Biznes i gospodarka w regionie łódzkim
alt="Monika Ustyniak przy pracy nad robótką na drutach, z uśmiechem na twarzy, pokazująca jak robienie na drutach może być formą relaksu i medytacji. Skuteczny pomysł na biznes związany z pasją." loading="lazy" decoding="async"

[Pomysł na biznes] Monika Ustyniak: Robienie na drutach jest trochę jak medytacja. Nie trzeba siedzieć na macie, żeby odpocząć

fot.: zdjęcia z archiwum Moniki Ustyniak

Błażej Kronic: Zacznijmy od tego, że chcesz wrócić do aktywności po macierzyństwie. Nie przez etat czy klasyczny powrót do biura, tylko przez własny pomysł, rękodzieło i spotkania z ludźmi. To jest dla Ciebie ważny moment?

Monika Ustyniak: Tak. Chcę wrócić po macierzyństwie i robić coś swojego. Mam dziś dwa projekty: „Myśl od czapy” i „Dziewczynę z wełną”. To są rzeczy, które wynikają z tego, co lubię, co umiem i co daje mi dużo radości. A przy okazji widzę, że innym też daje coś dobrego.

Błażej Kronic: Co było pierwsze — „Myśl od czapy” czy „Dziewczyna z wełną”?

Monika Ustyniak: Pierwsza była „Myśl od czapy”. To są głównie czapki, robione z myślą o całej rodzinie. Są śmieszne, mają uszy — krótkie albo długie — i odblaskowe logo z przodu. Przez ten czas trochę je rozwijałam. Na początku wyglądały inaczej, a teraz ich finalna wersja to czapki z dzianiny ściągaczowej od polskich producentów, właśnie z odblaskowym logo.

Bardzo chciałabym jeszcze rozwinąć temat odblasków, bo to jest dla mnie ważne. Zimą ludzi na ulicach często po prostu nie widać, szczególnie dzieci. Mieszkałam w Skandynawii, w Finlandii, i tam ludzie byli bardzo dobrze oznakowani. W Polsce tego wciąż brakuje. Stąd właśnie pomysł na odblaskowe logo.

Błażej Kronic: Czyli to nie jest tylko ozdoba, ale też element bezpieczeństwa.

Monika Ustyniak: Tak. Chciałam, żeby te czapki były wesołe, ale też praktyczne. One mają dawać radość, bo rzeczywiście ludzie się do nich uśmiechają, ale jednocześnie ten odblask ma znaczenie. Zwłaszcza przy dzieciach.

Błażej Kronic: Gdzie można je kupić?

Monika Ustyniak: Są sprzedawane między innymi w sklepach Skarpetoholik przy Piotrkowskiej. To już trwa od kilku lat. Mam dwa modele czapek, w dwóch różnych rozmiarach i w dużej gamie kolorystycznej.

Błażej Kronic: Te czapki mają bardzo wyrazisty charakter. Kiedyś czapka była po prostu czapką. Dzisiaj ludzie coraz częściej szukają rzeczy, które coś o nich mówią.

Monika Ustyniak: Tak, one mają swój charakter. Mają długie albo krótkie uszy, mają logo „Myśl od czapy”. Często ludzie myślą, że to czapki tylko dla dzieci, ale dorośli też chcą je kupować. Ja sama też bardzo je lubię.

Sprzedawcy opowiadają mi, że kiedy ludzie wchodzą do sklepu i widzą te czapki, naprawdę się uśmiechają. One są po prostu śmieszne i chyba o to chodzi. Mają dawać trochę radości.

Błażej Kronic: Skąd wzięły się nazwy modeli?

Monika Ustyniak: Pomysł wziął się z mojej głowy. Nazwy są skandynawskie. Ta z długimi uszami nazywa się Nisse, co po duńsku oznacza elfa.

fot.: zdjęcia z archiwum Moniki Ustyniak

„Po latach wróciłam do dziergania”

Błażej Kronic: „Myśl od czapy” to pierwszy projekt. A skąd wzięła się „Dziewczyna z wełną”?

Monika Ustyniak: Po wielu latach wróciłam do dziergania na drutach. Zaczęłam robić czapki — też śmieszne, z antenką, bo moje czapki muszą mieć jakieś odstające końcówki. Potem zaczęłam kupować peruwiańskie wełny od hiszpańskiej marki Woolcatcher. To są naprawdę bardzo przyjemne włóczki.

Później pomyślałam, że chciałabym tę wełnę gdzieś pokazać. Od marca zaczęłam prowadzić warsztaty dziergania na drutach od podstaw. Teraz kontynuuję je z dziewczynami, ale cały czas mogą dochodzić nowe osoby, także takie, które zaczynają zupełnie od zera.

Wzięłam też udział w Festiwalu Wełny w Łodzi, w Ogrodach Geyera. To był pierwszy taki festiwal. I właśnie wtedy mocniej pojawiła się „Dziewczyna z wełną”. Nazwa też przyszła mi spontanicznie do głowy.

Błażej Kronic: Te warsztaty są pomyślane jako kurs od podstaw czy bardziej jako spotkania dla osób, które już coś potrafią?

Monika Ustyniak: Na początku myślałam, że będziemy robić czapki. Pytałam na różnych grupach, czy dziewczyny byłyby zainteresowane, i pojawił się duży odzew. Dużo osób pisało, że chciałyby nauczyć się od podstaw, że zawsze marzyły o robieniu na drutach.

Stwierdziłam więc, że zaczniemy naprawdę od początku. Warsztaty trwają cztery godziny. Na pierwszy raz wybrałam opaskę, bo to jest coś, co można wykonać podczas jednego spotkania. Jeśli ktoś przychodzi bez żadnych umiejętności, jestem w stanie nauczyć go podstaw i możemy skończyć gotowy produkt.

Błażej Kronic: To ważne, bo uczestnik wychodzi nie tylko z wiedzą, ale też z czymś, co sam zrobił.

Monika Ustyniak: Dokładnie. To daje dużą satysfakcję. Na kolejnych warsztatach jedna dziewczyna, która dołączyła później, zaczęła od opaski, a reszta grupy kontynuowała i robiłyśmy czapki. Teraz, jeśli ktoś nowy dołącza, może spokojnie zacząć od podstaw, a grupa, która jest dalej, robi coś bardziej zaawansowanego. Planuję między innymi warkocze i naukę robienia kolorowych pasków.

Błażej Kronic: Czyli można dołączyć nawet wtedy, gdy grupa już pracuje nad czymś trudniejszym?

Monika Ustyniak: Tak. Staram się to prowadzić tak, żeby każda osoba mogła wejść na swoim poziomie. Ktoś może zaczynać od pierwszego oczka, a ktoś inny może już robić czapkę albo uczyć się nowego wzoru.

fot.: zdjęcia z archiwum Moniki Ustyniak

„Chcę mieć czas dla każdej osoby”

Błażej Kronic: Jak wyglądają warunki uczestnictwa? Czy trzeba mieć swoje druty, wełnę, jakieś przygotowanie?

Monika Ustyniak: Nie trzeba. Na warsztatach jest wełna — ta peruwiańska, o której mówiłam — i z niej robimy wyroby. Dostępne są też druty. Mam różne rodzaje drutów, więc można je sobie wypróbować.

Warsztaty kosztują 150 zł. Każdy dostaje 100 gramów wełny, czyli jeden motek. Na opaskę to spokojnie wystarcza, nawet zostaje. Na czapkę też wystarczy. Po warsztatach można sobie ewentualnie dokupić druty, jeśli ktoś chce.

Błażej Kronic: Ile osób może wziąć udział w jednym spotkaniu?

Monika Ustyniak: Założyłam sobie, że maksymalnie dziesięć. Chcę mieć czas dla każdej osoby. To jest ważne, szczególnie jeśli ktoś zaczyna od zera. Trzeba podejść, pokazać, usiąść obok, czasem przerobić kilka oczek razem.

Błażej Kronic: Kto do tej pory najczęściej przychodził na warsztaty?

Monika Ustyniak: Głównie kobiety, chociaż założenie jest takie, że może przyjść każdy. Mężczyzn też zachęcam, naprawdę. Jest bardzo miło.

Przychodziły dziewczyny, które chciały się nauczyć od podstaw, ale też takie, które coś sobie przypominały. Na przykład ich mamy robiły na drutach, one widziały to w dzieciństwie, ale same nigdy się nie nauczyły. I teraz chciały spróbować.

Błażej Kronic: Pamiętasz kogoś szczególnie z pierwszych warsztatów?

Monika Ustyniak: Tak. Była jedna dziewczyna, która faktycznie w ogóle nie umiała robić na drutach. Myślała nawet, że przyszła na szydełkowanie, a przyszła na druty. Została. To było zabawne, ale też bardzo fajne.

Siedziałam z nią i każde oczko przerabiałyśmy razem. To było niesamowite, bo po warsztatach kupiła sobie druty i wybiera się na kolejne zajęcia.

fot.: zdjęcia z archiwum Moniki Ustyniak — Warsztaty w Parku Źródliska - 31 maja 2026

„Robienie na drutach bywa na drugim miejscu”

Błażej Kronic: Mam wrażenie, że w tych warsztatach chodzi nie tylko o nauczenie się techniki.

Monika Ustyniak: Tak. Najwspanialsze jest to, że podczas warsztatów tworzy się więź. Ze względu na to, że były to głównie kobiety, pojawiło się takie połączenie. Naprawdę dużo rozmawiamy.

Mam czasem wrażenie, że robienie na drutach jest na drugim miejscu. Najważniejsze są rozmowy, luźna atmosfera i to połączenie ludzi. To jest bardzo fajne.

Błażej Kronic: Czyli warsztaty są trochę takim resetem?

Monika Ustyniak: Tak, jak najbardziej. Ja zawsze piekę domowe ciastka czekoladowe. Jest kawa, herbata, woda, owoce. Chcę, żeby było miło i swobodnie.

Błażej Kronic: Robienie na drutach często kojarzy się ze spokojem. Moja mama zawsze mówi, że przy tym odpoczywa.

Monika Ustyniak: Bo to jest trochę medytacja. Naprawdę można odpłynąć, kiedy zaczyna się robić. Patrzy się na te oczka i to jest rodzaj medytacji. Nie trzeba siedzieć na macie, żeby medytować. Można to robić właśnie na drutach.

Są też badania mówiące o tym, że hobby wydłuża życie, bo dzięki niemu się odstresowujemy, relaksujemy i wyciszamy. Robienie na drutach bardzo w tym pomaga.

fot.: zdjęcia z archiwum Moniki Ustyniak

„To jest moje, ale widzę, że innym też daje coś dobrego”

Błażej Kronic: Ten powrót po macierzyństwie brzmi w Twojej historii bardzo spokojnie. Nie jak wielka deklaracja, tylko jak odzyskiwanie własnej przestrzeni krok po kroku.

Monika Ustyniak: Tak, dokładnie. To jest moje, ale widzę, że innym też daje coś dobrego. Przychodzą osoby, które chcą się nauczyć, ale zostają też dla atmosfery, rozmowy i spokoju. To jest piękne.

Błażej Kronic: Gdzie można znaleźć informacje o kolejnych warsztatach?

Monika Ustyniak: Jestem na Facebooku jako „Dziewczyna z wełną” i na Instagramie też jako „Dziewczyna z wełną”. Wydarzenia są ogłaszane na Facebooku. Najbliższe warsztaty są 31 maja. Jeśli pogoda dopisze i nic się nie zmieni, odbędą się na łonie natury, w parku Źródliska. Zaczynamy o 10 i kończymy o 14.

Najlepiej śledzić moje media społecznościowe. Zapisy są przez wydarzenie na Facebooku albo przez maila podanego przy wydarzeniu.

Błażej Kronic: Czyli „Dziewczyna z wełną” to miejsce dla osób, które chcą nauczyć się robić na drutach, ale też trochę zwolnić.

Monika Ustyniak: Tak. Można przyjść zupełnie od zera, można czegoś się nauczyć, można porozmawiać, napić się kawy i zrobić coś własnymi rękami. Myślę, że tego też wielu osobom dzisiaj brakuje.

Błażej Kronic: Dziękuję za rozmowę.

Miejsce reklamoweTwoja reklama tutajSprawdź ofertę
Społeczność Knews

Weź udział w dyskusji!

Masz opinię, dodatkowy kontekst albo chcesz podzielić się własnym doświadczeniem? Zostaw komentarz pod artykułem.

Podoba Ci się ten artykuł?
0 osób polubiło