O tym, jak zmienia się turystyczna pozycja Łodzi, dlaczego miasto musi dziś walczyć nie tylko o liczbę gości, ale także o tych, którzy zostaną dłużej i wydadzą więcej, rozmawiamy z Tomaszem Koralewskim, dyrektorem Łódzkiej Organizacji Turystycznej. To człowiek od lat związany z branżą, dobrze znający zarówno jej potencjał, jak i bariery rozwoju. W rozmowie poruszamy temat ograniczonej siatki połączeń lotniczych, rosnącej liczby turystów, znaczenia gastronomii, kultury, hoteli premium, rewitalizacji oraz szans, jakie dla Łodzi może stworzyć dostęp do dużego międzynarodowego lotniska. Rozmawia Błażej Kronic.

fot.: Marcin Petruszka
Błażej Kronic: Kiedy szliśmy tutaj Piotrkowską, przypomniała mi się kampania „Kocham Łódź”. Był przecież taki moment, kiedy sami łodzianie bardzo źle patrzyli na swoje miasto, ciągle je krytykowali. Dlatego chciałbym zacząć nie od turystów, ale od nas samych. My dziś kochamy Łódź? Dobrze na nią patrzymy?
Tomasz Koralewski: To od wielu lat był jeden z naszych głównych problemów. Z badań wynika, że Łódź jest znacznie lepiej postrzegana przez osoby przyjeżdżające z zewnątrz niż przez własnych mieszkańców. Nie jest to zjawisko niespotykane w skali Polski, bo podobny mechanizm występuje w większości miast. W Łodzi skala negatywnego wizerunku była jednak szczególnie duża.
Odkąd funkcjonuję w łódzkiej turystyce, traktowaliśmy to jako jeden z ważnych czynników ryzyka. Wiedzieliśmy, że musimy pracować z mieszkańcami nad długofalową zmianą sposobu postrzegania miasta. Między innymi dlatego jako organizacja turystyczna zostaliśmy operatorem Karty Łodzianina. Jest to produkt skierowany przede wszystkim do wewnątrz, do mieszkańców, a nie na zewnątrz.
Błażej Kronic: Ale to naprawdę ma znaczenie dla turysty? To, jak my sami patrzymy na swoje miasto?
Tomasz Koralewski: Ma duże znaczenie. Jeżeli chcemy mówić o turystyce w sposób świadomy i zrównoważony, musimy mówić o współistnieniu mieszkańców i gości, których zapraszamy do miasta. Turyści czują, czy przyjeżdżają do miasta będącego wydmuszką, przygotowanego wyłącznie na pokaz, czy do miasta, które ma swój oryginalny charakter i jest prawdziwe, ze wszystkimi wadami i zaletami.
Łódź jest właśnie takim miastem. Goście bardzo często podkreślają, że fascynuje ich miejsce, które nie zostało stworzone na pokaz. Wielu zapraszanych przez nas dziennikarzy mówi, że Łódź jest miastem, którego się nie spodziewali. Dotyczy to zwłaszcza gości zagranicznych.
Najczęściej nie mieli wcześniej żadnych oczekiwań, ponieważ wielu z nich nigdy wcześniej nie słyszało o Łodzi. Przyjeżdżali więc jak z czystą kartką, którą dopiero podczas pobytu mogli zapisać. Nawet po wcześniejszym zapoznaniu się z informacjami w internecie byli zaskoczeni skalą wykorzystania obiektów poprzemysłowych.
Zaskakiwało ich także to, że nie pokazujemy jedynie przygotowanego dla turystów fragmentu miasta. Pokazujemy całą tkankę Łodzi i proces przemiany, który cały czas trwa. Historię miasta opowiadamy właśnie poprzez tę przemianę. Proces rozpoczął się około 20 lat temu i prawdopodobnie potrwa jeszcze wiele dekad, ponieważ skala wcześniejszych zaniedbań była ogromna.

fot.: Archiwum OPG — OFF Piotrkowska Center - to jeden z najlepszych przykładów organicznej rewitalizacji w Łodzi. Przemiana dawnej fabryki Ramischa nie zaczęła się od wielkiego, zamkniętego projektu, lecz od artystów, twórców i przedsiębiorców, którzy stopniowo nadawali temu miejscu nowe funkcje. Dzięki temu powstała przestrzeń autentyczna, rozwijająca się razem z miastem i pokazująca przemysłową Łódź w trakcie przemiany.
Turysta chce zobaczyć miasto w trakcie przemiany
Błażej Kronic: No dobrze, ale spójrzmy na to oczami turysty. Mamy różne obszary rewitalizacji, programy, strefy, ulice. Jego przecież nie interesują administracyjne granice. Co on właściwie widzi, kiedy przyjeżdża do Łodzi?
Tomasz Koralewski: Turysty nie interesują administracyjne obszary rewitalizacji. Docenia natomiast to, że w Łodzi może zobaczyć obok siebie budynki znajdujące się na różnych etapach procesu. Idąc czasem dosłownie kilkadziesiąt metrów, widzi tkankę, która jest jeszcze przed rewitalizacją, obiekty w trakcie przemiany oraz miejsca, które już zostały odnowione i otrzymały nowe funkcje.
Pierwszym ważnym impulsem do działania w tym kierunku była inwestycja francuskiej firmy Apsys na terenie dawnych zakładów Izraela Poznańskiego. Trzeba było mieć niesamowitą wizję i odwagę aby tej skali projekt zrealizować w Łodzi, a pamiętajmy, że mówimy o końcówce zeszłego wieku. Takimi właśnie wizjonerami byli ostatni dyrektor i likwidator Poltexu Mieczysław Michalski, a ze strony inwestora Maurice Bansay – obydwaj powinni mieć w naszym mieście swój pomnik.
Ta inwestycja po pierwsze, umieściła Łódź na mapie rewitalizacji i przemian poprzemysłowych w Polsce oraz Europie. Po drugie, była jednym z pierwszych nowoczesnych produktów turystycznych, które powstały w mieście. Oczywiście wymagało to później komunikacji i wyjaśniania Polakom oraz gościom zagranicznym, czym jest to miejsce, jaka jest jego historia i co oferuje odwiedzającym - tu pomocne jest utworzone i prowadzone od samego początku działania kompleksu Muzeum Fabryki.
Tomasz Koralewski: Zgadza się. W odpowiedzi na otwarcie Manufaktury, a wcześniej również Galerii Łódzkiej, Piotrkowska musiała znaleźć na siebie nowy pomysł. Mam wrażenie, że w pewnym stopniu nadal go szuka.
Z perspektywy turystyki ulica Piotrkowska cały czas pozostaje jednak jedną z najważniejszych atrakcji wizerunkowych Łodzi. Dwa główne skojarzenia z miastem to niezmiennie Piotrkowska i Manufaktura. Czasami zamieniają się miejscami, ale wciąż są to dwa flagowe punkty.
W zasadzie każdy gość przyjeżdżający pierwszy raz do Łodzi trafia na Piotrkowską. Z jego perspektywy jest to główna ulica, wizytówka miasta i odpowiednik rynku w innych miastach. Ktoś, kto po raz pierwszy przyjeżdża do Krakowa, trafia na Stary Rynek. Ktoś, kto pierwszy raz przyjeżdża do Łodzi, trafia na Piotrkowską.
To efekt dziesięcioleci budowania wizerunku. Piotrkowska zawsze pełniła funkcję rynku i centralnego miejsca miasta. Tutaj znajdowały się najważniejsze instytucje, tutaj koncentrowało się życie, spotkania, wydarzenia i procesje. To, co było najważniejsze w Łodzi, działo się przy Piotrkowskiej.
Błażej Kronic: Pan mówi, że Piotrkowska wciąż szuka pomysłu na siebie. To znaczy, że nie działa tak dobrze, jak mogłaby? Bo my ją widzimy na co dzień i trochę się już do niej przyzwyczailiśmy.
Tomasz Koralewski: Mam taki sposób myślenia, że zawsze może być lepiej. Nawet jeżeli jako organizacja turystyczna odnosimy sukcesy, nie możemy spocząć na laurach, ponieważ rynek cały czas się zmienia, a inne miasta idą do przodu.

Ulica Piotrkowska
Pozycjonujemy Łódź jako miasto dobre dla spotkań biznesowych, destynację city breakową oraz miejsce odpowiednie dla grup zorganizowanych, seniorów i dzieci. Nasze centralne położenie jest bardzo ważnym czynnikiem, zwłaszcza w przypadku klienta krajowego.
Mimo osiągniętych wzrostów cały czas musimy pracować, aby utrzymać gości, zachęcić ich do ponownego przyjazdu, wydłużyć pobyt i pozyskać nowych odbiorców. Badania nadal pokazują, że bardzo wiele osób w Polsce nie potrafi wskazać ani jednej atrakcji turystycznej w Łodzi. Kiedy pytamy o swobodne skojarzenia z miastem, odpowiedź bardzo często brzmi: żadna.
Błażej Kronic: Naprawdę aż tak dużo osób nie potrafi wskazać niczego?
Tomasz Koralewski: To nadal kilkadziesiąt procent, choć ten wskaźnik na szczęście spada.
Błażej Kronic: Ale przynajmniej już nie „skóry”. Kiedyś Łódź kojarzyła się w Polsce właściwie tylko z tym.
Tomasz Koralewski: Taki temat już się właściwie nie pojawia. Był okres, w którym funkcjonował pewien czarny PR, ale to minęło. Nie widzimy tego w aktualnych danych.
Cały czas pojawiają się natomiast skojarzenia z ciężkim przemysłem. Samo skojarzenie z przemysłem jest dla nas wartościowe, ale często idzie za nim postrzeganie Łodzi jako miasta brudnego i zanieczyszczonego.
Nie chcemy rezygnować z wizerunku miasta poprzemysłowego. Chcemy jednak skupiać się na odnowieniu, rewitalizacji i zmianie funkcji dawnych budynków przemysłowych. Pokazujemy je jako miejsca czyste, dostępne dla mieszkańców oraz gości.
Ważne jest również to, że praktycznie wszystkie atrakcje powstające w Łodzi, zarówno prywatne, jak i publiczne, są miejscem spotkania turystów z mieszkańcami. Manufaktura, Orientarium i inne obiekty od początku projektowano dla obu tych grup.
Dla nas może się to wydawać oczywiste, ale w wielu europejskich miastach atrakcje projektowane są wyłącznie dla gości zewnętrznych, a rola mieszkańców staje się marginalna. W Łodzi od początku łączono obie funkcje. Wynikało to również z faktu, że wiele atrakcji powstawało w okresie, gdy ruch turystyczny był jeszcze niewielki. Inwestorzy musieli więc przygotowywać ofertę zarówno dla gości, jak i dla mieszkańców. Dzięki temu Łódź jest obecnie miastem stosunkowo zrównoważonym turystycznie.
Zagrożenia mogą się jednak pojawić. Jeżeli będziemy tworzyć wydzielone strefy turystyczne, a brak regulacji najmu krótkoterminowego doprowadzi do wzrostu kosztów życia i wyprowadzania się mieszkańców z centrum, możemy mieć takie same problemy jak Wrocław, Kraków, Gdańsk czy inne miasta, w których historyczne centra tracą stałych mieszkańców.

fot.: Ogrody Geyera — Ogrody Geyera to przykład rewitalizacji, która przywróciła do życia fragment dawnego imperium przemysłowego Ludwika Geyera. Zabytkowe, ceglane budynki pofabryczne otrzymały nowe funkcje gastronomiczne, usługowe i rekreacyjne, zachowując jednocześnie postindustrialny charakter miejsca.
Najmocniejsze restauracje powstają poza Piotrkowską
Błażej Kronic: Ale chciałbym jednak wrócić do Piotrkowskiej. Nie po to, żeby ją krytykować, tylko żeby zastanowić się, czego jej brakuje. Na KNews.pl opublikowaliśmy dwa dosyć gorzkie teksty o łódzkiej gastronomii. Pierwszy miał około 29 tysięcy odsłon. Maciej Nowicki mówił nam, że oferta turystyczna Łodzi jest bardzo dobra, ale gastronomicznie czegoś ciągle brakuje. Pan też to widzi?
Tomasz Koralewski: Nie skupiałbym się wyłącznie na Piotrkowskiej, lecz szerzej na całej Łodzi. Paradoksalnie najmocniejsze koncepty gastronomiczne powstają dziś poza samą ulicą Piotrkowską. Jeżeli przeanalizujemy restauracje wyróżniane przez przewodniki gastronomiczne, okaże się, że wiele z nich znajduje się przy bocznych ulicach albo poza ścisłym centrum Piotrkowskiej. Acanti działa przy bocznej ulicy, Ogień i Sól w Ogrodach Geyera. Jest to zresztą trend widoczny również w innych polskich miastach. Każdorazowo są to decyzje inwestorów, którzy podejmują duże ryzyko. Gastronomia nie jest prostym biznesem. To działalność bardzo złożona, podlegająca wielu wahaniom i ryzykom.
Tym bardziej należy doceniać inwestycje ambitniejsze, autorskie i próbujące zaproponować łodzianom oraz turystom coś nowego. Wszyscy obserwują, czy takie przedsięwzięcia się powiodą. Jeżeli osiągną sukces, pójdą za nimi kolejni inwestorzy.
Pamiętam dyskusje towarzyszące otwarciu luksusowej restauracji w Manufakturze. Była to pierwsza tego typu restauracja w bardzo dobrej, jak na tamten czas, lokalizacji. Mimo tego nie przetrwała. Dla branży był to wyraźny sygnał, że taki koncept w Łodzi jeszcze wtedy nie działał. Trudno było znaleźć lepszą lokalizację niż Manufaktura, a mimo to projekt się nie utrzymał.
Po pewnej przerwie pojawił się bardzo ambitny projekt Acanti. Należy docenić jego właścicieli i inwestorów. Widać, że za tym projektem nie stoi jedynie arkusz kalkulacyjny, ale również serce do miasta. Zainwestowali ogromne pieniądze w rewitalizację całej kamienicy i dostosowanie jej do potrzeb gości. Skala inwestycji może powodować, że zwrot będzie bardzo trudny. Jednocześnie zaproponowali ambitną gastronomię.
Trzymamy za nich kciuki. Często przyprowadzamy tam dziennikarzy i gości, pokazując to miejsce jako przykład, że w Łodzi można realizować projekty bardziej wymagające.
Błażej Kronic: Mam takie wrażenie, że wszyscy teraz patrzą, czy tym miejscom się uda. Bo jeżeli okaże się, że ludzie przyjeżdżają do Łodzi również po to, żeby dobrze zjeść, to kolejni restauratorzy zobaczą, że turysta nie chce już tylko pójść do Orientarium i Manufaktury. On potem naprawdę szuka czegoś więcej.

fot.: UMŁ — Orientarium ZOO Łódź jest jedną z najpopularniejszych atrakcji turystycznych miasta. W 2025 roku kompleks odwiedziło około 1,4 mln osób, co potwierdza, że obiekt stał się jednym z głównych magnesów przyciągających turystów do Łodzi
Tomasz Koralewski: To częściowo wynika z naszej wcześniejszej segmentacji. Do pewnego momentu koncentrowaliśmy się przede wszystkim na wolumenie. Chcieliśmy zbudować podstawową liczbę gości przyjeżdżających do Łodzi, aby później móc rozwijać na tej bazie bardziej zaawansowaną ofertę.
Kiedy Łódzka Organizacja Turystyczna zaczynała działalność, obłożenie hoteli w Łodzi było najniższe spośród dużych polskich miast. Średnie ceny były niskie, rentowność działalności hotelowej ograniczona, a pobyty bardzo krótkie.
Od początku mieliśmy wśród naszych kluczowych wskaźników zwiększenie ogólnego wolumenu ruchu turystycznego i wzrost obłożenia. Obecnie obłożenie obiektów hotelowych wynosi około 64 procent. W najmie krótkoterminowym jest nieco niższe. Łódź mocno odbudowała się po pandemii i przekroczyła już wskaźniki bardzo dobrego 2019 roku. To dobra ścieżka, ale nie oznacza, że możemy uznać zadanie za zakończone. Na tle innych miast nie są to jeszcze wskaźniki rewelacyjne. Są miasta, które osiągają wyższe wyniki, więc nadal mamy nad czym pracować.
W zależności od tego, jaki typ gościa będzie dominował, będą rozwijały się określone usługi uzupełniające, w tym również oferta gastronomiczna. Obecnie mamy trzy główne grupy odbiorców. Taki profil został przyjęty po analizie naszego produktu turystycznego około 2015 i 2016 roku.
Pierwszą grupą jest gość biznesowy. Zazwyczaj przyjeżdża w tygodniu, przede wszystkim w okresie jesienno-wiosennym. Uczestniczy w spotkaniach, konferencjach, kongresach i wydarzeniach biznesowych. Taki gość może korzystać z restauracji wyższej klasy, organizować w nich spotkania dla kontrahentów i szukać oferty bardziej rozbudowanej.
Drugą grupą jest typowy gość weekendowy, którego jeszcze kilka lat temu w Łodzi praktycznie nie było albo pojawiał się jedynie w bardzo ograniczonym okresie. Nasz sezon weekendowy rozpoczynał się kiedyś w lipcu i kończył właściwie w sierpniu. Obecnie zaczyna się już w marcu.
Gość weekendowy częściowo będzie odbiorcą bardziej ambitnych konceptów gastronomicznych, ale najczęściej reprezentuje szeroko rozumianą klasę średnią. Poszukuje hoteli trzy- lub czterogwiazdkowych albo apartamentów. Rynek apartamentów bardzo mocno rozwinął się w Łodzi w ostatnich latach. Trzecią grupą są zorganizowane grupy turystyczne przyjeżdżające za pośrednictwem biur podróży, stowarzyszeń, organizacji, szkół czy uczelni. Ich program jest najczęściej z góry zdefiniowany. Korzystają głównie z obiektów gastronomicznych, które są w stanie szybko obsłużyć całą grupę i zaoferować posiłek w umiarkowanej cenie. Jest to klient wrażliwy cenowo.

fot.: Knews.pl — prestiżowego adresu przy ulicy Piotrkowskiej. Historyczne wnętrza połączono z pięciogwiazdkowym standardem, eleganckimi apartamentami, restauracjami i reprezentacyjnymi przestrzeniami, które mają przyciągać najbardziej wymagających gości. To nie jest już tylko odrestaurowany hotel, ale luksusowa wizytówka Łodzi – miejsce dla tych, którzy oczekują historii, klasy i najwyższego poziomu obsługi.
Łódź dopiero zaczyna walczyć o klienta zamożniejszego
Do tej pory nie mieliśmy w Łodzi rozwiniętego produktu dla klienta luksusowego. Pierwszy hotel pięciogwiazdkowy otworzył się dopiero około dwóch lat temu. Drugi powstaje na obrzeżach miasta. Wcześniej funkcję hoteli najwyższej klasy spełniały obiekty czterogwiazdkowe, które musiały oferować odpowiednią gastronomię jako produkt uzupełniający. Trzeba jednak odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego gość luksusowy miałby przyjechać właśnie do Łodzi.
Samo jedzenie jest zazwyczaj tylko tłem. Oczywiście istnieje grupa osób podróżujących głównie ze względu na gastronomię, ale w przypadku większej liczby gości potrzebne są również inne powody do przyjazdu. Takiego kompletnego produktu Łódź jeszcze nie ma.
Błażej Kronic: No właśnie, co musi mieć miasto, żeby taki zamożniejszy turysta w ogóle chciał do niego przyjechać? Co ma go przyciągnąć?
Tomasz Koralewski: Najpierw trzeba zdefiniować, co rozumiemy przez gościa luksusowego. Mówię tutaj przede wszystkim o rynku polskim. Gdybyśmy chcieli mocniej pozyskiwać na przykład Skandynawów, tak jak robi to Gdańsk, restauracja uznawana w Polsce za luksusową byłaby dla nich obiektem w pełni dostępnym cenowo. Musimy więc zastanowić się, o którego gościa chcemy walczyć.
Czy o krajowego klienta z najwyższej półki, czy o zagranicznego klienta ze średniej półki, który statystycznie wydaje podczas pobytu znacznie więcej niż gość krajowy. To zjawisko jest dobrze zbadane i powszechnie znane w branży. Właśnie tutaj szukałbym dalszej ścieżki rozwoju. Mamy w Łodzi projekty skierowane do bardziej zasobnego odbiorcy, przykładowo dinner show w Manuarte, nocowanie w tunelu w Orientarium, rozbudowane oferty Grand Hotelu, Andelsa, Puro czy Hiltona
To bardzo spersonalizowane doświadczenia, dające przeżycie, którego nie można znaleźć gdzie indziej. Oczywiście nie kosztuje ono kilkunastu czy kilkudziesięciu złotych, lecz odpowiednio więcej. Popyt na takie produkty dopiero zaczyna się w Łodzi pojawiać. Dopiero zaczynamy adresować ofertę do tego klienta i jesteśmy na początku drogi.
Błażej Kronic: Myślę też o kulturze wysokiej. Byłem kiedyś w Bolonii i zobaczyłem ogromne plakaty zapraszające na spektakl operowy. I pomyślałem wtedy, że my chyba wciąż nie doceniamy tego, jak bardzo opera, balet czy naprawdę dobry teatr mogą przyciągać turystów. Koncerty popularne są oczywiście potrzebne, ale one ściągają trochę innego klienta.
Tomasz Koralewski: Zgadzam się. Wydarzenia muzyczne i festiwale przyciągają fanów i są ważnym elementem oferty miasta.
Jeżeli jednak mówimy o kulturze wysokiej, instytucje oferujące taki produkt najczęściej kierują go przede wszystkim do odbiorcy lokalnego. Poszukują widza w Łodzi i regionie.
Nie myślą wystarczająco często o turyście zewnętrznym albo, nawet jeżeli o nim myślą, nie komunikują swojej oferty w sposób odpowiednio szeroki. Nie mamy obecnie rozbudowanych kampanii nastawionych na przyciąganie do Łodzi turystów poprzez kulturę wysoką.
Oczywiście na wydarzenia organizowane przez Centralne Muzeum Włókiennictwa, EC1 czy inne instytucje kulturalne przyjeżdżają ludzie z całego kraju, ale jest to stosunkowo wąska grupa. Najczęściej przyjeżdżają na otwarcie wystawy lub wernisaż. Później ekspozycję ogląda przede wszystkim standardowy gość muzealny, który odwiedza muzeum i przy okazji korzysta z wystawy czasowej.
Pewną jaskółką są duże projekty teatralne. Analizowaliśmy je nie tylko pod kątem repertuaru, ale również odbiorców.
Sprzedaż biletów w systemie ogólnopolskim oraz dane z informacji turystycznej pokazywały, że ludzie przyjeżdżali do Łodzi specjalnie na określone spektakle. To był główny cel ich podróży.
Dotyczyło to między innymi dużych produkcji Teatru Muzycznego, takich jak „Mamma Mia!” czy „Dracula”. Były to spektakle przygotowane z dużym rozmachem, które rzeczywiście ściągały widzów z całej Polski.
Błażej Kronic: Bo ile można jeździć do Warszawy? Jeżeli Łódź pokaże kulturę na naprawdę wysokim poziomie, ludzie mogą przecież przyjeżdżać właśnie tutaj.
Tomasz Koralewski: To obszar, który możemy zacząć mocniej opakowywać i komunikować w skali ogólnopolskiej, przynajmniej w odniesieniu do gościa krajowego. Chcemy stopniowo przechodzić od działań nastawionych na pozyskanie odbiorcy masowego i budowanie podstawowego wolumenu do profilowania bardziej konkretnego klienta.
Chodzi o gościa, który wyda więcej, skorzysta z oferty miasta w sposób bardziej kompleksowy i pozostanie w Łodzi dłużej. Będzie to również klient bardziej wymagający. Za tym będą musiały iść kolejne inwestycje oraz dostosowywanie miasta do jego oczekiwań.
fot.: Port Lotniczy Łódź - Port Lotniczy Łódź im. Władysława Reymonta należy do mniejszych portów regionalnych w Polsce. W 2025 roku obsłużył niespełna 489 tys. pasażerów, realizując połączenia regularne i czarterowe. Ograniczona siatka połączeń pozostaje jedną z głównych barier rozwoju turystyki zagranicznej i biznesowej w Łodzi.
Lotnisko jest najważniejszą barierą rozwoju
Błażej Kronic: Słuchając pana, myślę o Kolei Dużych Prędkości i tej linii „Y”. Warszawa, Łódź, Poznań — może z punktu widzenia turysty zacznie się tworzyć jeden większy obszar? Pół godziny do Warszawy, szybki dojazd do Poznania.
Tomasz Koralewski: Z naszej perspektywy nie chodzi nawet przede wszystkim o bliskość tych trzech miast. Najważniejszy jest dostęp do międzynarodowego lotniska.
To będzie prawdziwy przełom dla regionu, również z punktu widzenia turystyki. Już teraz, kiedy staramy się pozyskiwać różnego rodzaju wydarzenia międzynarodowe, bardzo często rozmowa kończy się na etapie dostępności komunikacyjnej.
Pokazujemy organizatorom wydarzeń istniejącą siatkę połączeń z łódzkiego lotniska, ale jest ona oparta przede wszystkim na przewoźnikach niskokosztowych. W tej sytuacji nie jesteśmy w stanie skutecznie konkurować nawet z polskimi miastami, które mają rozwiniętą siatkę połączeń tradycyjnych.
Warszawa znajduje się w tym przypadku w bardzo niekorzystnej odległości. Z całą sympatią dla Warszawy — tamtejsze lotnisko jest trochę za daleko, żeby mogło być traktowane jako nasze lotnisko, a jednocześnie trochę za blisko, żeby nie stanowiło realnej konkurencji dla portu w Łodzi.
To pewien paradoks. Dla organizatorów wydarzeń psychologiczną barierą jest około godziny dojazdu. Na Lotnisko Chopina nie jesteśmy w stanie legalnie i oficjalnie dojechać z Łodzi w ciągu godziny, chyba że nocą i z określonej części miasta. Nie możemy więc powiedzieć organizatorom, że mamy duże międzynarodowe lotnisko w zasięgu jednej godziny.
Błażej Kronic: A te 15 minut dojazdu do nowego lotniska byłoby właściwie wynikiem lepszym niż standard światowy. Z Bergen do lotniska jedzie się około 40 minut i nikt nie uważa, że to przeszkadza miastu rozwijać turystykę biznesową.
Tomasz Koralewski: To rzeczywiście byłby bardzo dobry wynik. Dlatego dostęp do nowego lotniska będzie przełomem, zwłaszcza jeżeli zostanie zorganizowany zarówno drogowo, jak i kolejowo, poprzez szybkie połączenie.
Skorzystają na tym wszystkie trzy główne grupy, do których kierujemy ofertę: goście biznesowi, turyści city breakowi oraz grupy zorganizowane. Przede wszystkim otworzy nas to wreszcie na gościa zagranicznego. Główną barierą dostępności Łodzi jest obecnie niewielka siatka połączeń lotniczych.
Międzynarodowe lotnisko otworzy nas również na grupy zagraniczne. Z ich punktu widzenia będzie to ogromna zmiana.
Obecnie Łódź jest często miastem znajdującym się „na trasie”. Goście przylatują do Warszawy, Poznania albo Krakowa, zwiedzają Polskę i po drodze wpadają do Łodzi.
Z reguły spędzają tutaj jedynie kilka godzin. Oglądają ulicę Piotrkowską i Manufakturę, a następnie jadą dalej. Niewielu z nich zostaje na noc.
Dobrym przykładem są goście z Czech. Walczymy o nich i chcielibyśmy, aby zostawali w Łodzi dłużej. Pokazujemy im atrakcje i jesteśmy aktywni na rynku czeskim. Mimo tego wielu Czechów traktuje Łódź przede wszystkim jako miejsce tranzytowe w drodze nad Bałtyk.
Błażej Kronic: Ale czego właściwie brakuje, żeby Czech nie przyjechał tylko na kilka godzin, ale został na noc albo na cały weekend? Poza lotniskiem oczywiście.
Tomasz Koralewski: W przypadku gości czeskich musimy jeszcze mocniej komunikować naszą ofertę. Musimy pokazywać, że Łódź nie jest miastem na kilka godzin, ale miejscem, w którym warto zatrzymać się na dłużej.
Tymczasem geograficznie mamy bardzo dobre położenie. Z Ostrawy, dużego czeskiego miasta, można dotrzeć do Łodzi samochodem w około dwie i pół godziny.
To bez wątpienia nasz naturalny obszar dla turystyki city breakowej. Chcemy pozyskiwać tego klienta i mamy nadzieję, że jego liczba będzie rosła. Obecnie do Łodzi przyjeżdża kilkanaście tysięcy Czechów, ale bardzo niewielu z nich nocuje.
Dane: Łódzka Organizacja Turystyczna.
Ponad pięć milionów gości w ciągu roku
Błażej Kronic: Panie dyrektorze, ale zatrzymajmy się na chwilę przy liczbach. O jakiej skali turystyki w Łodzi właściwie mówimy? Bo sami łodzianie chyba ciągle nie zdają sobie z tego sprawy.
Tomasz Koralewski: Bardzo mocno pracujemy obecnie na danych. Korzystamy z ogólnodostępnych i odpłatnych paneli badających obłożenie obiektów noclegowych w układzie dziennym. Mamy dane dotyczące całego miasta, hoteli oraz obiektów najmu krótkoterminowego.
Analizujemy również zagregowane dane komórkowe i informacje związane z korzystaniem z aplikacji mobilnych (big data). Nie są to dane idealnie dokładne, ale dają bezpośrednie wyniki liczbowe i pozwalają obserwować kierunki zmian.
W pierwszym półroczu 2026 roku odnotowaliśmy wzrosty w porównaniu z analogicznym okresem 2025 roku. Część zmiany wynika z innego sposobu analizowania gości z Ukrainy.
Wcześniej byli oni w dużym stopniu pomijani, ponieważ istniało zbyt duże ryzyko mieszania w danych turystów z osobami mieszkającymi już w Polsce. Obecnie dzielimy ich na kilka kategorii.
Osoba mająca główny ośrodek życiowy w Polsce, ale przyjeżdżająca do Łodzi z innego miasta, jest traktowana jako gość krajowy. Osoby, których główny ośrodek życiowy nadal znajduje się w Ukrainie, są traktowane jako turyści zagraniczni przyjeżdżający z Ukrainy. Pomijamy natomiast osoby stale mieszkające w Łodzi, które są traktowane jako rezydenci miasta.
Błażej Kronic: Rozumiem, ale bardziej interesuje mnie ta duża liczba. Przez lata właściwie nie patrzyliśmy na Łódź jak na miasto turystyczne. A dziś ilu ludzi realnie do nas przyjeżdża?
Tomasz Koralewski: W 2025 roku mieliśmy łącznie około 5,1 miliona gości. Z tego 1,2 miliona stanowiły osoby nocujące, czyli turyści w rozumieniu definicji statystycznej. Pozostali byli odwiedzającymi jednodniowymi.
W 2019 roku po raz pierwszy przekroczyliśmy milion turystów nocujących. Później pandemia bardzo mocno uderzyła w całą branżę. Obecnie znajdujemy się już wyraźnie powyżej poziomu z 2019 roku.
Około 75 procent stanowią goście krajowi, a pozostałą część turyści zagraniczni. Najważniejsze rynki zagraniczne to Niemcy, Wielka Brytania i Włochy.
Warto podkreślić znaczenie gościa niemieckiego, o którego walczą wszystkie polskie miasta. Jest to bardzo duży rynek. W przypadku Niemców nie musimy mieć lotniska, aby przyjechali do Łodzi.
Miasto znajduje się w zasięgu podróży samochodowej, a dodatkowo leży na ważnych trasach. Na rynku niemieckim bardzo mocno komunikujemy naszą ofertę.
Wśród odwiedzających jednodniowych udział gości krajowych jest oczywiście jeszcze wyższy, ponieważ wiele osób przyjeżdża do Łodzi tylko na kilka godzin. Cieszy mnie jednak to, że w 2025 roku dynamika wzrostu liczby osób nocujących była wyższa niż dynamika liczby odwiedzających jednodniowych.
Błażej Kronic: A ten gość krajowy to naprawdę turysta? Czy to nie jest po prostu ktoś z pobliskiej miejscowości, kto przyjeżdża do Łodzi do centrum handlowego?
Tomasz Koralewski: Przede wszystkim jest to gość z województwa mazowieckiego. Aż 36 procent gości krajowych pochodzi z Mazowsza.
Województwo łódzkie również jest obecne w tych danych. Około 11 procent nocujących gości krajowych pochodzi z naszego regionu.
Ciekawym zjawiskiem w 2025 roku był również wzrost liczby gości z województwa zachodniopomorskiego. Od wielu lat jesteśmy obecni na wydarzeniach promocyjnych w Szczecinie. To jedno z miejsc, w których prowadzimy działania wizerunkowe.
Na rynku krajowym od kilku lat koncentrujemy się głównie na internecie. Komunikujemy najważniejsze atrakcje i produkty, aby umieścić je w świadomości Polaków i stworzyć z nich magnes przyciągający do miasta.
W samej informacji turystycznej przy ulicy Piotrkowskiej 28 mieliśmy w ubiegłym roku ponad 170 tysięcy gości, gdy zaczynaliśmy funkcjonowanie pod tym adresem odwiedzających mieliśmy kilkukrotnie mniej. Część z nich stanowili oczywiście mieszkańcy, ponieważ w tym przypadku nie dysponujemy aż tak szczegółową analityką, ale pokazuje to skalę zainteresowania.
Błażej Kronic: A czego ten człowiek dziś właściwie szuka w Łodzi? Co chce zobaczyć, kiedy już przyjedzie?

"Fuzja" przy Tymienieckiego
Tomasz Koralewski: W pierwszych kwartałach 2026 roku widzimy duże wzrosty rok do roku, choć udział poszczególnych grup pozostaje zbliżony. Mocniej pojawili się Francuzi. Wśród gości krajowych miejsce województwa zachodniopomorskiego częściowo zajęło dolnośląskie.
Nie chcę jednak wyciągać zbyt daleko idących wniosków na podstawie pojedynczego kwartału, ponieważ w badaniach big data występuje pewien margines błędu. Wolę przeprowadzić pełną analizę po zakończeniu roku.
Widzimy natomiast, że popyt się zwiększył, nawet jeżeli obłożenie w określonym okresie nie zawsze rosło w tym samym tempie. Na rynku pojawiły się nowe obiekty. Część z nich działała już wcześniej, ale dopiero zaczęła raportować dane do dostawców systemów analitycznych.
Bardzo mocno rośnie także liczba obiektów najmu krótkoterminowego. Nawet jeżeli nie otwierają się duże hotele, o których byłoby głośno, powstaje wiele apartamentów. Czasami pod jednym adresem wchodzi na rynek jednocześnie 30 lokali.
Po zakończeniu inwestycji w Nowym Centrum Łodzi prawdopodobnie pojawi się tam jeszcze więcej takiej oferty. Dzięki danym oraz współpracy z hotelarzami, restauratorami, zarządcami atrakcji turystycznych i innymi partnerami wiemy już, w którym miejscu znajduje się łódzka turystyka.
Teraz czeka nas praca nad tym, jak utrzymać istniejącą bazę i pozyskać dodatkowego gościa. Musimy cały czas walczyć o obecnych turystów. Jednocześnie musimy szukać klienta, który przyjedzie na dłużej, będzie bardziej świadomy i skorzysta z większej części oferty miasta.
To praca na kolejne lata i wymaga konsekwencji. Dlatego inwestycje takie jak Kolej Dużych Prędkości czy dostęp do lotniska są z naszej perspektywy bardzo istotne.
W segmencie biznesowym w 2026 roku po raz pierwszy zrealizowaliśmy duże wydarzenie dla branży turystyki biznesowej — Effect MICE Festival. Docelowo chcemy, aby wydarzenie miało charakter europejski, przynajmniej w skali Europy Środkowo-Wschodniej, i pomagało przyciągać do Łodzi gościa biznesowego.
Projekt może funkcjonować przez kilka lat jeszcze bez nowego lotniska, ponieważ takich przedsięwzięć nie buduje się z dnia na dzień. Jeżeli zachowana zostanie konsekwencja w postrzeganiu rozwoju turystyki, chcemy kontynuować te kierunki.
Wprowadziliśmy również Łódź Meeting Fund – Łódzki Fundusz Spotkań, czyli narzędzie finansowego wspierania organizatorów wydarzeń biznesowych, których chcemy pozyskać dla miasta. Gość biznesowy jest szczególnie wartościowy, ponieważ często wydaje środki firmowe, a nie prywatne.
Decyzje dotyczące korzystania z usług, restauracji czy hoteli są w jego przypadku podejmowane inaczej niż przez turystę indywidualnego. W tym obszarze Łódź ma już bardzo dobrą ofertę i chcemy ją dalej rozwijać.

Organizacja skupia ponad 150 firm i instytucji
Błażej Kronic: Jak pan o tym wszystkim opowiada, to widać, że ta organizacja turystyczna nie jest już tylko punktem, w którym ktoś rozdaje mapy. Co właściwie będzie waszym najważniejszym zadaniem przez najbliższe lata?
Tomasz Koralewski: Pracy nie brakuje, ale jej charakter dynamicznie się zmienia. Dawniej organizację turystyczną postrzegano głównie przez pryzmat punktu informacji, do którego turysta wchodził tylko po ulotkę.
Dzisiaj Łódzka Organizacja Turystyczna zrzesza ponad 150 firm i instytucji z branży. Jesteśmy jedną z największych tego typu organizacji w Polsce, również pod względem skali realizowanych projektów. To pozwala nam działać szerzej i nie opierać się wyłącznie na środkach publicznych. Choć składki, które otrzymujemy, są znaczące, inwestujemy je tak, aby przynosiły realny zwrot z korzyścią dla miasta.
Jednym z naszych kluczowych wyzwań będzie świadoma dyskusja o rozwoju turystyki w zgodzie z mieszkańcami. Mam nadzieję, że miasto aktywnie się w nią włączy. Dostrzegamy już realny opór części łodzian wobec inwestycji o charakterze turystycznym – przykładem mogą być projekty planowane przez miasto lub miejskie spółki w Ogrodzie Botanicznym czy na Arturówku. Działania te spotykają się ze sprzeciwem środowisk przekonanych, że Łódź nie potrzebuje masowej turystyki. Trzeba jednak pamiętać, że ten sektor generuje konkretne miejsca pracy.
Musimy zacząć rozmawiać o tym otwarcie i dojrzałe: pokazywać zarówno korzyści, jak i potencjalne zagrożenia oraz wspólnie decydować o kierunku rozwoju. Turystyka jest jedną z kluczowych branż napędzających miasta, ale też wyjątkowo podatną na kryzysy zewnętrzne. Pandemia pokazała, że z dnia na dzień cały sektor może zostać zamrożony. Z kolei wojna w Ukrainie zmieniła postrzeganie Polski na rynku międzynarodowym – dla części zagranicznych gości staliśmy się krajem przyfrontowym, co przełożyło się na odwołane rezerwacje, również w Łodzi.
Rozwój turystyki wiąże się więc zarówno z szansami, jak i z ryzykiem, co wymaga strategicznych decyzji dotyczących wizji miasta. To nie są decyzje, które podejmuję jednoosobowo. My – jako organizacja – jesteśmy naturalnie zainteresowani rozwojem branży, jednak to obecny i przyszłe zarządy miasta muszą rozstrzygnąć, czy chcą budować markę Łodzi także w oparciu o ten filar.
Trzeba pamiętać, że inwestorzy, nowi mieszkańcy czy studenci oceniają miasto przez pryzmat jego ogólnej atrakcyjności i jakości życia. Oferta turystyczna jest jednym z kluczowych elementów tego wizerunku. Jeśli chcemy przyciągać kapitał, młodych ludzi i nowe talenty, musimy być miastem atrakcyjnym również dla turystów.
Błażej Kronic: Dziękuję za wywiad.


Weź udział w dyskusji!
Masz opinię, dodatkowy kontekst albo chcesz podzielić się własnym doświadczeniem? Zostaw komentarz pod artykułem.