Trafiłem tam trochę przez przypadek, lata temu. Potem zapomniałem o tym miejscu. Dopiero w poprzednie wakacje, gdy szukałem pomysłu na wycieczkę rowerową, przypomniałem sobie o Talarze.
Kilkanaście minut od centrum Łodzi człowiek nagle wpada w inny czas. W inną epokę. To zaskakujące, że wokół Łodzi jest tak mało miejsc, w których tak mocno czuć historię. Ale może właśnie na tym polega specyfika naszego województwa: wiele niezwykłych miejsc nie narzuca się od razu, trzeba je samemu odnaleźć.
Talar nie wygląda jak typowo zrewitalizowana atrakcja turystyczna. Nie ma tu wrażenia świeżo odmalowanej dekoracji ani miejsca przygotowanego pod szybkie zdjęcie. Przeciwnie. Czasem można odnieść wrażenie, że nikt tu nie mieszka. A przynajmniej ja zawsze tak trafiałem. Stałem przed ciemnym młynem i patrzyłem w jego puste oczodoły.
Ale strachu nie ma. Wokół są ludzie, rowerzyści, spacerowicze, rodziny z dziećmi. Miejsce przyciąga. Ma w sobie coś, czego nie da się łatwo podrobić.
Bo w środku naprawdę jest życie. Drewniane budynki stoją tu tuż nad wodą, obok słychać szum jazu, a we wnętrzach dawnych młynów zachowały się ciężkie mechanizmy, belki, przekładnie i przedmioty pamiętające czasy, gdy rytm życia nad Grabią wyznaczała rzeka.
To jedno z najcenniejszych miejsc na mapie zabytków techniki województwa łódzkiego. W Talarze zachował się zespół dwóch drewnianych młynów wodnych, uznawany za wyjątkowy nie tylko w Polsce, ale także w Europie Środkowej. Nie jest to jednak martwy skansen. Osada żyje dzięki rodzinie Radgowskich, która od lat ratuje, odnawia i udostępnia to miejsce zwiedzającym.
– Jestem współwłaścicielem osady. Razem z rodziną prowadzimy tutaj działalność muzealno-gastronomiczną – mówi Tomasz Radgowski, który wraz z bliskimi opiekuje się zabytkowym kompleksem.

fot.: Marcin Romanik
Miejsce, które od wieków żyło wodą
Historia Talaru sięga XVI wieku. Pierwsze wzmianki o osadzie młyńskiej nad Grabią pojawiają się już w kronikach z 1568 roku. Według dawnych przekazów młyn miał zbudować Mikołaj Tatarka, wykorzystując nurt rzeki do napędzania kół wodnych.
Zanim jednak postawiono tu młyny, działała prawdopodobnie kuźnia wodna, nazywana przez mieszkańców hamernią. Nietrudno usłyszeć w tej nazwie echo niemieckiego słowa oznaczającego młot. To od hamerni miała wywodzić się dawna nazwa okolicy – Harmernia.
Dolina Grabi była kiedyś prawdziwym zagłębiem młynarskim. Wzdłuż rzeki działało około pięćdziesięciu młynów wodnych. Dziś większość z nich już nie istnieje: zostały rozebrane, spłonęły albo popadły w ruinę. Talar przetrwał.

fot.: Marcin Romanik
Pożary, odbudowy i narodziny dwóch młynów
Obecny wielki młyn powstał w 1896 roku, po pożarze wcześniejszego budynku. Jak opowiada Tomasz Radgowski, nowy obiekt wzniosła rodzina Fiszerów, dawnych właścicieli osady, pochodzenia niemieckiego, którzy osiedlili się nad Grabią pod koniec XVIII wieku.
– Po spaleniu poprzedniego Fiszerowie wybudowali ten budynek, który jest obecnie największym drewnianym młynem w Polsce w tej konstrukcji – podkreśla.
Już samo wejście do środka robi wrażenie. Monumentalna bryła młyna bardziej przypomina alpejskie zabudowania niż typowy polski młyn znany z wiejskich krajobrazów.
– To nie jest typowo polski młyn. Tutaj jest inaczej to wszystko skonstruowane. Możemy to porównywać do budynków w Hallstatt w Austrii – tłumaczy właściciel.
Wysoka, wielopoziomowa konstrukcja przez dekady była jednym z najnowocześniejszych młynów nad Grabią. Podczas gdy wiele okolicznych młynów pracowało przede wszystkim na potrzeby lokalne, ten obsługiwał znacznie większą produkcję mąki.
– Ten młyn potrafił przez dobę wymielić nawet 12 ton zboża, a przez 12 godzin około 6 ton mąki. Był zautomatyzowany, dlatego był najbardziej wytwornym młynem ze wszystkich młynów na Grabi – mówi Radgowski.
Dziś po dawnym huku maszyn pozostały mechanizmy, drewniane przekładnie i ogromne przestrzenie magazynowe. Ale Osada Dwa Młyny nie jest wyłącznie muzeum młynarstwa.
Wnętrza wypełnia także kolekcja antyków i rzemiosła artystycznego, gromadzona przez lata przez Tomasza Radgowskiego i jego brata.
– To jest moja i mojego młodszego brata kolekcja rzemiosła artystycznego Europy i Polski. Są to obiekty zabytkowe klasy muzealnej. Mamy tutaj dużo obiektów XVIII- i XIX-wiecznych, bardzo rzadkich – opowiada.

fot.: Marcin Romanik
Żywe muzeum techniki
Dzisiejszy Talar nie jest zwykłym skansenem. To miejsce, które nadal oddycha dawną techniką. Zwiedzający mogą zobaczyć działające mechanizmy, drewniane wnętrza pachnące starym drewnem i olejem maszynowym oraz całą infrastrukturę wodną: kanały, śluzy, jaz i groble.
Na każdym piętrze znajduje się inny świat. Niżej dominują eksponaty związane z młynarstwem: stare żarna z piaskowca, urządzenia do przemiału zboża, przedwojenne książki i dokumenty dotyczące zawodu młynarza. Wyższe kondygnacje przypominają już bardziej gabinet kolekcjonera niż techniczne muzeum. Wśród setek przedmiotów są prawdziwe unikaty.
– Mamy tutaj pierwszą maszynę Singera z połowy XIX wieku. To jest egzemplarz z pierwszej serii. Jedna taka maszyna znajduje się w londyńskim muzeum narodowym, druga w Hiszpanii, a trzecia tutaj – mówi z dumą Radgowski.
Obok stoją barokowe meble, angielskie sekretery z XVIII wieku, renesansowe krzesła, włoskie piece podróżne z XVII wieku, porcelana miśnieńska i XIX-wieczne meble ludowe.
Co ciekawe, dla gospodarzy osady równie cenne bywają przedmioty pozornie skromniejsze.
– XIX-wieczny zydel wiejski jest czasami większą gratką niż pałacowy fotel, bo takich rzeczy zachowało się dużo mniej – tłumaczy.
Jednym z najbardziej tajemniczych eksponatów jest obraz przedstawiający wiedźmę. Autor dzieła pozostaje nieznany, sygnatura została zatarta. A jednak właśnie ten obraz stał się jednym z symboli młyna.
– Kiedyś wymyśliliśmy, że to będzie wiedźma tego młyna. I rzeczywiście ona tutaj pasuje. Są osoby, które przyjeżdżają specjalnie się z nią przywitać. Niektórzy są wręcz zakochani w tym obrazie – opowiada Tomasz Radgowski.
Dla stałych gości wykonywane są już nawet reprodukcje tajemniczej „wiedźmy z młyna”.

fot.: Marcin Romanik
Jak działały młyny nad Grabią?
Początkowo sercem młynów były ogromne koła wodne. Rzeka była spiętrzana za pomocą jazu i grobli, a nurt kierowano specjalnym kanałem na mechanizmy napędowe. Z czasem tradycyjne koła zastąpiono nowocześniejszymi turbinami wodnymi systemu Francisa.
Wewnątrz młynów pracowały walce, przekładnie, odsiewacze i urządzenia czyszczące zboże. Drewniane stropy drżały od ruchu pasów transmisyjnych i ciężkich mechanizmów. Młyn żył niemal bez przerwy: od świtu do późnej nocy.
Do dziś zachowała się kompletna infrastruktura techniczna: turbiny, koła pasowe, wały napędowe i oryginalne urządzenia z przełomu XIX i XX wieku. To właśnie dzięki temu Talar jest tak wyjątkowy dla historyków techniki i konserwatorów zabytków.

fot.: Marcin Romanik
Wojna, nacjonalizacja i powolny upadek
II wojna światowa zmieniła los osady. Młyny pracowały pod niemieckim zarządem, a po wojnie zostały upaństwowione. Produkcja stopniowo malała. Mniejszy młyn zamieniono w magazyn, a w latach 70. napęd wodny zastąpiły silniki elektryczne.
Ostatecznie przemiał zakończono w 1995 roku. Opuszczone budynki zaczęły niszczeć. Drewniane konstrukcje wymagały ratunku, a cały kompleks mógł podzielić los wielu innych młynów nad Grabią.

fot.: Marcin Romanik
Człowiek, który ocalił Talar
Przełom nastąpił w 2008 roku. Wtedy oba młyny kupił Jan Radgowski, artysta plastyk i konserwator zabytków związany wcześniej m.in. z Zamkiem Królewskim w Warszawie oraz pracami dla Kurii Metropolitalnej Warszawskiej.
Radgowski zakochał się w dolinie Grabi i postanowił przywrócić osadzie dawny blask. Rozpoczęła się wieloletnia odbudowa kompleksu. Ratowano drewniane konstrukcje, odnawiano mechanizmy i przywracano historyczny charakter miejsca.
Konserwator nie doczekał pełnego zakończenia swojego projektu. Zmarł w 2022 roku. Jego dzieło kontynuuje rodzina. W 2024 roku w osadzie otwarto Muzeum imienia Jana Radgowskiego.
Spacer pomiędzy dwoma młynami przypomina podróż w czasie. W środku zachowały się potężne belki stropowe, dawne podesty robocze i urządzenia używane przez kolejne pokolenia młynarzy.
Osada stała się również miejscem wydarzeń kulturalnych i planem filmowym. Kręcono tu sceny do „Znachora”, „Syzyfowych prac”, serialu „Komisarz Alex” oraz filmu „Lany poniedziałek”.
Historia osady to jednak nie tylko kolekcjonerska pasja, ale również nieustanna walka o zachowanie zabytku. Drewniane młyny od wieków były wyjątkowo podatne na pożary i eksplozje pyłu mącznego.
– Raz palił się jeden młyn, raz drugi. Młyny bardzo często wybuchały i paliły się. Dlatego praktycznie nie da się ich dziś ubezpieczyć – mówi właściciel.
Jak podkreśla, nawet współczesne systemy zabezpieczeń nie dają pełnego poczucia bezpieczeństwa.
– W takich budynkach sekundy są ważne. To jest prywatna własność, ale my dajemy to ludziom i dbamy o to miejsce najlepiej jak potrafimy – dodaje.
Rodzina Radgowskich ma doświadczenie w konserwacji drewna i zabytków. Brat Tomasza jest konserwatorem zabytków, a rodzina przez lata prowadziła firmę zajmującą się renowacją drewnianych konstrukcji.
Najważniejszym powodem, dla którego poświęcają temu miejscu tyle energii, pozostaje jednak zwykła fascynacja dawnymi przedmiotami.
– Robimy to z pasji. Po prostu bardzo lubimy stare rzeczy – przyznaje Radgowski.
Ta pasja oznacza setki godzin spędzonych na targach staroci, giełdach antyków i bazarach.
– Bywam na około dwustu bazarach antykwarycznych rocznie. Szukamy rzeczy wyjątkowych – opowiada.
I dodaje, że kolekcjonerstwo nie przypomina zwykłych zakupów.
– Tego nie kupuje się jak butów w sklepie. Na niektóre przedmioty czeka się dziesięć albo dwadzieścia lat.

fot.: Marcin Romanik
Legendy znad Grabi
Młynarze byli kiedyś postrzegani jako ludzie posiadający szczególną wiedzę. Znali rytm rzeki, potrafili przewidywać pogodę i decydowali, kiedy podnieść śluzy. W wielu wsiach nad Grabią przypisywano im niemal magiczne umiejętności. Mówiono nawet, że „dogadują się z wodą”.
Krążą też opowieści o ukrytych schowkach i tajnych przejściach wykorzystywanych podczas powstań i wojen, choć historycy nie znaleźli na to jednoznacznych dowodów.

fot.: Marcin Romanik
Ocalały fragment dawnego świata
Dziś Talar jest czymś więcej niż zabytkiem techniki. To świadectwo epoki, w której rytm życia wyznaczała rzeka, a młyn był centrum lokalnego świata. Przez wieki przywożono tu zboże, spotykano się, wymieniano wiadomości i prowadzono handel.
Można tu przyjechać na krótką wycieczkę, można wejść do środka, obejrzeć mechanizmy, posłuchać wody i zobaczyć przedmioty, które przetrwały więcej niż niejeden budynek. Ale można też po prostu stanąć przed ciemną bryłą młyna i poczuć, że kilkanaście minut od Łodzi zachował się kawałek świata, którego właściwie nie powinno już być.
I może właśnie dlatego Talar tak mocno działa na wyobraźnię. Nie jest odtworzoną dekoracją. Jest miejscem po przejściach. Ocalałym, nieoczywistym, trochę surowym. Takim, które nie udaje historii, bo samo nią jest.i, bo samo nią jest.i, bo samo nią jest.i, bo samo nią jest.i, bo samo nią jest.i, bo samo nią jest.i, bo samo nią jest.i, bo samo nią jest.i, bo samo nią jest.
Weź udział w dyskusji!
Masz opinię, dodatkowy kontekst albo chcesz podzielić się własnym doświadczeniem? Zostaw komentarz pod artykułem.