Biznes i gospodarka w regionie łódzkim
"Burgermeister w Manufakturze w Łodzi - berlińska sieć burgerowni wkracza na polski rynek, obiecując smaczne burgery i dynamiczną ekspansję. To nowy lokal, drugi w Polsce, który przyciąga miłośników kulinarnych doznań."

Burgermeister w Manufakturze. Berlińska marka weszła do naszego miasta i zapowiada ekspansję

Burgermeister, berlińska sieć burgerowni, otworzyła lokal w łódzkiej Manufakturze. To drugi punkt marki w Polsce po Szczecinie i jednocześnie pierwszy krok Burgermeistera w centralnej części kraju.

fot.: burgermeister.com — Berlin

Dla Łodzi to kolejna międzynarodowa marka gastronomiczna, która wybrała Manufakturę jako miejsce wejścia na lokalny rynek. Nie jest to przypadkowy adres. Manufaktura od lat działa nie tylko jako centrum handlowe, ale także jako miejsce spotkań, gastronomii, wydarzeń i weekendowego ruchu. Dla sieci, która dopiero buduje rozpoznawalność w Polsce, taki punkt daje dostęp do dużego, zróżnicowanego strumienia klientów — mieszkańców Łodzi, osób pracujących w centrum miasta, turystów i gości przyjeżdżających do Manufaktury.

Burgermeister zaczynał około 20 lat temu w Berlinie, w miejscu, które stało się częścią historii marki — w budynku dawnych toalet publicznych. Dziś firma ma kilkadziesiąt lokali, rozwija się poza Niemcami i zapowiada dalszą ekspansję w Europie. W Polsce pierwszym miastem był Szczecin. Łódź jest kolejnym etapem, ale przedstawiciele marki przyznają, że firma szuka następnych lokalizacji także w innych dużych miastach.

O wejściu Burgermeistera do Łodzi, wyborze Manufaktury, polskim rynku i sposobie działania marki rozmawiamy z Agnieszką Sadłową, Head of Operations w Burgermeisterze.

fot.: knews.pl — restauracja w Manufakturze

„Tam, gdzie jest ruch i energia, tam chcemy być”

Błażej Kronic, KNews.pl: Jesteśmy w Manufakturze, widzę bardzo dużo ludzi. Takie otwarcie nie dzieje się samo. Czy za tym stoi konkretna koncepcja marketingowa? Macie własny styl promowania nowych miejsc?

Agnieszka Sadłowa, Head of Operations Burgermeister: Jak najbardziej, choć trochę nie zgodzę się z tym, że to samo się nie robi. W Polsce jesteśmy jeszcze marką mniej znaną, natomiast w Niemczech już działa o nas poczta pantoflowa. Kiedy wchodzimy tam do nowej lokalizacji, marketing nie zawsze jest aż tak potrzebny. W Polsce korzystamy z różnych platform i sposobów dotarcia: są influencerzy, Instagram, media społecznościowe, akcje z ulotkami. Tak promujemy się szczególnie na początku.

Pierwszy w Polsce był Szczecin. Dlaczego właśnie tam? Bliskość Niemiec była decydująca?

Dokładnie tak. Szczecin był dość prostym i logicznym rozwiązaniem. Jesteśmy blisko geograficznie i kulturowo. Od tego zaczęliśmy ekspansję w Polsce i chcieliśmy zobaczyć, co dalej. Wydaje mi się, że jesteśmy też dość blisko kulturowo. mamy podobne smaki. Jesteśmy ciekawi czy Polacy docenią jakość.

Ale bliżej do Niemiec jest przecież Poznań czy Wrocław, czemu Łódź druga?

odpowiedź jest bardzo prosta. Był lokal, ale szukamy wszędzie. Szukamy w Poznaniu, Wrocławiu, Katowicach, Warszawie. Decyduje jaka lokalizacja pojawi się jako pierwsza i czy będzie dla nas dobra.

Wybieracie określone typy miejsc? Galerie handlowe, ulice handlowe, lokale z dużym ruchem?

Bardzo różnie. Trudno powiedzieć, w jakim kierunku będziemy szli w Polsce. W Niemczech jesteśmy przy ulicach handlowych, przy parkach, w różnych miejscach. Nie mamy standardu, że musimy być tylko w food courtach albo tylko przy galeriach handlowych. Tam, gdzie jest ruch, tam, gdzie jest energia, tam chcemy być.

Rynek burgerów jest dziś bardzo konkurencyjny. Z jednej strony burgery są popularne, z drugiej — wybór jest ogromny. Czym chcecie przekonać klienta?

Stawiamy przede wszystkim na jakość. Mamy takie motto, że jeśli chce się coś zrobić dobrze, powinno się to zrobić samemu. I tego się trzymamy. Sami przygotowujemy mięso, sami pieczemy bułki, sami pieczemy ciastka. Ta jakość cały czas się u nas przewija.

Mięso też jest po waszej stronie?

Mięso sprowadzamy, ale mielimy je sami. Produkcja jest w Berlinie. To też część naszej historii. Zaczęliśmy w Berlinie 20 lat temu, w budynku dawnych toalet publicznych.

To brzmi jak gotowa historia marketingowa.

I właśnie tego nie da się podrobić. Mamy autentyczność, mamy historię i z tą jakością chcemy wchodzić na kolejne rynki.

A samo menu? Wiele marek próbuje tworzyć lokalne nazwy, lokalne warianty, specjalne produkty pod dane miasto. Wy coś zmieniacie dla Polski albo dla Łodzi?

Nie zmieniamy nic. W Szczecinie i teraz w Łodzi jest dokładnie takie samo menu, jakie mamy w Berlinie. Nie będziemy tego zmieniać. To jest nasz produkt i tego się trzymamy.

Słyszałem, że to najprawdopodobniej nie jedyna lokalizacją w mieście. Szukacie kolejnych miejsc?

Tak. Cały czas szukamy. Myślimy nawet o tym, że może również tutaj, w Manufakturze, ale w trochę innym miejscu — takim, które byłoby jeszcze łatwiej dostępne. Mamy zespoły i ludzi, którzy szukają kontaktów, przeglądają oferty lokalizacji. Jesteśmy bardzo otwarci.

Jaką skalę ma dziś Burgermeister? Ile lokali działa w sieci?

Firma działa od około 20 lat. Lokal w Łodzi jest naszym 31. lokalem. To drugi lokal poza Niemcami i drugi w Polsce. Nie przestajemy rozwijać się w Niemczech planujemy kolejne punkty, a jednocześnie patrzymy szerzej na Europę. Na liście są kolejne lokalizacje w Polsce, pewnie Czechy, Hiszpania, Wielka Brytania. Wkrótce ma pojawić się także pierwszy lokal w Londynie.

fot.: knews.pl — Restauracja w Manufakturze

Lokalny zespół i trenerzy z Polski oraz Niemiec

O organizację pracy w łódzkim lokalu zapytaliśmy także Grzegorza Tysiaka, który zajmuje się operacjami w Burgermeisterze.

Błażej Kronic, KNews.pl: Widzę międzynarodową ekipę. Jak wygląda system szkolenia przy takim otwarciu?

Grzegorz Tysiak, Burgermeister: System wygląda tak, że zawsze rekrutujemy lokalny skład, w zależności od miasta. W przypadku Łodzi mamy łodzian. Lokalni pracownicy noszą czarne koszulki, natomiast osoby w białych koszulkach to trenerzy. Mamy część trenerów z Polski i część z Niemiec.

Jak długo taki zespół wspiera nowy lokal?

Dajemy lokalnemu składowi wsparcie przez dwa miesiące od otwarcia. Chodzi o to, żeby wszystkiego nauczyć, żeby wszystkie operacje i procesy były wykonywane perfekcyjnie. Kiedy jesteśmy pewni, że każdy wszystko umie, stopniowo opuszczamy lokal i zostawiamy coraz mniej dodatkowych ludzi.

Czyli po dwóch miesiącach lokal ma działać już samodzielnie?

Taki jest plan. Z końcem drugiego miesiąca chcemy zostawić tutaj ekipę samą w sobie — z kierownikami zmian i osobą na stanowisku menadżera. Potem kilka razy w tygodniu tylko doglądamy, czy wszystko się zgadza.

#SubTest ;) : wersja wegetariańska daje radę

Po rozmowie z przedstawicielami Burgermeistera sprawdziłem także wersję wegetariańską. To ważne zastrzeżenie, bo sam nie jem mięsa, więc nie oceniam w tym miejscu klasycznych burgerów wołowych, z których marka jest najbardziej znana. Mogę natomiast powiedzieć, że wegetariański burger wypadł bardzo przyzwoicie.

Przez lata miałem wrażenie, że w wielu restauracjach produkty wegetariańskie traktowano po macoszemu. Jakby sama rezygnacja z mięsa oznaczała automatycznie zgodę na nijaki smak, suchy kotlet i coś tam wrzucone byle by się zgadzało - czyli jakaś zielenina. Tutaj było inaczej. Burger nie sprawiał wrażenia typowego kotleta sojowego wrzuconego do bułki tylko po to, żeby w menu pojawiła się opcja bezmięsna. Był dobrze złożony, miał wyraźny smak, dużo pieczarek i muszę przyznać, że "się jadło".

Daję subiektywne solidne mi między 7,5 a 8 na 10. Choć bułka mogłaby być trochę większa i bardziej chrupiąca, bo przecież w burgerze pieczywo jest niezwykle istotne Za to frytki, które przedstawiciele Burgermeistera zachwalali bardzo mocno, rzeczywiście wypadają dobrze. Dla mnie są porównywalne z tymi z Pasibusa, a zdecydowanie lepsze niż standard znany z KFC czy McDonald’s. Możecie pisać jak wam smakował burger z mięsem a nie substytutem:).

A samo wnętrze. Hm. Przypomina starą pijalnie "u kucharzy" na przeciwko Pałacu Prezydenckiego w Warszawie.. ale może to tylko przez te kafelki. W kwestii wystroju taka 6 na 10. Ale przecież jedzenie jest najważniejsze.

fot.: burgermeister.com

Łódź jako drugi krok w Polsce

Otwarcie Burgermeistera w Manufakturze jest dla marki sprawdzianem poza zachodnią Polską. Szczecin był naturalnym początkiem ze względu na bliskość Berlina i Niemiec. Łódź oznacza wejście głębiej na polski rynek — do miasta położonego w centrum kraju, z dużym ruchem handlowym, studenckim, biznesowym i weekendowym.

Z wypowiedzi przedstawicieli Burgermeistera wynika, że łódzki lokal nie musi być jednorazowym projektem. Firma analizuje kolejne lokalizacje w Polsce i nie wyklucza dalszej obecności w Łodzi. Dla Manufaktury nowe otwarcie oznacza uzupełnienie oferty gastronomicznej o markę z berlińskim rodowodem. Dla Burgermeistera — test, czy produkt oparty na powtarzalnym menu, własnej historii i kontroli jakości może zbudować w Polsce rozpoznawalność poza pierwszym, szczecińskim punktem.

Miejsce reklamoweTwoja reklama tutajSprawdź ofertę
Społeczność Knews

Weź udział w dyskusji!

Masz opinię, dodatkowy kontekst albo chcesz podzielić się własnym doświadczeniem? Zostaw komentarz pod artykułem.

Podoba Ci się ten artykuł?
0 osób polubiło