"Piękne widoki Bolonii – urokliwe uliczki i architektura, które wprawiają w zachwyt, idealne dla tych, którzy szukają relaksu i odkrywania nowych miejsc podczas podróży. Zdjęcie przedstawia malownicze otoczenie, które zachęca do eksploracji."
"Zdjęcie przedstawia malowniczy widok na Bolonię, włoskie miasto, które idealnie nadaje się na relaksującą podróż. Kolorowe budynki i charakterystyczna architektura tworzą przyjazną atmosferę, idealną na czas naładowania baterii."
"Zdjęcie przedstawia malowniczą ulicę Bolonii, pełną kolorowych budynków i urokliwych kawiarenek, idealną na spacer i relaks. To doskonałe miejsce na naładowanie baterii podczas podróży do Bolonii, gdzie każda chwila sprzyja odkrywaniu uroków tego włoskiego miasta."
"Zdjęcie przedstawia malowniczą uliczkę w Bolonii, pełną kolorowych kamienic i charakterystycznych włoskich detali. W tle widać lokalne kawiarnie i przechodniów, którzy cieszą się słonecznym dniem. Idealna sceneria na odpoczynek i naładowanie baterii podczas podróży do Bolonii."

W drodze: kierunek Bolonia

Wybierając Bolonię za cel kolejnej podróży nie miałam konkretnych oczekiwań. Nie czytałam o niej zbyt wiele i nie chciałam planować konkretnych wycieczek. Potrzebowałam naładować baterie październikowym słońcem i zatopić się w miasto Dantego i Eco. Czy się udało? Ależ tak!

fot.: archiwum prywatne — Uniwersytet Boloński

Studenci, studenci, studenci…

Na miejsce, czyli do centrum, dotarłam wieczorem. Mimo dość późnej pory miasto było zatłoczone, a na placykach i skwerach trudno było o wolne miejsce przy kawiarnianym stoliku. Jak się później okazało – październik to w Bolonii miesiąc hucznie przez studentów świętowanych obron dyplomów. Słychać tu wiele języków i rozmów o przeróżnych kierunkach studiów, bo żacy to tutaj sól ziemi, a sama Bolonia jest uważana za miasto, które istnieje dzięki uniwersytetowi. Założona w 1088 roku uczelnia od początku szczyciła się nowatorskim podejściem do edukacji ponieważ powstała jako wspólnota studentów, którzy organizowali naukę i zatrudniali profesorów. Ten układ – gdzie student był podmiotem, a nie tylko odbiorcą wiedzy – wpłynął na europejski model szkolnictwa wyższego.

fot.: archiwum prywatne

Miasto podporządkowane rytmowi studentów

W praktyce oznacza to, że Bolonia funkcjonuje w cyklu studenckiego życia. W trakcie roku akademickiego centrum kipi energią. Biblioteki, dziedzińce i arkady pełne są studentów uczących się, dyskutujących, pracujących. Latem – kiedy wielu z nich wyjeżdża – miasto wyraźnie zwalnia. Wszystko to zmienia ekonomię Bolonii i wpływa na rynek wynajmu mieszkań, rozwój gastronomii oraz infrastruktury współdzielenia – takiej jak rowery, coworki czy biblioteki.

Bolonia od wieków ma reputację miasta intelektualnego i politycznie świadomego. Studenci nie są tu bierni – uczestniczą w życiu publicznym, nie boją się debat i aktywizują lokalne społeczności. Nie bez kozery mówi się, że Uniwersytet Boloński od niemal tysiąca lat „produkuje” elity intelektualne. To tutaj studiowali Mikołaj Kopernik, Jan Kochanowski, Dante Alighieri czy Umberto Eco.

Ale w Bolonii ważne jest jeszcze jedno – studentom przyjazna jest miejska przestrzeń. Wszechobecne w centrum i, jakże dla niego charakterystyczne, arkady pełnią funkcję naturalnych „korytarzy akademickich”. Można się pod nimi przemieszczać, uczyć, rozmawiać - niezależnie od pogody. W praktyce Bolonia nie ma ostrej granicy między kampusem a miastem. Uczelnia jest rozproszona, a całe centrum działa jak jedno wielkie miasteczko studenckie.

Na liście UNESCO

Chcąc chociaż przez moment poczuć się jak bolońska studentka wybrałam się na wyprawę słynnymi arkadami. I muszę przyznać, że jest to nie lada wyzwanie, bo w samym centrum ciągną się one przez ponad 38 km. Warto jednak przejść chociaż kawałek, a po drodze przysiąść w jednym z barów lub kawiarni, pogawędzić z kelnerką i zagapić się na tętniące życiem miasto, którego słynne portyki zostały w 2021 roku wpisane na listę UNESCO.

Po zadaszonych chodnikach czas na drugi symbol miasta – czyli wieże. W średniowieczu było ich w Bolonii nawet ponad 100 – budowane przez najbogatsze rody jako znak prestiżu i obrony. Do dziś zachowało się mniej niż 20, w tym te najbardziej znane, czyli Asinelli i Garisenda. Ich przechylone sylwetki stały się ikoną miasta, podobnie jak niedokończona Bazylika św. Petroniusza – jedna z największych świątyń świata, której budowę zatrzymano decyzją Watykanu.

fot.: archiwum prywatne — Teatro Anatomico

Kolory, struktury, tajemnice

Bolonia była w średniowieczu jednym z najlepiej ufortyfikowanych miast w Europie. Pod powierzchnią ulic wciąż kryją się fragmenty dawnych murów i systemów obronnych. W architekturze dominują czerwone cegły, stąd przydomek miasta „La Rossa” – odnoszący się zarówno do koloru zabudowy, jak i historycznych sympatii politycznych mieszkańców.

Jednym z najbardziej niezwykłych miejsc jest Teatro Anatomico – drewniana sala, w której prowadzono sekcje zwłok dla studentów medycyny, będąca symbolem przełomu naukowego w Europie. W tym samym budynku, czyli Archiginnasio – historycznej siedzibie Uniwersytetu Bolońskiego znajduje się zagadkowa tablica „Pietra di Bologna” – tekst łaciński, który przez wieki pozostawał nierozszyfrowany i stał się przedmiotem licznych interpretacji. Nad jej znaczeniem myśleli alchemicy, filozofowie, literaturoznawcy i mistycy. Ostatecznie wciąż jednak nie wiadomo, co autor miał na myśli. Pewne jest natomiast, że jest to tekst zaprojektowany jako problem do rozwiązania, czyli zmusza do myślenia i podważa oczywistości. Prawdziwa łamigłówka.

Bolonia przez wieki była miejscem, gdzie spotykały się nauka, sztuka i polityka. Miasto inspirowało także twórców wizualnych i architektów. Renesansowe pałace, jak Palazzo Bonasoni, pokazują, że lokalne elity nie tylko miały tytuł, ale i intelekt oraz bardzo dobre wykształcenie, co w ówczesnych czasach wcale nie było normą.

fot.: archiwum prywatne — Pietra di Bologna

Produkt chroniony – mortadela

Zwiedzanie Bolonii ma to do siebie, że wciąga jak chodzenie po bagnach, a jak już się tak człowiek złazi to zaczyna być głodny. I co wtedy trzeba zrobić? Otóż popytać mieszkańców, co zjeść i dlaczego. Dla mnie było to przeżycie jedyne w swoim rodzaju, bo włoski, którym władam jest, delikatnie rzecz ujmując, podstawowy, natomiast każdy zapytany o lokalne specjały Włoch opowiadał o nich kwieciście włączając w to wątki prywatne i relacje z mijającego dnia. „Santa Madonna, ratunku!” - mówiłam sobie, skrzętnie notując, to, co wydawało mi się, że rozumiem. No więc tak… Po pierwsze mortadela Bologna – produkt certyfikowany czyli, mówiąc po włosku, chroniony. Jedyna w swoim rodzaju wędlina, która ZDECYDOWANIE różni się od tego, co nam się z mortadelą kojarzy. Jest zrobiona z niezwykle drobno zmielonego mięsa wieprzowego i kostek tłuszczu. Często też są w niej pistacje. Włosi jedzą mortadelę w kanapkach z trzema rodzajami pieczywa – crescentiną (małą bułeczką) podawaną na ciepło, piadiną, czyli cienkim plackiem składanym na pół i panino – bułką lub dwoma kromkami chleba. I powiem krótko – kto jest w Bolonii i nie zje mortadeli ten trąba, bo to jest absolutne niebo w gębie no i solidna porcja kalorii.

Kolejna pozycja obowiązkowa to ragu alla bolognese podawane z kluskami tagliatelle. I tu obalam mit – nie ma czegoś takiego jak spaghetti bolonese, którym raczymy się w polskich restauracjach. Bolońskie ragu to receptura wpisana na listę dań regionalnych w 1982 roku – gęsty sos mięsny na bazie wołowiny (często z dodatkiem sera pancetta), warzyw (soffritto), wina i niewielkiej ilości pomidorów. Nie jest to „sos pomidorowy z mięsem” jak w popularnej wersji międzynarodowej.

Kulinarne bolońskie podium zamykają tortellini czyli małe pierożki z farszem (wieprzowina, prosciutto, mortadela i parmezan), poodawane klasycznie in brodo – w klarownym rosole. To danie ma status niemal rytualny – szczególnie w okresie świątecznym.

fot.: archiwum prywatne

Punkt wypadowy

Dziś Bolonia pozostaje jednym z najważniejszych ośrodków akademickich Europy i pięknym zapisem historii. Jej centrum – jedno z największych w Europie – łączy średniowiecze, renesans i barok w spójną całość.

Nie wszyscy jednak dają się Bolonii uwieść. Ale to nie problem, bo kto jej nie polubi ten może ją potraktować jako miejsce wypadowe. Bolonia jest bowiem doskonale skomunikowana z wieloma atrakcjami turystycznymi regionu. Ja wybrałam się do Werony, Ferrary, Modeny i Florencji. Do każdego z tych miejsc pociąg jedzie około godziny. Różnią się tylko znacznie ceny biletów – przejazd do Florencji i Werony kosztuje około 30 euro w jedną stronę, do Modeny i Ferrary natomiast około 5 euro.

A jeśli już przy cenach jesteśmy, to bilety lotnicze tanich przewoźników – na przykład z Warszawy do Bolonii – poza sezonem można upolować za 300 zł za osobę. Oczywiście przy takiej cenie trzeba się liczyć z ograniczeniami – nie ma gwarancji, że siadamy obok bliskiej osoby (system losuje miejsca) i bagaż musi się zmieścić pod fotelem – czyli jest malutki. Ale coś za coś. Poza tym grunt, by zmienić klimat. Bolonia jest tego warta.olonia jest tego warta.olonia jest tego warta.ia jest tego warta.olonia jest tego warta..ia jest tego warta.olonia jest tego warta.lonia jest tego warta..lonia jest tego warta.

Miejsce reklamoweTwoja reklama tutajSprawdź ofertę

Komentarze