Początek w nowej Polsce
GUSTPOL powstał w momencie, w którym polska gospodarka dopiero uczyła się chodzić. Początek lat 90. był czasem ogromnej niepewności, ale też niespotykanej wcześniej swobody działania. Państwowe struktury traciły znaczenie, a prywatna inicjatywa po raz pierwszy od dekad mogła rozwijać się bez ograniczeń. Właśnie w tej przestrzeni, pomiędzy chaosem a szansą, pojawił się GUSTPOL.
Wiesława Gusta, właścicielka i współzałożycielka - firmy wspomina, że decyzja o założeniu firmy nie była efektem długich analiz czy planów.
– „W dziewięćdziesiątym zaczynałam z GUSTPOLEM. To była moja pierwsza firma” — mówi. Wcześniej pracowała jako krawcowa, co w Łodzi tamtych czasów było naturalnym wyborem. Miasto żyło włókiennictwem, a umiejętność szycia była czymś powszechnym. Jednak ona podkreśla, że potrafiła to naprawdę: – „Ja naprawdę umiałam szyć i kroić, a wszyscy moi znajomi to tylko udawali, że potrafią”.
Transformacja gospodarcza otworzyła przed nią zupełnie nowe możliwości. Po raz pierwszy można było zarejestrować działalność gospodarczą bez konieczności „załatwiania” czegokolwiek. Wystarczyło pójść do Wydziału Handlu na Zachodniej, złożyć dokumenty i zacząć działać. – „Pamiętam, jak pierwszy raz szłam do urzędu. To było coś zupełnie nowego. Pierwszy raz otwierałam firmę, taką prawdziwą” — opowiada.
To był moment, w którym wiele osób dopiero uczyło się, czym jest przedsiębiorczość. Rynek zmieniał się z dnia na dzień, pojawiały się firmy polonijne, nowe towary, nowe kanały sprzedaży. W tym wszystkim trzeba było umieć reagować szybko, podejmować decyzje bez pełnej wiedzy, działać intuicyjnie. Wiesława Gusta mówi o tym wprost: – „Ja wiedziałam, że muszę spróbować. Że to jest ten moment”.

fot.: archiwum Gustpol — W latach 90- byliśmy pierwszymi, którzy wprowadzili nowoczesne rozwiązania w Łodzi.
Pierwsze lata i import
GUSTPOL wyrósł właśnie z tej intuicji. Nie z biznesplanu, nie z kalkulacji, ale z przekonania, że zmiana jest szansą, a nie zagrożeniem. – „Jak coś się zmienia, to ja się zmieniam. I tak powstał GUSTPOL” — podsumowuje.
Import stał się podstawą działalności. W Polsce brakowało podstawowych produktów, więc każdy towar sprowadzony z zagranicy natychmiast znajdował nabywców.
– Tego już po latach się nie pamięta ale tu nie było w Polsce kompletnie nic. Jedynym piórem i długopisem, jakie były, było Hero. I koniec” — wspomina Gusta. Z Dubaju, gdzie jeździliśmy z mężem non stop, przywożono wszystko: od tkanin, przez pióra kulkowe, po wykałaczki i kolorowe szczotki do kurzu. Rynek chłonął wszystko. To my do Polski sprowadziliśmy wykałaczki jako pierwsi – śmieje się.

fot.: archiwum Gustpol
Brukowa – centrum handlu
Brukowa stała się centrum działalności. Hurtownia działała intensywnie, codziennie wjeżdżały kontenery, a klienci przyjeżdżali z całego regionu. – „Brukowa to była po prostu ziemia obiecana. Takie robiliśmy obroty, codziennie wchodziły kontenery” — mówi. Jednak rynek zaczął się zmieniać. Bo inni wyczuli koniunkturę. Sam import przestawał wystarczać. Klienci oczekiwali czegoś więcej niż magazynu z towarem.

fot.: Gustpol — Przedstawiciele handlowi (akwizytorzy), lata 90-te. ( czwarty od lewej, Krzysztof Gusta). Ulica Brukowa.
Nowy format sklepu
To wtedy zapadła decyzja o stworzeniu nowoczesnego sklepu samoobsługowego — formatu, którego w Łodzi jeszcze nie było. Wiesława i Krzysztof Gusta pojechali do Warszawy, do Praktikera, żeby zobaczyć, jak wygląda handel na Zachodzie. – „Podpatrywaliśmy dosłownie wszytsko. Chodziliśmy między regałami i patrzyliśmy, kto je produkuje, bo nie wiedzieliśmy w ogóle, gdzie to kupić. Zobaczyłam nazwę, wysłaliśmy faks i pojechaliśmy wybierać, ile nóg, ile półek, ile elementów” — opowiada.
To, co dziś robią zespoły projektowe, wtedy robili we dwoje.
– „Cała ta hala była zrobiona przez nas oboje. Poważnie, we dwójkę”. Nowy format sklepu był czymś więcej niż hurtownią. To była przestrzeń zaprojektowana tak, aby klient mógł sam zobaczyć, porównać i wybrać. Wprowadzono samoobsługę, karty klienta, system rejestracji odbiorców i szeroki asortyment. – „To był szok w Łodzi. Myśmy byli pierwsi, którzy zrobili sklep samoobsługowy tej rangi. To była tak naprawdę hurtownia, ale działała inaczej. Wprowadziliśmy karty” — podkreśla.

fot.: archiwum Gustpol
Decyzja, która zmieniła wszystko
Jednym z najważniejszych momentów w historii firmy był zakup nieruchomości po państwowym Arpisie. Konkurenci chcieli kupować pojedyncze części obiektu. Wiesława Gusta zdecydowała się na całość. – „Co zarobiliśmy, to wszystko w mury. Nic z kredytów. I tak to się stało” — mówi.
Od tego momentu firma nie była już tylko miejscem handlu. Stała się właścicielem całego obiektu — realnego majątku, który dawał stabilność i możliwość dalszego rozwoju. To była decyzja odważna, kosztowna i ryzykowna, ale kluczowa dla przyszłości GUSTPOLU.

fot.: archiwum Gustpol — Na eventach zbudowaliśmy rozpoznawalność marki. Jajko wielkanocne tak przypadło do gustu klientom, że stało aż do Bożego Narodzenia.
Wydarzenia, które budowały markę
W tamtym czasie firma organizowała wydarzenia, które budowały jej rozpoznawalność. Współpraca z Radiem Manhattan, wielkie akcje świąteczne, ogromna choinka, która zainteresowała Teleexpress, czy wielkanocne jajko, które stało tak długo, że doczekało Bożego Narodzenia i zostało przebrane za Mikołaja — to wszystko tworzyło klimat, który ludzie pamiętają do dziś.

fot.: archiwum Gustpol — Kamasutra obok Super Glue. Była jedną z marek tworzących wizerunek naszego sklepu. Parada Wolności, Łódź
Esmeralda w GUSTPOLU
Najbardziej spektakularnym wydarzeniem była jednak wizyta Leticii Calderón, odtwórczyni roli Esmeraldy w jednej z najpopularniejszych telenowel końcówki lat 90. Serial oglądała cała Polska, a jej pojawienie się w GUSTPOLU wywołało reakcję, której nikt nie przewidział.
– „Ludzie nie wierzyli, że to naprawdę ona. Kolejka stała aż na zewnątrz, wszyscy chcieli ją zobaczyć” — wspomina Gusta – na wcześniejsze spotkanie, przed przyjazdem do Łodzi, przyszły takie tłumy, że policja nie mogła jej wyprowadzić. Spóźnili się kilka godzin. A my na szybko zorganizowaliśmy koncert, żeby jakoś ludzi zająć.
To nie była zaplanowana kampania ani wielka akcja promocyjna. Raczej spontaniczne wydarzenie, które natychmiast przyciągnęło tłum. W tamtych czasach obecność gwiazdy telenoweli miała zupełnie inny ciężar niż dziś — była czymś wyjątkowym, rzadkim, niecodziennym.

fot.: archiwum Gustpol — Ówczesna gwiazda RMF, Brian Scott W oczekiwaniu na Esmeraldę.
Celebryci, hity sprzedażowe i popkultura
Wizerunek GUSTPOLU budowały nie tylko wizyty gwiazd, ale też produkty, które w tamtym czasie stawały się hitami sprzedażowymi. – „Super Glue, prezerwatywy Kamasutra… to były rzeczy, które ludzie kupowali masowo. To były produkty, które same robiły reklamę” — wspomina Gusta.
Do tego dochodziły współprace z celebrytami, które dziś brzmią jak fragment historii polskiej popkultury. W GUSTPOLU pojawiali się ludzie, których znała cała Polska: Mariusz Pudzianowski, Radosław Majdan, Dorota Rabczewska. – „To były czasy, kiedy takie nazwiska naprawdę przyciągały tłumy” — mówi.
I to nie były kampanie przygotowywane przez agencje. To były akcje, które wymyślali sami, z rozmów, z pomysłów, które pojawiały się w biegu i od razu były wdrażane.
A kiedy pojawiła się potrzeba, żeby to wszystko poukładać i zrobić na większą skalę, pojawił się ktoś, kto potrafił to zrobić.
To był Tomek Banel — człowiek polecony przez Andrzeja Walczaka z Atlasa. Przyszedł, zobaczył, jak działa firma, i został na dłużej.
– „Dał mi telefon do Tomka Banela i Tomek Banel do nas przyszedł. I on mi tutaj rozkręcił całą tę nieruchomość” — wspomina Wiesława Gusta.
To on pomagał organizować wydarzenia, ściągać gwiazdy, robić akcje, o których mówiło się w mieście. Nie jako „spec od marketingu”, tylko jako człowiek, który potrafił zadzwonić, załatwić, zorganizować i dopiąć.

fot.: archiwum Guspol
Zmiana pokoleń
GUSTPOL musiał się zmieniać, bo zmieniał się rynek, miasto, klienci — i zmieniali się jego właściciele. Firma, która zaczynała jako rodzinny biznes prowadzony przez dwoje ludzi, z czasem stała się organizmem, który wymagał nowych kompetencji, innego spojrzenia i innego tempa działania.
– „Każdy etap wymagał czegoś innego. Myśmy robili swoje, ale przyszedł moment, w którym trzeba było oddać pałeczkę dalej” — mówi Gusta.
Wejście kolejnego pokolenia nie było rewolucją, tylko naturalnym procesem. Synowie dorastali razem z firmą, widzieli jej codzienność, jej tempo, jej problemy i jej sukcesy. Z czasem zaczęli przejmować odpowiedzialność za kolejne obszary — najpierw operacyjne, potem strategiczne.

fot.: archiwum Gustpol
GUSTPOL dziś
Rynek handlowy w Polsce zmienił się radykalnie. Pojawiły się duże sieci, centra handlowe, e‑commerce, nowe modele dystrybucji. To, co w latach 90. było przewagą — import, dostęp do towaru, samoobsługowy format — przestało wystarczać.
GUSTPOL musiał się dostosować. I zrobił to, co robił od początku: zmienił się razem z rynkiem.
Dziś to firma, która działa inaczej niż trzy dekady temu, ale opiera się na tych samych fundamentach: pracy, konsekwencji i umiejętności reagowania na zmiany. To już nie jest biznes dwojga ludzi, którzy sami projektują regały i sami rozładowują kontenery. To jest przedsiębiorstwo prowadzone przez kolejne pokolenie, które wniosło do niego nowe kompetencje i nowe spojrzenie.
– „Każdy zrobił swoje. Myśmy zbudowali fundamenty, oni budują dalej. I tak to powinno wyglądać” — podsumowuje Gusta.
GUSTPOL przeszedł przez kilka epok polskiego handlu — od transformacji, przez boom importowy, po erę cyfrową — i w każdej potrafił znaleźć dla siebie miejsce. Firma nie jest wspomnieniem lat 90. To firma, która od początku żyje zmianą — i dlatego działa do dziś.od początku żyje zmianą — i dlatego działa do dziś.
Weź udział w dyskusji!
Masz opinię, dodatkowy kontekst albo chcesz podzielić się własnym doświadczeniem? Zostaw komentarz pod artykułem.