Biznes i gospodarka w regionie łódzkim
"Henryk Ulacha, założyciel Varitexu, z uśmiechem wspomina 40-letnią historię firmy, która odzwierciedla rozwój prywatnego biznesu w Polsce w czasach PRL. Na zdjęciu widać Henryka w biurze Varitexu, otoczonego dokumentami i nagrodami, symbolizującymi sukces i wolność przedsiębiorczości."

Po tych 40 latach zdałem sobie sprawę, że jestem wolnym człowiekiem - mówi Henryk Ulacha, założyciel Varitexu.

Varitex ma 40 lat. To jedna z tych łódzkich firm, których historia dobrze pokazuje, jak rodził się prywatny biznes w Polsce — jeszcze przed przełomem ustrojowym, w realiach końca PRL, bez gotowych wzorców, bez łatwego dostępu do kapitału i bez podręczników nowoczesnego zarządzania.

Firma założona przez Henryka Ulachę zaczynała od prac instalacyjnych i energetycznych. Później przyszły stacje benzynowe, obiekty handlowe, centra logistyczne, projekty komercyjne, deweloperka mieszkaniowa i odnawialne źródła energii. Przez cztery dekady Varitex przeszedł drogę od firmy budowlanej budowanej w trudnych realiach gospodarczych do jednej z ważnych łódzkich marek związanych z nieruchomościami, inwestycjami i energetyką.

Henryk Ulacha, założyciel i wieloletni właściciel Varitexu, należy do pokolenia przedsiębiorców, którzy musieli wszystkiego uczyć się w praktyce: organizacji pracy, zdobywania kontraktów, zarządzania ludźmi, pilnowania płynności finansowej i przechodzenia przez kolejne kryzysy. W rozmowie z KNews.pl opowiada o początkach firmy, odwadze potrzebnej w latach 80. i 90., ryzyku, odpowiedzialności za pracowników, sukcesji oraz przyszłości Łodzi.

To nie jest tylko rozmowa o jubileuszu jednej firmy. To także opowieść o łódzkiej przedsiębiorczości, transformacji gospodarczej i pokoleniu ludzi, którzy budowali biznes wtedy, gdy rynek dopiero powstawał. Po 40 latach Henryk Ulacha mówi, że największą wartością firmy są ludzie, a jednym z najważniejszych doświadczeń — wolność.

fot.: Arkadiusz Arecki Leśniewski, Varitex — Henryk Ulacha na 40 leciu firmy.

Zaczęło się od marzenia o własnej firmie

Błażej Kronic: Panie prezesie, 40 lat firmy to dobra okazja, żeby wrócić do początku. Jak zaczęła się ta historia? Skąd w ogóle wziął się pomysł na własny biznes?

Henryk Ulacha: Po studiach pierwszą moją pracą była praca w ośrodku badawczo-rozwojowym hydrauliki siłowej, w ramach licencji amerykańskiej. Dzięki tej pracy miałem okazję bywać w Stanach Zjednoczonych i patrzeć na biznes, który w tamtych czasach w Stanach Zjednoczonych się rozwijał.

Następnie, po pięciu latach pracy w tym ośrodku, poszedłem do pracy w Wifamie.

Błażej Kronic: I to oczywiście były firmy państwowe?

Henryk Ulacha: Tak, oczywiście. To były firmy państwowe. Natomiast przez cały okres tej pracy marzyłem o własnej firmie.

Próbowałem już otworzyć firmę, pracując w Wifamie. Natomiast jako inżynier byłem nikim, jeżeli chodzi o prywatną inicjatywę, ponieważ nie miałem ani papierów czeladniczych, ani papierów mistrzowskich. Chciałem nawet takie papiery sobie zrobić i chodziłem po zakładach, w których odbywałem wcześniej praktyki, żeby uzyskać zaświadczenia, że mam praktykę i mogę otworzyć swój zakład.

W momencie, kiedy można było w Polsce otwierać spółki z ograniczoną odpowiedzialnością i zatrudniać ludzi z odpowiednimi kwalifikacjami, podjąłem decyzję o założeniu takiej spółki i uruchomieniu działalności związanej z budownictwem. To był 1986 rok.

Zająłem się budownictwem, ponieważ pracując przy licencji amerykańskiej zdałem sobie sprawę z tego, że jako inżynier mechanik, gdybym chciał prowadzić działalność ściśle związaną z moim wykształceniem, nie miałbym szans konkurować na rynku. Nie miałem skali, zaplecza ani doświadczenia, żeby w krótkim czasie zbudować drugiego Mercedesa.

Wyobraziłem sobie natomiast, że w budownictwie kluczowa będzie organizacja. Że trzeba będzie umieć zebrać ludzi, materiały, technologię i dobrze poprowadzić cały proces. To można było zrobić tutaj, na miejscu, i konkurować lokalnie z innymi. Tak się zaczęło.

Wszystko trzeba było odkrywać

Henryk Ulacha: Pierwsze moje doświadczenia to była energetyka zawodowa. Energetyka zawodowa to są duże miejskie elektrociepłownie i elektrownie, na których jako inżynier mechanik się znałem.

Moja pierwsza działalność była więc działalnością budowlaną, ale w branży instalacyjnej i energetycznej. Zajmowałem się energetyką i instalacjami. Robiliśmy różne instalacje w zakładach przemysłowych, między innymi w Polmosie i w Polfie, także przy liniach produkcyjnych.

Błażej Kronic: Panie prezesie, to były czasy, kiedy dostępność materiałów i technologii nie była tak prosta jak teraz.

Henryk Ulacha: Wszystko trzeba było odkrywać. Eksperymentowaliśmy, mieliśmy z tym mnóstwo różnych doświadczeń.

Po zakończeniu swojej przygody z energetyką zawodową przeszedłem do budownictwa kubaturowego. To był jednak okres przejściowy, ponieważ energetyka powołała własne spółki do dbania o swój majątek. W tym obszarze działałem około 5 lat.

Szybko przebranżowiłem się i zacząłem specjalizować w budowie stacji benzynowych. To był dla nas bardzo ważny etap, bo trzeba było opanować technologię, która w Polsce dopiero się rozwijała.

Przy takich inwestycjach nie chodziło wyłącznie o postawienie budynku. Trzeba było zrozumieć cały system zabezpieczeń: ochronę powietrza, ochronę gleby, membrany, instalacje i rozwiązania, które zapobiegały przedostawaniu się oparów paliwa do atmosfery. Wiele rzeczy trzeba było sobie samemu wyobrazić, sprawdzić i wypracować w praktyce.

Błażej Kronic: Czyli rozumiem, że wejście w tego typu projekty było ważnym momentem dla rozwoju firmy?

Henryk Ulacha: Tak. Zrealizowaliśmy wiele takich obiektów dla zachodnich koncernów i myślę, że zbudowaliśmy około stu stacji w Polsce.

Później były różnego rodzaju projekty związane z marketami, centrami handlowymi i hotelami. I tego też było bardzo dużo.

Wybudowaliśmy kilkadziesiąt obiektów dla dużych sieci handlowych. Jednocześnie stawaliśmy się również deweloperem — w tamtych czasach jeszcze nie mieszkaniowym, ale komercyjnym. Znajdowaliśmy grunt, który naszym zdaniem nadawał się na przykład pod centrum handlowe, budowaliśmy takie centrum, a następnie je sprzedawaliśmy, oczywiście mając wyobrażenie, pod kogo taki obiekt powstaje.

W drodze ewolucji doszła do tego deweloperka mieszkaniowa oraz projekty związane z energetyką odnawialną — farmami fotowoltaicznymi i wiatrowymi, magazynami energii.

Nikt nie uczył, jak prowadzić firmę

Błażej Kronic: Wróćmy jeszcze do początków. Mówi Pan o technologii, ale przecież trzeba było nauczyć się także organizacji, zarządzania, prowadzenia firmy. Nie było internetu, nie było tylu kursów, nie było łatwego dostępu do wiedzy. Skąd brał Pan wiedzę o tym, jak zarządzać?

Henryk Ulacha: Może trochę drygu miałem. Wydaje mi się, że miałem do tego pewnego rodzaju zdolność, ponieważ od siódmego roku życia zarządzałem zespołami ludzkimi. Jako siedmioletni chłopak byłem zastępowym drużyny zuchów, potem byłem przy drużynie harcerskiej i zawsze musiałem podejmować decyzje.

Być może te okresy wpłynęły na mnie. Natomiast ja się bardzo dużo uczyłem.

W latach 90. można już było znaleźć na rynku łódzkim, na łódzkich uczelniach, wybitnych specjalistów, którzy zaczynali się specjalizować w organizacji, zarządzaniu ludźmi, budżetowaniu, controllingu i tak dalej. Zatrudniałem nawet naukowców z Uniwersytetu Łódzkiego i uczyłem swoich pracowników różnych rzeczy. Oni uczyli również mnie. Ja przy okazji też się uczyłem.

Bardzo dużo czasu poświęciłem na to, żeby zdobyć wiedzę potrzebną do profesjonalnego prowadzenia firmy. Mogę powiedzieć, że zostałem przygotowany do życia jako inżynier, niezły inżynier, natomiast nikt mnie nie uczył, jak zarządzać firmą. Tego nauczyłem się sam.

Błażej Kronic: Lata 90. często nazywa się czasem dzikiego kapitalizmu. W Łodzi był to bardzo trudny okres, ale jednocześnie czas ogromnych perspektyw dla ludzi, którzy chcieli działać. Jak Pan wspomina tamte początki przedsiębiorczości?

Henryk Ulacha: Początki były trudne. Szalała inflacja. W 1990 roku oprocentowanie kredytu w styczniu wynosiło 60 procent, w lutym 40 procent. Trzeba było zachować ogromną czujność i ostrożność, żeby nie wpaść w jakąś pułapkę kredytową czy finansową.

Rynek generalnie był dosyć siermiężny. Było mało konkurencji i jeżeli coś dobrze zrobiliśmy, mieliśmy naprawdę duże możliwości zdobywania kontraktów. Interesowali się nami inwestorzy, wtedy zaczynali pojawiać się inwestorzy zachodni — najpierw głównie przy stacjach benzynowych, później przy sieciach handlowych i usługowych.

Później ten rynek stopniowo się rozwijał. Stawał się coraz bardziej wymagający, pojawiały się nowe standardy i coraz większe oczekiwania inwestorów. Ale początki były naprawdę siermiężne.

Błażej Kronic: Co Pana zdaniem zdecydowało o sukcesie w tamtym czasie?

Henryk Ulacha: Potrzebna była odwaga i determinacja. Muszę powiedzieć, że tak naprawdę moje działanie nigdy nie miało na celu zdobycia pieniędzy. Pieniądze nigdy nie były celem samym w sobie. One pojawiły się przy okazji.

Celem było tworzenie własnej firmy, zapewnienie ludziom pracy. Największe zmartwienie, jakie miałem, dotyczyło tego, jak ściągnąć pieniądze od klientów, dla których robiliśmy różne rzeczy, jak zapewnić ludziom wypłaty, jak zapłacić ZUS, podatki i wszystkie zobowiązania.

Ponieważ staraliśmy się być niezłym wykonawcą, pojawiły się też przy okazji pieniądze.

Błażej Kronic: W latach 90. Łódź była miastem silnej przedsiębiorczości. Wiele osób zaczynało wtedy poważne biznesy, ale z perspektywy czasu niewielu lokalnych przedsiębiorców przetrwało. Poza zamknięciem rynku wschodniego i upadkiem włókiennictwa — co Pana zdaniem zdecydowało, że tak wiele firm zniknęło?

Henryk Ulacha: Kiedy sięgam pamięcią do czasów, w których zaczynałem, rzeczywiście było mnóstwo różnych przedsiębiorców. Natomiast oni bardzo często rozwijali swoje biznesy przede wszystkim w oparciu o kredyty.

Myślę, że u wielu z nich zabrakło wiedzy: o controllingu, o cash flow, budżetowaniu. To była wiedza potrzebna do tego, żeby te biznesy były trwałe. Oni mieli często niezłe pomysły, natomiast nie potrafili przewidzieć, co stanie się w przyszłości: jak to wszystko będzie się finansować, jak będzie się spłacać, jak utrzymać firmę w dłuższej perspektywie.

I myślę, że to spowodowało, że duża część z nich wykluczyła się z rynku. Dzisiaj ten rynek jest już zupełnie inny. Działają na nim zdecydowanie poważniejsi gracze — z większą wiedzą, doświadczeniem i know-how.

Nowy etap - stacje benzynowe.

Błażej Kronic: Proszę powiedzieć, jaki był kolejny ważny moment dla firmy — taki, który otworzył nowe możliwości rozwoju?

Henryk Ulacha: Myślę, że takim przełomowym momentem było przejście z energetyki zawodowej do prawdziwego budownictwa. Energetyka też jest budownictwem, ale mówię o takim budownictwie, które ludziom kojarzy się z wapnem, cementem, konstrukcją i placem budowy.

Tak, wspomniane przeze mnie wejście w budowę stacji benzynowych było kolejnym przełomem. Te inwestycje mnóstwo nas nauczyły, a jednocześnie umożliwiły nam dostęp do światowych technologii w budownictwie, w rozwiązaniach konstrukcyjnych i instalacyjnych.

Błażej Kronic: Gdybyśmy spróbowali ułożyć te etapy — lata 90., lata 2000 i obecny czas — jak wyglądała droga Varitexu? Firma kojarzy się dziś mocno łódzko, jako jedna z ważnych firm w mieście.

Henryk Ulacha: Myślę, że tak. Jeżeli chodzi o taką firmę, jesteśmy dzisiaj jedną z najpoważniejszych firm deweloperskich w Łodzi. Do tego doszliśmy.

Dzisiaj głównie zajmujemy się deweloperką, ale nie tylko, bo to jest jedna z naszych działalności. Są centra logistyczne, są w dalszym ciągu obiekty handlowe, są sieci rozwijane przez nas, no i jest energetyka odnawialna: fotowoltaika, magazyny energii, wiatraki.

Z energetyką jakoś nie możemy się rozstać. Zaczynaliśmy od energetyki i wróciliśmy do energetyki.

Błażej Kronic: Skoro Varitex wraca dziś do energetyki przez odnawialne źródła energii, czy wyobraża Pan sobie, że firma będzie przyglądała się także większym projektom energetycznym i infrastrukturalnym w regionie? Myślę choćby o inwestycjach, o których mówi się w kontekście transformacji energetycznej województwa łódzkiego.

Henryk Ulacha: Na pewno będziemy się temu przyglądać. Mamy doświadczenie w budownictwie technicznym i przemysłowym, także przy obiektach związanych z energetyką. Oczywiście duże projekty energetyczne są przedsięwzięciami o zupełnie innej skali, ale jeżeli pojawią się obszary, w których nasze doświadczenie mogłoby być przydatne, będziemy to analizować.

W tej chwili rozwijamy bardzo poważnie energetykę odnawialną, ponieważ uważamy, że rozproszone źródła energii będą miały coraz większe znaczenie.

Łódź - spojrzenie z perspektywy czasu..

Błażej Kronic: Wróćmy jeszcze do Łodzi. W latach 90. często porównywano potencjał Łodzi i Wrocławia. Dzisiaj widać, że te miasta znalazły się w różnych miejscach. Jak Pan, jako przedsiębiorca obserwujący Łódź od kilku dekad, patrzy na tę drogę?

Henryk Ulacha: Myślę, że różne części kraju rozwijały się w różnym tempie. Wynikało to z wielu rzeczy: z historii, z lokalnych uwarunkowań, z mentalności, z relacji między ludźmi. W przypadku Łodzi znaczenie miała także nasza wielokulturowa historia, ale również pewne animozje i, powiedziałbym, brak odwagi.

Bo odwaga w biznesie i w rozwoju miasta zawsze wiąże się z ryzykiem. Trzeba założyć, że coś może się nie udać, że można coś stracić. Wrocław miał inne warunki rozwoju. Trójmiasto również ma swoje szczególne uwarunkowania. Warszawa jest stolicą i rozwija się w sposób naturalny — przyciąga najlepszych ludzi z całego kraju.

Błażej Kronic: Także z Łodzi.

Henryk Ulacha: Tak. Myślę, że wielu bardzo zdolnych ludzi z Łodzi związało się zawodowo z Warszawą. Niekoniecznie musieli się z Łodzi wyprowadzić, ale zaczęli pracować na rynku warszawskim.

Błażej Kronic: I tu dochodzimy do obecnej sytuacji. Dzisiaj wiele osób mieszka w Łodzi, ale zawodowo funkcjonuje w Warszawie. Jak Pan patrzy na przyszłość Łodzi w kontekście planowanych dużych inwestycji komunikacyjnych — CPK, kolei dużych prędkości, lepszego połączenia z Warszawą?

Henryk Ulacha: Myślę, że Centralny Port Komunikacyjny i szybkie połączenie kolejowe Łodzi z Warszawą są nam bardzo potrzebne. Autostradę już mamy, a jeżeli zostanie rozbudowana i ruch między Łodzią a Warszawą stanie się płynniejszy, to również będzie miało znaczenie.

Wyobrażam sobie, że część osób, które dzisiaj pracują w Warszawie, będzie mogła wrócić do Łodzi albo przynajmniej mocniej związać z nią swoje życie. Nadal mogą pracować w Warszawie, ale mieszkać tutaj. Jeżeli dojazd z Łodzi do Warszawy będzie zajmował porównywalnie tyle czasu, ile przemieszczanie się między dzielnicami Warszawy, to Łódź może bardzo dużo zyskać.

Dlatego uważam, że przed Łodzią jest duża perspektywa.

Błażej Kronic: Ja też w to wierzę. Czyli rozumiem, że patrzy Pan na przyszłość Łodzi z optymizmem — także z perspektywy Varitexu?

Henryk Ulacha: Tak, dobrze postrzegam przyszłość. Uważam, że rynek deweloperski będzie się rozwijał bardzo dynamicznie.

Dzisiaj jest pewne zawirowanie, ponieważ mamy zbyt dużą podaż mieszkań na rynku, wysokie oprocentowanie kredytów i różnego rodzaju niepewności na świecie. To spowodowało, że ludzie przestali kupować mieszkania w takiej skali jak wcześniej. Ale myślę, że to jest przejściowe i że ten temat w dłuższej perspektywie będzie się w Łodzi rozwijał.

Błażej Kronic: Proszę powiedzieć o pracownikach, bo jeżeli dobrze rozumiem, uczył się Pan technologii, rynku, zarządzania, ale do tego wszystkiego potrzebni byli też ludzie. Czy inwestował Pan w pracowników? Czy zależało Panu na tym, żeby ci ludzie zostawali z Panem na dłużej, żeby nie rotować zespołu?

Henryk Ulacha: Kiedy rozpoczynałem działalność gospodarczą, starałem się otaczać ludźmi, którzy byli bardziej doświadczeni ode mnie, żeby się od nich uczyć. Byli to ludzie również ode mnie starsi, z racji swojego doświadczenia.

Ale w miarę nabywania przeze mnie wiedzy starałem się zatrudniać bardzo często ludzi po studiach. Niektórzy z nich przepracowali ze mną aż do emerytury. Jeżeli ktoś zaczynał pracę po studiach, mając 24 lata, i przepracował 36 lat, to w wieku 60 lat przechodził na emeryturę. Firma ma trochę więcej niż 36 lat, więc wiele osób doczekało u mnie emerytury.

Ja inwestuję w ludzi. Jeżeli ktoś chce się uczyć, pomagamy, płacimy za naukę. Największą wartością firmy są ludzie.

Błażej Kronic: To brzmi jak banał, ale chyba w dzisiejszych czasach jest jeszcze bardziej aktualne. Przy tak rozwiniętej technologii człowiek musi operować bardzo dużą wiedzą.

Henryk Ulacha: Człowiek jest kapitałem. Tak jest. I uroczystość, którą mamy dokładnie za tydzień, jest przede wszystkim zorganizowana dla pracowników. Żeby uhonorować ich pracę, żeby czuli się dowartościowani.

Nie wolno przespać ani kryzysu, ani odbicia

Błażej Kronic: Kiedy mówi Pan o tych 40 latach, widać w tej historii różne etapy — rozwój, zmiany branż, nowe inwestycje, ale też ryzyko. Czy jest jakaś zasada, która Panu szczególnie pomagała w prowadzeniu firmy?

Henryk Ulacha: Czasami naprawdę nie było łatwo. Jest jedna zasada, którą stosowałem: kiedy jest dobrze na rynku, trzeba przygotowywać się na to, że będzie źle. A kiedy jest źle na rynku, trzeba przygotowywać się na to, że będzie dobrze — żeby nie przegapić okazji, która się pojawi.

Cały cykl koniunkturalny układa się według sinusoidy, oczywiście z różnymi okresami ekstremów w tej sinusoidzie.

Błażej Kronic: Czyli kiedy przychodzi dobry czas, trzeba pamiętać, że może przyjść słabszy?

Henryk Ulacha: Tak. W różnych okresach to trwa krócej albo dłużej, ale trzeba być niesamowicie czujnym. Trzeba również w biznesie rozwijać kilka nóg. Żeby w razie czego, jeżeli jedna zaczyna kuleć, można było oprzeć się na innych.

Błażej Kronic: W wielu firmach rodzinnych sukcesja jest jednym z najtrudniejszych momentów. Wielu przedsiębiorców ma za sobą dorobek życia, ale dzieci nie zawsze chcą przejmować rodzinny biznes. U Pana synowie są w firmie od lat. Jak Pan patrzy na ten etap?

Henryk Ulacha: Jestem na etapie sukcesji, czyli przekazywania biznesu, który stworzyłem, moim synom. Ten proces już trwa.

Korzystam tu bardzo mocno z pomocy pana profesora Mariańskiego, który jest dużym fachowcem, jeżeli chodzi o tego typu transformacje. Współpracujemy od wielu lat.

Patrząc na moich kolegów, znajomych i na rynek, muszę powiedzieć, że jestem szczęściarzem, bo mam dwóch synów, którzy pracują ze mną od czasu, kiedy skończyli studia.

Błażej Kronic: Czyli teraz jest Pan ojcem, który przekazuje firmę następnemu pokoleniu?

Henryk Ulacha: Tak. A ja marzę o tym, żeby trochę zająć się innymi rzeczami. Być może napisać książkę ze swoimi wspomnieniami — o tym, jak rodził się biznes w Polsce.

Byłem właściwie na początku tej drogi. Varitex był jedną z pierwszych spółek z ograniczoną odpowiedzialnością w Polsce w powojennej rzeczywistości. Myślę, że to doświadczenie warto opisać.

Błażej Kronic: Panie prezesie, wróćmy na koniec do samej istoty tej historii. Po 40 latach pracy na swoim, budowania firmy, podejmowania ryzyka i brania odpowiedzialności za ludzi, jak Pan patrzy na swoje życie z tej perspektywy?

Henryk Ulacha: Myślę, że po tych 40 latach zdałem sobie sprawę, że jestem wolnym człowiekiem.

Ale ta wolność nie polega na tym, że ja mam spokój. Ja nie mam spokoju. Cały czas myślę, jestem w stresie. Tylko mój organizm chyba do tego stresu się przyzwyczaił. A być może już go nawet polubiłem, bo taki dreszczyk emocji sprawia mi pewną satysfakcję.

Dzisiaj jestem sobie sam sterem i żeglarzem. I to mi się podoba.

Błażej Kronic: I to jest takie podsumowanie tych 40 lat?

Henryk Ulacha: Tak. To jest podsumowanie 40 lat.

Być może w tym życiu coś osiągnąłem. Ale zawsze byłem marzycielem i dzisiaj mogę powiedzieć, że tak naprawdę spełniły się moje marzenia.

Posunąłbym się jeszcze dalej i powiedziałbym, że im człowiek ma bogatsze marzenia, tym więcej w życiu osiąga. Bo człowiek jest pełen swoich marzeń.

Błażej Kronic: Czyli należy marzyć?

Henryk Ulacha: Należy marzyć.

Błażej Kronic: Ale powiedział Pan też o jednej ważnej rzeczy, która jest niezwykle potrzebna do zrealizowania tych marzeń: konsekwencji.

Henryk Ulacha: Zdecydowanie. Konsekwencja, umiejętność podejmowania ryzyka i odwaga.

Błażej Kronic: Dziękuję za rozmowę.

Henryk Ulacha: Dziękuję.

Miejsce reklamoweTwoja reklama tutajSprawdź ofertę
Społeczność Knews

Weź udział w dyskusji!

Masz opinię, dodatkowy kontekst albo chcesz podzielić się własnym doświadczeniem? Zostaw komentarz pod artykułem.

Podoba Ci się ten artykuł?
0 osób polubiło