Wenecja inaczej. Czyli opowieść o łódzkiej Dętce
„My jesteśmy jak Wenecja, tylko odwrotnie, oni mają kanały na wierzchu, a my pod ziemią” mówi o Łodzi przewodniczka Justyna Tomaszewska i niech to będzie punkt wyjścia do opowieści o miejscu niepowtarzalnym na skalę Europy – Muzeum Kanału Dętka. Muzeum, które znajduje się w centralnym punkcie miasta, dokładnie pod Placem Wolności. Kto więc Dętkę przejdzie może odhaczyć wędrówkę pod Kościuszką i jednocześnie wokół niego.
Droga ta przesadnie długa nie jest, bo liczy 142 metry, ale za to jakże jest emocjonująca! Kanał w kształcie rowerowej dętki ma 187 cm wysokości i 150 cm wysokości. Można, chociaż szkoda, wybrać się tam z kimś, kogo się nie lubi i przy odpowiednim odstępie nie widzieć go przez całą wycieczką – wszak Dętka, co oczywiste, nieustannie skręca.

fot.: Igor Kropat
No dobrze, ale kto tę Dętkę wymyślił?
Historia Dętki jest nierozerwalnie związana z rozwojem Łodzi na przełomie XIX i XX wieku. Miasto rosło wówczas w tempie przemysłowym – jak grzyby po deszczu pojawiały się w nim fabryki, kamienice, tysiące robotników – ale infrastruktura nie nadążała. Szczególnie w zakresie higienicznym… A jak wiadomo brak kanalizacji to nie tylko dyskomfort, ale i realne zagrożenie epidemiologiczne.
Trzeba więc było jakoś temu zaradzić. Rozwiązaniem stał się kompleksowy system wodociągów i kanalizacji, projektowany przez brytyjskiego inżyniera Williama Lindleya, jednego z najwybitniejszych specjalistów w tej dziedzinie w Europie. Nadzór nad realizacją w Łodzi sprawował Stefan Skrzywan – człowiek, który de facto stworzył nowoczesne zaplecze sanitarne miasta. I w tym zapleczu Dętka była niezwykle ważnym elementem. Owalny zbiornik retencyjny o pojemności około 300 metrów sześciennych miał bardzo konkretne zadanie – gromadzić wodę deszczową, która następnie służyła do płukania miejskiej sieci kanalizacyjnej. Było to rozwiązanie i nowoczesne i pragmatyczne.
I teraz najważniejsze – kanał powstał w 1926 roku czyli dokładnie 100 lat temu!

fot.: Igor Kropat
Od infrastruktury do muzeum
Dętka była elementem systemu kanalizacyjnego do lat 70. XX wieku. Potem rozwój technologii – m.in. czyszczenie kanałów przy użyciu specjalistycznych pojazdów – sprawił, że owalny kanał pod Placem Wolności stracił na znaczeniu. I tu łza się w oku kręci, bo przez lata Dętka była zamknięta i zapomniana. Na szczęście los się do niej uśmiechnął i w 2008 roku powróciła w blasku i chwale już jako muzeum. I co ważne – nie została zmieniona.
Teraz możemy się szczycić, że Muzeum Kanału Dętka jest pierwszym w Polsce udostępnionym do zwiedzania kanałem wodociągowym. I że jest to miejsce z niezwykłym klimatem, gdzie udają się nie tylko wycieczki, ale i sesje fotograficzne, wernisaże oraz mini koncerty. Artyści natomiast zachwycają się charakterystycznym pogłosem Dętki, jej kształtem i swoistą nieskończonością.

fot.: Igor Kropat
Nowy sezon, nowa Dętka
Sezon dla Dętkofanów , Dętkosympatyków i Dętkomaniaków zaczyna się dopiero w maju, ale w tym roku - z okazji Światowego Dnia Wody i setnych urodzin kanału - turyści mogli wejść do niego jednorazowo 22 marca. I było to nie tylko świętowanie ale i zapowiedź nowego sezonu, który przynosi ważne zmiany. Program wydarzenia został zbudowany wokół idei „doświadczania miasta wszystkimi zmysłami”. I nie chodziło tu o klasyczne zwiedzanie, ale o zmianę perspektywy – by Dętkę „zobaczyć” mogli wszyscy.

fot.: Igor Kropat
Sensoryka przede wszystkim
Pierwsza zmiana to tyflografiki i materiały dotykowe, które pozwalają osobom niewidomym i niedowidzącym „czytać” przestrzeń kanału poprzez fakturę i kształt. Uzupełnieniem są audiodeskrypcje – zarówno podczas zwiedzania, jak i w materiałach edukacyjnych.
Dla osób słabosłyszących powstały pętle indukcyjne, poprawiające odbiór dźwięku w przestrzeni o trudnej akustyce, jaką jest ceglany kanał.
Najbardziej pragmatyczne podejście widać jednak w rozwiązaniu problemu, którego formalnie rozwiązać się nie da – fizycznej niedostępności kanału dla niepełnosprawnych ruchowo. Remedium jest makieta całego obiektu. Dzięki niej można zrozumieć jego strukturę i skalę bez konieczności schodzenia pod ziemię.

fot.: Igor Kropat
Łódzkie „must see”
Dętka ma moc przyciągania – historią, kształtem, umiejscowieniem, a nawet fakturą cegieł, które przetrwały niezniszczone przez równo sto lat. Warto ją zobaczyć, by zrozumieć Łódź i inaczej na nią spojrzeć. Warto posłuchać echa i zobaczyć fotografie tych, którzy Dętkę budowali. I jeszcze jedno – to jedyne chyba miejsce w Polsce, gdzie słowa Agnieszki Osieckiej „bo ja jestem proszę Pana na zakręcie” są zawsze aktualne. Z przymrużeniem oka oczywiście.

Komentarze