Najpierw był pociąg. Potem walizka bez kółek, termos z herbatą i kanapki zawinięte w papier (albo zestaw obowiązkowy – pomidor, jajko na twardo i bułka z przedziałkiem). Na końcu — Muszyna, góry, woda mineralna, liczne ośrodki wypoczynkowe, a wśród nich potężny gmach sanatorium wypoczynkowo-leczniczego „Metalowiec”. W czasach PRL przyjeżdżali tu hutnicy, metalowcy, inżynierowie i ich rodziny. Mieli odpocząć, podreperować zdrowie i wrócić do zakładów w stanie odpowiednim do dalszej budowy socjalistycznej gospodarki. Turnus trwał dwa lub trzy tygodnie i dawał moc regeneracji oraz atrakcji – jak na tamte czasy bogatych.
Dziś ten sam ośrodek znów przyjmuje gości i znów kusi atrakcjami, nie tylko oczywistymi, jak wieczorki muzyczne czy animacje dla najmłodszych, ale i sentymentem - śladami tamtej epoki: architekturą, mozaikami, meblami i tym czymś, co przywołuje wspomnienia i sprawia, że mówisz sobie wracając z wieczornego spaceru, że wracasz do domu.

fot.: Arche.pl
Kierunek: Muszyna
Są miejsca, które od początku na wakacyjnej mapie Polski miały w sobie to coś. Muszyna należała do nich jeszcze przed wojną. Przyjeżdżano tu dla górskiego klimatu, wód mineralnych, spacerów i przekonania, że człowiek po kilku tygodniach spędzonych w dolinie Popradu wraca do domu zdrowszy, pogodniejszy i przynajmniej odrobinę młodszy.
Po wojnie uzdrowisko zaczęło odgrywać nową rolę. Nie miało już służyć wyłącznie zamożnym kuracjuszom, lecz także ludziom pracy. Rozwijały się sanatoria, rozlewnie wód, domy wypoczynkowe i całe zespoły obiektów należących do poszczególnych branż.

fot.: Magdalena Wiercioch, Knews.pl — Inwestor zdecydował się zachować część oryginalnych elementów wyposażenia dawnego „Metalowca”. Stare pulpity sterownicze, przełączniki i oznaczenia techniczne nie pełnią już swojej pierwotnej funkcji, ale przypominają o historii obiektu i budują jego autentyczny klimat. To nie tyle socrealizm, ile materialny ślad modernistycznej architektury i techniki czasów PRL.
Człowiek z fabryki wyjdzie, ale fabryka z człowieka nigdy
Muszyna oraz położone obok Złockie powoli zmieniały się w osobne miasteczko wypoczynkowo-lecznicze. Nazwy ośrodków tworzyły niemal skrócony plan gospodarki Polski Ludowej. Były „Kolejarz”, „Wiarus”, „Alchemik” no i „Metalowiec”. Dzięki nazwom oczywistym nikt nie miał wątpliwości, kto w nich odpoczywa i czym się trudni, co miało swoje dobre strony, bo jak się w “Kolejarzu” złączka rozłączna na treblince zapiekła, to wiadomo było, że w “Metalowcu” znajdą na to radę.
I tu jest największy paradoks wczasów pracowniczych – człowiek z fabryki niby wyszedł, ale fabryka i tak jechała z nim na wakacje. Była obecna nie tylko w nazwie domu wczasowego, ale i na skierowaniu, w liście turnusowej i przy stole w jadalni. Hutnik trafiał do „Metalowca”, kolejarz do „Kolejarza”, a wojskowy do „Wiarusa”. Można było rano nie słyszeć huku maszyn, ale przy śniadaniu spotykało się kolegę z wydziału, kierownika albo rodzinę pracownika z sąsiedniego zakładu.
„Metalowiec” miał etos szczególny. Obiekt powstał dla pracowników hut oraz przemysłu metalowego — branży ważnej, prestiżowej i uprzywilejowanej w gospodarce PRL. Tu zdrowie kuracjusza nie było wyłącznie jego prywatną sprawą. Było również elementem sprawności całej gospodarki.

fot.: Archiwum knews.pl — Sanatorium wypoczynkowo-lecznicze „Metalowiec” w Muszynie-Złockiem zostało otwarte w 1968 roku. Modernistyczny gmach zaprojektował warszawski architekt Jerzy Szanajca. Długa, horyzontalna bryła, regularne pasma balkonów i rozległe przeszklenia odpowiadały idei nowoczesnego ośrodka, który miał łączyć leczenie, wypoczynek oraz kontakt z beskidzkim krajobrazem.
Bo trzeba mieć fantazję
Decyzję o budowie ośrodka podjęto pod koniec lat 50. „Metalowiec” został otwarty w 1968 roku.
Sześciokondygnacyjny budynek w beskidzkiej dolinie zaprojektowano z rozmachem, jakiego trudno było nie zauważyć. Miał długą, horyzontalną bryłę, rzędy balkonów, duże przeszklenia i wyraźnie modernistyczny charakter. Nie przypominał pensjonatu ani górskiej willi, bardziej statek pasażerski, który zamiast na morzu zacumował pośród zielonych zboczy. W pakiecie były luksusy. W “Metalowcu” były bowiem restauracja, bar, kino, pijalnia wód mineralnych, gabinety zabiegowe, kąpiele mineralne i borowinowe oraz kryty basen. Były tu także osobne odwierty wód leczniczych – specjalnie dla kuracjuszy.
W czasach, gdy w wielu ośrodkach za podwyższony standard uchodziła umywalka w pokoju, własny basen mógł sprawiać wrażenie rozwiązania niemal z przyszłości.

fot.:Magdalena Wiercioch, Knews.pl — Odnowiony „Metalowiec” zachował swój najbardziej rozpoznawalny znak — nazwę górującą nad długą, modernistyczną fasadą. Podświetlony napis przypomina o historii obiektu, a jednocześnie symbolicznie łączy dawny ośrodek wypoczynkowo-leczniczy z jego współczesnym, hotelowym życiem.
Kuracja balkonowa
Dziś balkon w hotelu jest przyjemnym dodatkiem. W dawnym sanatorium bywał elementem leczenia.
Kuracjusz miał oddychać górskim powietrzem, odpoczywać, spacerować i wystawiać twarz do słońca — naturalnie w godzinach przewidzianych przez harmonogram. Duże balkony „Metalowca” pozwalały leżakować, obserwować dolinę i w sposób naukowo uzasadniony nic nie robić. To ostatnie nie było łatwe, bo w wypoczynku PRLu nie było zbyt dużo dolce far niente, były za to ścisłe godziny posiłków, zabiegi, spacery, spotkania, wycieczki i zajęcia organizowane przez personel. Człowiek miał odpoczywać właściwie, czyli według planu.

fot.: Magdalena Wiercioch, Knews.pl — To jedna z najbardziej charakterystycznych pamiątek dawnego „Metalowca” – słynna mozaika przy basenie autorstwa Kazimierza Manna. Barwna, pełna geometrycznych form kompozycja do dziś pozostaje symbolem obiektu i przypomina czasy, gdy sztuka była integralną częścią architektury sanatoryjnej PRL. Kazimierz Mann — ceniony malarz, grafik i projektant sztuki użytkowej, dziś nieco zapomniany, choć w swoim czasie należał do uznanych twórców monumentalnych dekoracji architektonicznych.
Sztuka na basenie
Najbardziej charakterystycznym elementem wnętrza „Metalowca” stała się monumentalna mozaika przy basenie. Jej autorem był Kazimierz Mann — malarz, grafik i ojciec Wojciecha Manna.
Barwna kompozycja pełna geometrycznych form i fantastycznych postaci zmieniała basen w przestrzeń zupełnie inną niż typowy zakład leczniczy. Zamiast chłodnej ściany pojawiała się opowieść, kolor, ruch i odrobina egzotyki.
Był to ważny element ówczesnego myślenia o architekturze. Mozaiki, freski, płaskorzeźby i dekoracyjne tkaniny trafiały do hoteli, sanatoriów, restauracji, kin i domów kultury. Sztuka miała wychodzić z galerii i towarzyszyć człowiekowi także podczas kąpieli, obiadu albo oczekiwania na zabieg.
Kuracjusze mogli zapomnieć nazwisko lekarza, numer pokoju albo jadłospis z wtorku, ale kolorową ścianę przy basenie pamiętali przez lata.

fot.: Magdalena Wiercioch, Knews.pl — Współczesna rewitalizacja nie polega już na zacieraniu przeszłości, lecz na świadomym łączeniu nowych funkcji z autentycznymi elementami dawnego obiektu. W „Metalowcu” nowoczesne wnętrza współistnieją z surowymi ścianami, zachowanym wyposażeniem i detalami PRL, dzięki czemu historia budynku pozostaje widoczna, ale nie dominuje nad komfortem gości.
Drugie życie Metalowca
Później mijające lata nie były dla “Metalowca” łaskawe. Po okresie świetności obiekt stopniowo tracił na znaczeniu, aż zaczął niszczeć i straszyć przechodniów. Aż do dziś, kiedy znów działa – tym razem jako Arche Metalowiec Muszyna i ma się świetnie, bo wśród tego, co nowe zostało wiele starego. Są modernistyczna bryła, układ przestrzeni, długie korytarze, duże przeszklenia, charakterystyczne schody, balustrady i balkony. Zostały również parkiety, kamienne posadzki, elementy oświetlenia, część zastawy oraz oryginalne meble. Odnowione, ale w dobrym tonie i ze starym sznytem. Podobnie jak fotele i stoliki pamiętające pierwsze turnusy.
Najważniejszym zabytkiem pozostaje mozaika Kazimierza Manna przy basenie. Zachowano także inne dekoracje, polichromie i elementy dawnego wystroju – także resztki kolorowych farb na ścianach, co jest naprawdę ciekawym zabiegiem.

fot.: Archiwum Knews.pl — Muszyna w latach 70. była jednym z ważnych ośrodków wypoczynkowo-uzdrowiskowych Polski Ludowej. Po wznowieniu działalności uzdrowiskowej w 1958 roku miasto i pobliskie Złockie szybko rozwijały bazę sanatoryjną, domy wczasowe oraz obiekty należące do zakładów pracy i związków zawodowych. Przyjeżdżali tu kuracjusze, pracownicy przemysłu i ich rodziny, korzystając z wód mineralnych, zabiegów, górskiego klimatu oraz zorganizowanych turnusów wypoczynkowych. Widoczny na zdjęciu modernistyczny „Metalowiec” był jednym z symboli tej epoki — dużym, nowoczesnym obiektem, który wyraźnie zmienił krajobraz dawnego Złockiego.
I tak minął turnus
Po dwóch tygodniach kuracjusz pakował walizkę. Zabierał ręczniki, pamiątki, butelki po wodzie mineralnej, może zdjęcie na tle gór i adresy osób poznanych przy stoliku. Wracał do huty, fabryki, biura albo warsztatu. Być może zdrowszy. Z pewnością bardziej wypoczęty, niekiedy także bogatszy o wiedzę, kto z sąsiedniego wydziału chrapie, kto dobrze tańczy i kto potrafi załatwić dodatkowy deser.
„Metalowiec” zostawał w dolinie, czekając na następny turnus.
Dziś jego korytarzami chodzą inni goście. Nie mają skierowań z zakładu pracy, nie muszą zgłaszać się na zabieg o siódmej trzydzieści i mogą samodzielnie zdecydować, o której zjedzą kolację, a także co zjedzą. Kiedyś menu nie zaskakiwało nadmiarem fantazji - ziemniaki, kotlet mielony, ryba, twaróg, pieczywo, konserwa. Wszystko pożywne, przewidywalne i podawane w porze, której nie należało negocjować. Teraz można wszystko.
A jednak budynek nadal opowiada tę samą historię o czasach, gdy modernistyczny gmach w górach miał być dowodem postępu, a basen z kolorową mozaiką — nagrodą dla ludzi przemysłu.

fot. Magdalena Wiercioch, Knews.pl - Jedna z zachowanych mozaik dawnego „Metalowca”, wkomponowana w odnowione wnętrze hotelu. Scena utrzymana w charakterystycznej estetyce lat 60. i 70. przypomina o czasach, gdy sztuka monumentalna była stałym elementem sanatoriów, hoteli i budynków użyteczności publicznej.
I o tym, że czasem najcenniejsze w nowym hotelu jest właśnie to, co pozostało w nim stare.
Muszyna i Złockie są naprawdę wyjątkowe. Bo poza tym, co kurort mieć musi, czyli widokami, parkiem, rynkiem, skwerami i szlakami są tu też magiczne wieczory z cudownie orzeźwiającym chłodnym powietrzem, urokliwe zaułki i ten specyficzny retro klimat, który przywołuje najlepsze wspomnienia.
Weź udział w dyskusji!
Masz opinię, dodatkowy kontekst albo chcesz podzielić się własnym doświadczeniem? Zostaw komentarz pod artykułem.