Biznes i gospodarka w regionie łódzkim
<img src="uploads/content/content_kultura-moje-podroze-krynica-gorska-nikifor-krynic_6a79e6307b78c_1786373680.jpg" alt="Słynny malarz Nikifor Krynicki w Krynicy Górskiej, otoczony malowniczymi krajobrazami górskimi, symbolizujący niepowtarzalny styl sztuki naiwnej. Fotografia autorstwa Magdaleny Wiercioch, która uchwyca ducha podróży i kultury regionu." loading="lazy" decoding="async">

Moje Podróże: Krynica Górska - Nikifor Krynicki. Malarz (nie)naiwny.

fot.: Magdalena Wiercioch, knews.pl — Krynica Górska

Po krynickim deptaku przechadzali się ministrowie, pisarze, aktorzy i śpiewacy. W pensjonatach mieszkali zamożni kuracjusze, w kawiarni można było spotkać ludzi znanych z gazet, a Jan Kiepura budował tu luksusową Patrię. Pośród tego świata, na murku siadywał niewysoki, ubogo ubrany człowiek z drewnianą walizeczką, szkolnymi farbkami i kawałkami papieru. Mało kto traktował go poważnie, bo sprawiał wrażenie dziwaka. Ale jemu na opiniach innych nie zależało wcale. Żył w swoim artystycznym świecie i miał się dobrze – z kreślonymi wciąż szkicami i w ukochanym mieście. Z czasem okazało się, że to właśnie on – czyli Nikifor, a nie eleganccy goście kurortu, stanie się jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli Krynicy.

Już w XIX stuleciu w Krynicy bywali znani - Jan Matejko, Artur Grottger, Henryk Sienkiewicz czy Józef Ignacy Kraszewski. W dwudziestoleciu międzywojennym do uzdrowiska przyjeżdżali między innymi Władysław Reymont, Julian Tuwim, Konstanty Ildefons Gałczyński i Jan Kiepura. Miasto miało Dom Zdrojowy, pijalnię, teatr, coraz liczniejsze pensjonaty, a od 1911 roku docierała do niego kolej. W 1919 roku Krynica przyjęła około 10 tys. kuracjuszy, w 1938 roku już około 40 tys.

fot.: malopolskatogo.pl — Krynica Górska lata 30, XX wieku.

I właśnie pośród tej eleganckiej, coraz bardziej modnej Krynicy dorastał człowiek należący do zupełnie innego świata. Nazywał się Epifaniusz Drowniak (urodzony 21 maja 1895 roku). Jego matką była Jawdokia Drowniak, uboga Łemkini najmująca się do prostych prac w miejscowych pensjonatach. Ojciec pozostaje nieznany. Opowieści, według których miał nim być malarz przebywający w Krynicy, są częścią legendy otaczającej artystę, a nie ustalonym faktem. Jak to się stało, że Epifaniusz stał się Nikiforem? Tego nie wie nikt. Wiadomo natomiast, że określenie Nikifor przylgnęło do niego bardzo wcześnie i z czasem całkowicie wyparło jego prawdziwe imię.

fot.: Muzeum Narodowe w Warszawie/PAP/Wiesław Prażuch — Nikifor - polski malarz łemkowskiego pochodzenia, zaliczany do grona malarzy tzw. naiwnych, prymitywistów, w swoim mieszkaniu. Krynica, po 1963 r.

Sprawę dodatkowo komplikuje to, że Nikifor był niemal analfabetą, miał ogromne trudności z mówieniem i sam zapisywał swoje imię na różne sposoby. Na pracach pojawiały się podpisy w rodzaju „Nikifor”, „Netyfor”, a czasem nawet „Matejko”. To ostatnie jest niezwykle interesujące, bo pokazuje, jak sam siebie sytuował: nie jako ulicznego sprzedawcę obrazków, ale jako malarza, człowieka należącego do świata wielkiej sztuki.

Jego prawdziwa tożsamość przez dziesięciolecia była wręcz administracyjnie zamazana. Dopiero w latach 60., kiedy trzeba było uporządkować dokumenty artysty, władze nadały mu oficjalnie nazwisko Nikifor Krynicki.

fot.: Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu / Marian Włosiński — Nikifor w Krynicy, 1963.

Krynica jak wielka pracownia

Pracownią Nikifora była ulica. Malował tam, gdzie akurat znalazł miejsce.

Materiałem stawało się niemal wszystko: stare plakaty, zapisane z jednej strony kartki szkolnych zeszytów, druki sądowe, papier pakunkowy, tektura, pudełka po papierosach, papier fotograficzny czy kalka techniczna.

Na autoportretach Nikifor bywa elegancki. Ma kapelusz, pelerynę, krawat. Trzyma pędzel lub walizeczkę. Czasami umieszcza siebie niemal na równi z duchownymi. Innym razem może wystąpić nawet jako... konduktor kolejowy. W stworzonym przez siebie świecie artysta zajmował wysokie miejsce w hierarchii społecznej. Jak zwracał uwagę badacz jego twórczości Zbigniew Wolanin, malarstwo rekompensowało Nikiforowi to, czego nie doświadczał na co dzień: powagę, uznanie i szacunek.

Bo on nie kopiował po prostu świata. On go poprawiał.

Nikifor Krynicki, „Widok na kościół”. Praca znajduje się w kolekcji prywatnej; wcześniej należała do kolekcji Ryszarda Bilskiego.

Kiedy dziennikarz Janusz Roszko zwrócił mu uwagę, że na namalowanym rynku w Muszynie pojawił się ratusz, którego w rzeczywistości nie ma, Nikifor przedstawił własną logikę przyszłego miasta: ratusz powinien tam stanąć, bo przecież osobno funkcjonują gmina, poczta, sąd i biblioteka. Zaplanował nawet przebieg kolei i ruch samochodów. Krynica, Muszyna, kościoły, urzędy i dworce stawały się u niego miejscami takimi, jakie jego zdaniem powinny być.

fot.: Magdalena Wiercioch, knews.pl — Krynica Górska 2026

Jego pierwszą akademią była cerkiew

Badacze Nikifora zwracają uwagę na ogromne znaczenie ikonostasu, świętych, wnętrz świątyń, szat liturgicznych i hieratycznej kompozycji dla jego malarstwa. Od dzieciństwa oglądał obrazy religijne i prawdopodobnie właśnie tam po raz pierwszy zetknął się ze sztuką traktowaną jako coś ważnego, niemal świętego.

Zachowało się kapitalne wspomnienie Tadeusza Szczepanka, wieloletniego dyrektora sądeckiego muzeum. Kiedy Nikifor oglądał muzealną ekspozycję ikon, rozpoznawał przedstawionych świętych i z radością wywoływał ich imiona — jak ludzi dobrze sobie znanych. Religijność i malarstwo w jego świecie przenikały się.

Jednym z najbardziej niezwykłych przedmiotów pozostawionych przez artystę jest jego własnoręcznie wykonany „Modlitewnik”. Nikifora nie było stać na prawdziwą książkę do nabożeństwa. Stworzył więc własną. Około 150 stron wypełnił rysunkami scen rozgrywających się w niebie, na ziemi, w świątyniach i wśród świętych.

fot.: Magdalena Wiercioch/KNews.p — Obraz nosi tytuł „Architektura fantastyczna (Wieża Babel)” i jest akwarelą datowaną na około 1940 rok. Nikifor połączył w nim obserwowaną w Krynicy architekturę uzdrowiskową z wizją monumentalnej, niemal baśniowej budowli. Wieża Babel należy do licznej grupy fantastycznych gmachów, poprzez które artysta tworzył własne wyobrażenie wielkiego miasta i świata.

Po pierwsze malarstwo, po drugie kolej

Jest jednak jeszcze jeden Nikifor, znacznie mniej znany niż człowiek siedzący z farbkami na krynickim deptaku - Nikifor podróżnik z wielką fascynacją, którą była kolej.

Po Łemkowszczyźnie chodził pieszo, szkicując po drodze cerkwie i krajobrazy. Jeżeli jednak wyprawa była dalsza, szczególnie chętnie wybierał pociąg. Badania Zbigniewa Wolanina, związanego przez lata z Muzeum Nikifora, wskazują, że podróże kolejowe stały się jednym z ważnych źródeł jego malarstwa. Co więcej, miały dość niezwykły przebieg, Nikifor bowiem często podróżował bez biletu. Konduktor wysadzał go więc na dowolnej stacji, co dla Nikifora było inspiracją. Nowy dworzec, nowe szkice, nowe możliwości. Potem wsiadał do następnego pociągu i jechał dalej.

Z jego obrazów można próbować odtworzyć kolejową geografię podróży: Krynica, Muszyna, Piwniczna, Stary Sącz, Stróże, Bobowa, Tarnów, Przemyśl. Na obrazach pojawiają się także Kraków, Wiedeń czy Bardejów. Wolanin wskazywał nawet, na podstawie zachowanych szkiców lwowskich świątyń, że Nikifor mógł dotrzeć nawet do Lwowa. I teoretycznie jest to prawdopodobne, bo przedwojenny rozkład pozwalał w ciągu jednego dnia dostać się pociągiem z Krynicy do Lwowa.

Dworce i stacyjki należą dziś do najbardziej cenionych tematów jego międzywojennej twórczości. Nikifor potrafił nawet doprowadzić kolej tam, gdzie nigdy jej nie było. Na jego obrazach tory docierają do zagubionych łemkowskich miejscowości, takich jak Florynka, Berest czy Łabowiec.

fot.: Muzeum Ziemi SądeckieJ — Obraz przedstawia dworzec kolejowy w Krynicy-Zdroju i pochodzi najprawdopodobniej z lat 30. XX wieku. Tory, perony i zabudowania stacji tworzą jeden z charakterystycznych dla Nikifora pejzaży kolejowych, w których drobiazgowa obserwacja rzeczywistości łączy się z jego własnym sposobem budowania perspektywy. Kolej szczególnie fascynowała artystę, a jego prace przedstawiają stacje położone wzdłuż linii prowadzącej z Krynicy przez Tarnów i dalej na wschód, w kierunku Lwowa. Obrazy z lat 20. i 30., w tym beskidzkie pejzaże ze stacyjkami, są uznawane za najcenniejszy okres jego twórczości

Turyn i Banachowie – ambasadorzy Nikifora w świecie

Na początku lat 30. Nikiforem zainteresował się Roman Turyn, malarz związany ze Lwowem i środowiskiem artystycznym. I to był przełom, bo Turyn w Nikiforze zobaczył nie tylko ulicznego rysownika, ale artystę malarza. Kupował jego prace i pokazywał je profesjonalistom. W 1932 roku dzieła Nikifora znalazły się na wystawie w Paryżu. Jego kolorystyką zainteresowali się artyści związani z kapistami. Wśród nazwisk wymienianych w tym kontekście pojawiają się Jan i Hanna Cybisowie, Zygmunt Waliszewski czy Artur Nacht-Samborski.

W 1938 roku malarz i krytyk Jerzy Wolff poświęcił mu duży artykuł w eleganckim miesięczniku „Arkady”. Wolff podkreślał, że dojrzałość tej sztuki nie pozwala traktować jej po prostu jak rozwiniętego malarstwa dziecięcego.

Sam Nikifor przywiązywał do tego artykułu ogromną wagę. Traktował publikację niemal jak oficjalny dokument potwierdzający jego status. Pokazywał ją ludziom, jak gdyby był to dyplom malarza, którego nigdy przecież nie mógł dostać od żadnej akademii.

Po wojnie Nikiforem zajęli się Ella i Andrzej Banachowie, krakowscy krytycy i badacze sztuki. Organizowali jego wystawy, pisali o nim i pomagali w promocji jego twórczości. Nikifor wielokrotnie odwiedzał ich w Krakowie.

W 1949 roku odbyła się jego indywidualna wystawa w warszawskim salonie SARP.

Prawdziwa międzynarodowa kariera przyszła jednak później. Pod koniec lat 50. jego obrazy zaczęły być pokazywane na wystawach europejskich. Paryż, Bruksela, Amsterdam, Wiedeń, Frankfurt, Sztokholm, Rzym, Zagrzeb — lista miejsc, do których docierały jego prace, robiła się coraz dłuższa. W 1959 roku odbyła się ważna wystawa w paryskiej galerii Diny Vierny. Obrazy podróżowały więc znacznie dalej niż ich autor.

fot.: krynica.pl

Człowiek, który został przy Nikiforze

Ostatnim niezwykle ważnym człowiekiem w życiu malarza był Marian Włosiński, artysta plastyk związany z krynickim uzdrowiskiem.

Włosiński zetknął się z Nikiforem już w 1946 roku, kiedy jako student krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych przyjechał latem do Krynicy i fotografował kuracjuszy. Nikifora wyłowił z tłumu od razu i w kolejnych latach regularnie go fotografował, czasem kupował jego obrazy. W ostatnich latach życia Nikifora został jego opiekunem.

To dzięki Włosińskiemu zachowały się setki fotografii przedstawiających starego artystę. Jego wspomnienia stały się po latach jednym z fundamentów filmu „Mój Nikifor” Krzysztofa Krauzego.

fot.: Magdalena Wiercioch, knews.pl — Krynica Górska 2026

Krynica, Krynica, Krynica…

Nikifor namalował dziesiątki tysięcy prac. Część przepadła, została rozdana lub zniszczona. Malował cerkwie, kościoły, świętych, urzędy, banki, fantastyczne budowle, dworce, pociągi, góry, autoportrety i ludzi. Ale motywem przewodnim wciąż i wciąż była Krynica (do której wrócił nawet po wysiedleniu Łemków z tamtych terenów w ramach akcji „Wisła”). Co szczególnie ciekawe, część dawnej architektury uzdrowiska znamy dziś właśnie dzięki niemu.

10 października 1968 roku Nikifor zmarł w Foluszu. Został pochowany na Starym Cmentarzu w Krynicy. Na jego grobie znajdują się dziś dwa zapisy nazwiska: polski oraz łemkowski zapis cyrylicą.

fot.: Muzeum Nikifora w willi Romanówka w Krynicy-Zdroju — Widok Krynicy

W 1995 roku w krynickiej willi „Romanówka” otwarto muzeum jego twórczości, które odwiedzić trzeba, by zajrzeć do świata tego niezwykłego artysty. Są tam przede wszystkim jego prace, ale i fotografie oraz rzeczy osobiste. Wśród nich słynna skrzynia, w której Nikifor trzymał swoje obrazy, a czasem podobno także sypiał, gdy nie miał gdzie się podziać.

Nikifor nie mógł żyć bez Krynicy. Krynica i Kryniczanie dziś się za to odwdzięczają, nie tylko muzeum, ale przede wszystkim niegasnącą pamięcią o tym genialnym i jednocześnie tak skromnym artyście.

Miejsce reklamoweTwoja reklama tutajSprawdź ofertę
Społeczność Knews

Weź udział w dyskusji!

Masz opinię, dodatkowy kontekst albo chcesz podzielić się własnym doświadczeniem? Zostaw komentarz pod artykułem.

Podoba Ci się ten artykuł?
0 osób polubiło