Łódź nie otrzymała ponad 251 mln zł z Krajowego Planu Odbudowy na zakup nowych tramwajów. W praktyce oznacza to utratę szansy na pozyskanie finansowania w konkursie, a nie utratę środków, które były wcześniej zagwarantowane. Decyzja zapadła na poziomie oceny wniosków, ale jej przyczyny są bardziej złożone niż proste „brak punktów”. W tle są terminy, konstrukcja programu i sposób przygotowania inwestycji.
Terminy ważniejsze niż projekt
Kluczowy problem był czysto techniczny. Program KPO wymagał rozliczenia inwestycji do 31 sierpnia 2026 roku. Tymczasem dostawy nowych tramwajów dla Łodzi planowane były dopiero na 2027 rok.
To oznaczało jedno: projekt, niezależnie od jakości, nie mieścił się w wymaganym harmonogramie. W praktyce został więc wykluczony na etapie formalnym.
Ostrożność, która kosztowała
Miasto nie podpisało wcześniej umowy z producentem tramwajów. Powód był racjonalny – brak gwarancji finansowania z KPO. Samorząd nie chciał ryzykować wielomilionowego zobowiązania bez pewności, że środki zostaną przyznane.
System oceny działał jednak inaczej. Wyżej punktowane były projekty już zakontraktowane, z gotowym zapleczem realizacyjnym. W efekcie Łódź straciła punkty, choć działała ostrożnie finansowo.
Spór o „100 procent niskiej podłogi”
Drugim istotnym elementem była specyfikacja techniczna. Konkurs premiował tramwaje w pełni niskopodłogowe. Projekt łódzki zakładał pojazdy z około 78-procentowym udziałem niskiej podłogi.
Z punktu widzenia pasażera różnica nie musi być kluczowa – dostępność zapewnia już sama możliwość wygodnego wejścia. W systemie oceny była jednak traktowana jako parametr zero-jedynkowy.
To jeden z głównych punktów krytyki podnoszonych przez zarząd MPK. Wskazywano, że kryteria bardziej odpowiadały modelowi oceny formalnej niż rzeczywistym potrzebom komunikacyjnym.
Inne miasta dostały środki. Dlaczego im się udało
Środki z KPO trafiły do innych samorządów, co pokazuje, że środki były dostępne, a o przyznaniu decydowały kryteria konkursowe i stopień zaawansowania projektów.
Szczecin pozyskał ok. 81,6 mln zł na zakup ośmiu tramwajów. Co istotne, miasto początkowo przegrało konkurs – zabrakło jednego punktu. Dopiero po odwołaniu i zmianach w podziale środków zostało włączone do programu.
Toruń otrzymał ok. 40 mln zł na cztery tramwaje. W tym przypadku projekt był już na zaawansowanym etapie realizacji – podpisano umowę, a procedura zakupowa była w toku. Środki z KPO w praktyce zrefinansowały inwestycję.
W obu przypadkach kluczowa była gotowość projektów i dopasowanie do wymogów programu – przede wszystkim harmonogramu.
Kilka punktów, które zdecydowały
Łódź uzyskała około 22 punktów w ocenie projektu. Próg kwalifikacyjny wynosił około 24–25 punktów. Różnica była więc niewielka, ale wystarczająca, by inwestycja wypadła z listy finansowania.
Jednocześnie inne miasta – m.in. Szczecin czy Toruń – uzyskały środki, co pokazuje, że pula finansowa była dostępna. O wyniku zdecydowała kombinacja harmonogramu, gotowości inwestycyjnej i spełnienia szczegółowych kryteriów.
Nie brak inwestycji, tylko droższe finansowanie
Zakup tramwajów nie został anulowany. Miasto zapowiada jego realizację, ale bez wsparcia z KPO. Oznacza to konieczność finansowania inwestycji z kredytu lub innych źródeł.
W praktyce projekt pozostaje ten sam, zmienia się jedynie jego koszt dla samorządu.
Konkurs, nie gwarancja
Warto to uporządkować: środki z KPO nie były przydzielane automatycznie. Był to konkurs, w którym projekty były oceniane według określonych kryteriów i punktacji.
Łódź nie straciła więc pieniędzy w sensie dosłownym, bo nie były one wcześniej przyznane. Straciła możliwość ich pozyskania – przegrała procedurę konkursową.
To istotna różnica, bo przesuwa ciężar interpretacji z „odebranych środków” na „niespełnione warunki programu”.
Co dalej z inwestycją
Zakup tramwajów nie został anulowany. Miasto zapowiada jego realizację bez wsparcia z KPO, co oznacza konieczność finansowania inwestycji z innych źródeł, m.in. kredytu.
Zakres projektu pozostaje bez zmian – zmienia się źródło finansowania i harmonogram jego realizacji.
Komentarze