.

Poszedłem popatrzeć na sklep – i zrobiło mi się dobrze wśród rzeczy, które były kolorowe i inne niż wszystko w sieciówkach. Kubeczki, notesiki – wszystko dopracowane, designerskie.

Po chwili siedzieliśmy przy stoliku i rozmawialiśmy, popijając kawę, którą zrobił – bardzo dobrą.

 

fot.: Archiwum Maciej Lebiedowicz

– Wiesz co – kiedy wszedłem do sklepu, miałem takie poczucie, że chcę tu być. Że te rzeczy powodują, że chcę na nie patrzeć, chcę je mieć. Chciałeś dobrze się czuć w miejscu, które tworzysz? Ty – nie goście?

– Powiem ci tak – zanim przyjechałem do Łodzi, bo nie jestem stąd, miałem taką wizję. Jeszcze w liceum wymyśliłem coś takiego jak „Pan tu nie stał”. To miało być miejsce, gdzie będą różne rzeczy – książki, płyty, kasety, może kasety wideo, stare aparaty. Chciałem mieć przestrzeń z dobrze zaprojektowanymi rzeczami, na które miło się patrzy i w której dobrze się przebywa.

– Czyli szybko złapałeś kierunek życia?

Rozejrzałem się. Przy stolikach było pełno ludzi, ale każdy zajęty swoją rozmową.

– Często śniło mi się takie miejsce, które właściwie nie istnieje. Coś przy Piotrkowskiej. Wchodziło się przez bramę, potem do sutereny, potem znowu wychodziło i był antykwariat. Stare gazety, kasety do Commodore 64, dyskietki, jakieś wideo.

A potem znalazłem coś podobnego. Poszedłem tam kupić Rummikub. To było gdzieś koło numeru 102. Sklep na piętrze.

Siedział tam facet – nie stary, ale wszystko było zawalone grami. Totalna rupieciarnia. I to było dokładnie to miejsce z mojego snu.

– To miał być ten styl?

Popatrzyłem na sklep w głębi sali, wcale nie rupieciarnia ale starannie przemyślana przestrzeń.

– Tak. Wracając – czy lubię tę przestrzeń? Lubię. Jak jestem tu częściej, zacząłem zwracać wielką uwagę na detale. Ciągle poprawiam talerzyki, drobiazgi. To jest ważne. Tak kiedyś nie miałem.

– Lubię dziwne, szalone nazwy. Skąd „Pan tu nie stał”?

– Tak naprawdę znikąd. Wymyśliła ją moja żona. Nazwa jest z polskiej komedii. Tak po prostu przyszło.

– Czyli impuls?

– Tak, impuls.

– No dobra, ale jak to w ogóle zbudowaliście? Bo kojarzycie się z rzeczami, które – choć zwykłe – są ekskluzywne i drogie.

– No niestety, teraz są drogie. Jak na Łódź to jest taka marka ze średniej półki. To nie było naszym celem. Chcieliśmy robić rzeczy ciekawe, zaskakujące, ale przystępne cenowo. Sytuacja się zmieniła. Wszystko robimy w Łodzi. 99% rzeczy powstaje tutaj – dzianina, nadruki, szycie, krojenie, hafty. Poza bawełną, która tu nie rośnie.

Koszulka, która kiedyś kosztowała 59 zł, dziś tyle kosztuje produkcja. A detal musi być 99, 109, czasem 119 zł. Inaczej to się nie spina.

– Tak czy inaczej, staliście się snobistyczni?

Spojrzałem na Macieja. Pomyślałem, że ma w sobie naturalność, która zupełnie nie skleja się ze snobizmem.

– To nie tak. Z czasem zaczęliśmy rozumieć, że nasze produkty odpowiadają na potrzeby pewnego środowiska. Ale doszliśmy do tego dopiero po latach – po 15 latach robienia.

Dopiero wtedy zobaczyliśmy, że dla części ludzi to jest coś więcej. Że to jest potrzeba indywidualności. Że ktoś nosi rzecz produkowaną w Polsce – a dokładnie w Łodzi – i się z tym utożsamia. Ale to nie było naszym celem. To się po prostu wydarzyło. Klasa kreatywna zaczęła się z tym utożsamiać. Może dlatego, że nasza działalność bardzo mocno wyrosła ze środowiska projektowania graficznego.

– No ale powracając do pytania: jak to się zaczęło?

– Nie mieliśmy ambicji być marką odzieżową. Chcieliśmy być wydawnictwem. Wydawać książki, gazety i mieć sklepik z dobrze zaprojektowanymi polskimi rzeczami. Ale biznes wydawniczy okazał się bardzo trudny. Byłem w szoku jak to działa. Wydaliśmy kilka książek ale postanowiliśmy nie iść w tym kierunku. Jakoś tak zaczęliśmy robić koszulki – jedną, drugą – i to zadziałało. To były jeszcze czasy przed Facebookiem i Instagramem. Prowadziliśmy bloga, na którym pokazywaliśmy dobrze zaprojektowane rzeczy: ilustracje, książki, etykiety, opakowania, przedmioty codziennego użytku. I przy tym blogu powstał sklep. To były też czasy pierwszych targów – „Przetwory” w warszawskich Zakładach Fotoptycznych. My też tam jeździliśmy.

- Czyli mydło i powidło?

– Tak, robiliśmy kolczyki ze starych złotówek, malowaliśmy snowboardy z napisem „Pan tu nie stał”, szyliśmy rzeczy ze starych materiałów. Ja miałem starą bluzę z naszytym logo PKS. 

I od tego się zaczęło – targi, blog, sklep internetowy. A potem sklep stacjonarny, około 2008 roku.

– No tak, budowaliście na PRL, na resentymencie. Z tego staliście się znani, ale słyszałem, że był moment, kiedy was to irytowało, że byliście tak kojarzeni?

– Tak. Przez ileś lat próbowaliśmy się od tego odciąć. Bo czym są pierwsze skojarzenia z PRL? Saturator, pralka Frania, kolejki, kartki na żywność… To nas kompletnie nie interesowało. Mieliśmy poczucie, że jesteśmy wrzucani do jednego worka z czymś co źle się kojarzyło. Tak myśleliśmy. Nie o to chodziło.

Napiliśmy się kawy. Spojrzałem w stronę wejścia – ktoś wchodził, ktoś wychodził. Ruch się nie kończył.

– Ale da się od tego uciec?

– No cóż, pogodziliśmy się z tym.. PRL gdzieś cały czas pobrzmiewa, ale raczej w tle. Teraz robimy bardzo różne rzeczy. Niektóre kolekcje są bardziej nowoczesne, no ale cały czas trzymamy się naszego kręgosłupa, który wywodzi się z tamtych czasów - ma być: po polsku, z humorem albo dwuznacznie. No i jest też element nostalgii. Na przykład kolekcja, którą niedawno zrobiliśmy we współpracy z Wytwórnią Filmów Oświatowych. Na koszulkach są kadry ze starych filmów dokumentalnych.

– Ale wiesz co patrząc na moje dzieci, mam wrażenie, że wracają okresu lat 80. Siedzą od lat w Robloxie, Minecraftcie, oglądają „Stranger Things”. Mówią, że to były fajne czasy. Oczywiście pomijając całą warstwę polityczną tamach czasów. Chodzi o design i kulturę.

– To trochę twoja perspektywa. Ja mam syna, 18 lat, i dla niego „Pan tu nie stał” jest kompletnie nieatrakcyjny.

– Moim się podoba.

– No widzisz. Ale dla mnie to jest jakaś granica - pokolenia "Gen Z". I teraz zadaje sobie pytanie: czy mamy robić rzeczy dla jeszcze młodszych? Ja tego nie czuję. I nie chcę tego robić. Wolę zrobić kolekcję, którą czuję w 100%. A robienie czegoś tylko po to, żeby złapać kolejnego klienta… wychodzi sztucznie. Z drugiej strony docierają do mnie sygnały, że młodsze pokolenia zaczynają szukać takich marek.

– A jednak?

– No może. Ale ja nie chcę robić czegoś, czego nie czuję.

– Wygląda to trochę tak, jakby wasza firma miała się starzeć razem z klientami.

Uśmiechnął się.

– No tak. Jak Radio Maryja.

– Ale godzisz się z tym?

Spojrzałem na niego. Pomyślałem, że to trochę niepokojące. Przyzwyczaiłem się do świata, w którym każdy chce być kilka kroków do przodu.

– No, pewnie tak. Wolę robić tak i czuć się z tym dobrze, niż szukać i telepać się tylko po to, żeby utrzymać biznes. I nie będzie to moje – w sensie: nie będę tego czuć.

Ale żeby nie było tak, że robimy tylko dla milenialsów i starszych – w naszym zespole są projektantki, które świetnie czują młodsze pokolenie.

Chcemy, żeby każda kolekcja trafiała trochę do innego odbiorcy. Na przykład Zuzanna Krynicka – daję jej całkowicie wolną rękę. Mówię jej: po prostu rób!

Bo wiem, że to, co ona wymyśli, ona to robi z serca. Ja już tego nie muszę czuć, ale jej ufam. I chcę, żeby powstała seria, z której ona będzie zadowolona.

– Rozmawiam z różnymi przedsiębiorcami z Łodzi i widzę, że każdy ma swoją koncepcję prowadzenia firmy. Swoją filozofię, która gdzieś wynika z życia. Ktoś chce rozwijać firmę w nieskończoność, zdobywać kolejne rynki. A u ciebie mam wrażenie, że jest dobrze tak, jak jest.

– Zgadza się. Teraz jestem w lepszym czasie. Były momenty, kiedy po prostu nie chciałem tu być. Teraz doszedłem do czegoś, co nie przekłada się na pieniądze, a daje energię. To jest zadowolenie z tego, co się robi. Że stoję za barem i sprzedaję kawę. Że pogadam – tak jak z tobą.

To jest coś, co powoduje, że fajnie mieć taką firmę. Fajnie ją rozwijać albo nie rozwijać, ale po prostu fajnie w niej być.

Obok jest ciągła walka z pieniędzmi. Ale jak jesteś zadowolony z tego co robisz i gdzie jesteś, to ta walka nie powoduje frustracji.

– Czyli jesteś w dobrym miejscu?

– Zgadza się - na chwilę zawiesił głos - tak jeszcze myślę, że wszyscy mówią, że trzeba zdobywać młodszych klientów. Ja to rozumiem, ale tego nie czuję. I co – mam robić coś tylko po to, żeby zarabiać pieniądze? Wolę się zoptymalizować. Nawet trochę zmniejszyć. Ale być tutaj i robić rzeczy, które są moje.

– To w sumie rzadkie, raczej przedsiębiorcy podążają za rynkiem. Próbują wyczuć trend.

– Dla mnie to jest pęd za nie wiadomo czym. Dynamika zmian jest taka, że i tak nie wiesz, za czym gonisz. Pieniędzmi się nie najesz.

– To zapytam wprost – jesteś dziś szczęśliwy?

Maciek chwilę popatrzył. Nieco zbity z tropu.

– Tak. Teraz tak. Może to jest trochę podejście „tu i teraz”, ale tak – jest dobrze.

– A czujesz się człowiekiem sukcesu?

– Tak.

Popatrzyłem na niego. Potem na kolory dookoła.. lubię to miejsce.

Miejsce reklamoweTwoja reklama tutajSprawdź ofertę

Komentarze