"Rodzinny wyjazd do Chęcin na wiosenną wycieczkę w poniedziałek wielkanocny - piękne tereny, urokliwe widoki i chwile radości po świętach, idealne na regenerację po świątecznym przejedzeniu."

Z cyklu: nasze podróże - Kierunek Chęciny

Co jest najlepszym remedium na świąteczne przejedzenie? Oczywiście wycieczka! Do takiego właśnie doszliśmy wniosku i całorodzinnie zapakowaliśmy się do auta, by w poniedziałek wielkanocny odwiedzić Kielecczyznę, a konkretnie zamek w Chęcinach.

fot.: Magdalena Wiercioch

Twierdza nad twierdzami

Chęciny robią wrażenie już z daleka. Potężne ruiny na wzgórzu wciąż zdają się monumentalne w otaczającym je krajobrazie. Trudno się więc dziwić, że w momencie powstania zamek był budowlą budzącą szacunek i strach, a niejeden najeźdźca poległ już przy samym podejściu. Podobnie bywa ze współczesnymi piechurami - chociaż nie idą w zbroi i z mieczem w dłoni – też wymiękają. Bo góra, mimo współczesnych udogodnień – szerokiego chodnika i ławek po drodze, nie chce być niższa i te 350 metrów podejść trzeba.

My weszliśmy, bo mieliśmy imperatywy – ja zbierałam wiedzę do artykułu, moja mama szukała malarskich inspiracji, a pozostali… hmm… niech będzie, że polowali na super kadry. 

fot.: Magdalena Wiercioch

O dwóch takich, co zamek zbudowali

Budowa zamku rozpoczęła się najprawdopodobniej na przełomie XIII i XIV wieku, w okresie tzw. epizodu czeskiego. W pierwszych dokumentach pojawiają się dwa nazwiska potencjalnych fundatorów – króla Czech i Polski Wacława II oraz jego bliskiego współpracownika biskupa krakowskiego Jana Muskaty - o burzliwej i kontrowersyjnej reputacji. Nie wiadomo, na ile i na jakich zasadach obydwaj panowie w zamku bywali i czy ten drugi w ogóle się w nim kiedykolwiek pojawił. Pewne jest jedno – 22 września 1307 roku, na mocy decyzji Władysława Łokietka, zamek znalazł się na trwałe w rękach książęcych, a później królewskich, czego pilnował niejaki Wrocław urzędnik niewrażliwy ani na czeskie ambicje, ani kościelne intrygi. 

fot.: Magdalena Wiercioch

Miejsce strategiczne

Zamek zaczął wówczas pełnić funkcję zaplecza władzy oraz skarbca. Raz, że w najbliższym sąsiedztwie był okręg górniczy, w którym wydobywano rudy ołowiu, co wiązało się z dużymi dochodami, dwa - to tutaj trafiały kosztowności i dokumenty o wielkiej państwowej wadze.

To jednak za panowania Kazimierza Wielkiego Chęciny zyskały status miejsca strategicznego. To on rozbudował twierdzę i włączył ją w system najważniejszych punktów obronnych kraju. Zamek przestał więc być tylko schronieniem, a stał się miejscem, gdzie działa się polityka. Spotykali się tu możni, zapadały decyzje, które wykraczały daleko poza region świętokrzyski.

Dziś spotykają się tu turyści z całej Polski i nie tylko. Z nami po zamku wędrowali Czesi zachwyceni jego architektonicznym kunsztem (zrozumiałam co prawda tylko „krásné věže“ ale było to powiedziane z entuzjazmem) oraz dwie rodziny podobnie jak my walczące ze swiąteczną otyłością. Jedni z Katowic, drudzy z sąsiednich Kielc – zauroczeni widokami i barwną historią chęcińskich ruin

fot.: Magdalena Wiercioch

Oprawa wdowia

Ale, wracając do opowieści, Chęciny to nie tylko historia królów. To także – a może przede wszystkim – historia królowych. Dziś przypominają o tym drewniane rzeźby rozmieszczone wzdłuż trasy do zamku. Przez lata chęcińska twierdza pełniła funkcję tzw. oprawy wdowiej, czyli była źródłem dochodu i miejscem pobytu dla kobiet z dynastii. Mieszkała tu m.in. Adelajda Heska, żona Kazimierza Wielkiego, a także Elżbieta Łokietkówna, która sprawowała władzę w imieniu swojego syna. W czasie zarazy schronienie znalazła tu również Zofia Holszańska.

Najbardziej sugestywna opowieść związana jest jednak z postacią Bony Sforzy. To ona miała przechowywać w Chęcinach swoje kosztowności. Według legendy część skarbów została utracona podczas transportu, gdy wozy z kosztownościami ugrzęzły w bagnach nad Nidą. Historia – jak to w Polsce – szybko przeszła w mit. Do dziś mówi się, że duch królowej wraca na zamek jako Biała Dama, pilnując tego, co zostało. Trudno się królowej dziwić, że jest niezadowolona – zajrzeliśmy do skarbca i faktycznie szału nie ma. Bonie, to naszym zdaniem wystarczy tylko na waciki.

fot.: Magdalena Wiercioch

Mroczne oblicze

Twierdza miała też swoją ciemną stronę. W jej murach więziono ludzi, którzy z różnych powodów stawali się niewygodni dla władzy. Warunki były na tyle ciężkie, że samo osadzenie w lochach bywało wyrokiem. W lochach też byliśmy. Cherlawy kościotrup potwierdza, że z tymi kiepskimi warunkami to najprawdziwsza prawda.

fot.: Magdalena Wiercioch

Koniec potęgi

Upadek Chęcin przychodził stopniowo. Najpierw pożar podczas rokoszu Zebrzydowskiego na początku XVII wieku, potem zniszczenia w czasie potopu szwedzkiego i najazdu wojsk Jerzego II Rakoczego. Ostatecznie zamek stracił znaczenie militarne, a jego mury zaczęto traktować jak źródło budulca. To, co dziś oglądamy, to efekt nie tyle jednej katastrofy, co długiego procesu zapominania.

Raj dla turystów

Po rewitalizacji zamek posiada pełny obwód murów, trzy odrestaurowane wieże (z których jedna służy jako punkt widokowy) oraz zrekonstruowane elementy mieszkalne. Obiekt jest w pełni przystosowany do ruchu turystycznego i często grywa w filmach - najbardziej spektakularną produkcją jest „Pan Wołodyjowski”.

W sezonie można tu trafić na turniej rycerski, pokazy tańców dawnych albo nocne zwiedzanie. Są też atrakcje dla najmłodszych.

Ale i bez atrakcji warto tu być, posłuchać o barwnej historii, popatrzeć na piękne krajobrazy wokół i kto wie, może też kątem oka zobaczyć Czarnego Rycerza, który wciąż błąka się po okolicy. A kto to? Musicie pojechać do Chęcin, żeby się dowiedzieć.

Miejsce reklamoweTwoja reklama tutajSprawdź ofertę

Komentarze