W Łodzi odbyło się spotkanie Polskich firm IT stowarzyszonych w Software Development Association Poland (SODA). Ponad pół tysiąca osób rozmawiało w EC 1 rozmawiało o przyszłości branży — rekord w historii stowarzyszenia. Rozmawiano o cyberbezpieczeństwie, sztucznej inteligencji, globalizacji usług i o tym, jak polskie firmy mogą utrzymać przewagę konkurencyjną w świecie, w którym technologie zmieniają się z tygodnia na tydzień.

fot.: materiały prasowesem Software Development Association Poland (SODA)
Błażej Kronic, knews.pl: Zacznijmy od podstaw. Czym jest SODA?
Przemek Mikus, Software Development Association Poland (SODA): SODA to Związek Pracodawców Usług IT, czyli organizacja zrzeszająca firmy zajmujące się wytwarzaniem oprogramowania. Mówimy zarówno o firmach usługowych, które realizują projekty dla klientów, jak i o tych, które tworzą własne produkty cyfrowe. W praktyce można powiedzieć, że są to firmy informatyczne, ale w bardzo szerokim ujęciu – obejmującym cały sektor nowoczesnych technologii.
SODA to skrót od Software Development Association Poland. Jesteśmy organizacją pracodawców, więc reprezentujemy biznes – firmy, które realnie budują ten rynek.
B.K.: To organizacja lokalna czy ogólnopolska?
P.M.: Ogólnopolska. Członków mamy rozsianych po całym kraju – od Szczecina do Rzeszowa, od Olsztyna po Jelenią Górę. Naturalnie największe skupiska są w dużych miastach, takich jak Warszawa, Kraków, Wrocław, Łódź, Śląsk czy Gdańsk, ale nie jesteśmy przypisani do jednego ośrodka.
Branża IT w Polsce nie jest scentralizowana. Funkcjonuje w wielu miejscach równolegle.

fot.: Materiały prasowe Software Development Association Poland (SODA)
B.K.: A struktura firm? To bardziej duzi gracze czy cały przekrój rynku?
P.M.: Pełny przekrój. I to dosłownie. Mamy firmy bardzo małe, zatrudniające kilkanaście osób – często takie, które zaczynały jako zespoły garażowe, od dwóch–trzech ludzi i jednego projektu. To jest w ogóle bardzo charakterystyczne dla branży IT, że wiele firm rodzi się w taki sposób – bez wielkiego kapitału, ale z kompetencją i pomysłem.
Potem mamy firmy średnie, które już przeszły etap pierwszego wzrostu – zatrudniają kilkudziesięciu czy około stu pracowników, mają uporządkowane procesy, własnych klientów, często działają już międzynarodowo. I wreszcie mamy duże organizacje, które zatrudniają w Polsce kilka tysięcy osób i są częścią globalnych struktur albo same budują swoją pozycję na wielu rynkach.
To jest ważne, bo daje pełny obraz rynku. Nie patrzymy tylko na największych graczy, ale widzimy cały ekosystem – od firm „garażowych”, przez średnie spółki, aż po duże podmioty. W Łodzi też to dobrze widać: od mniejszych zespołów, przez średnie firmy jak Makolab, aż po duże organizacje, jak Comarch, które również są naszymi członkami.
B.K.: No dobrze, a jak wygląda wasza działalność w praktyce? Spotykacie się raz w roku, czy to jest coś szerszego?
P.M.: To jest zdecydowanie coś znacznie szerszego niż jedno wydarzenie w roku. Jako SODA działamy na rzecz rozwoju branży IT w Polsce i wszystkie nasze aktywności są temu podporządkowane. Chodzi o to, żeby zwiększać konkurencyjność firm, wspierać ich rozwój, a w efekcie także zwiększać eksport usług technologicznych.
Dziś mamy ponad sto firm członkowskich i łącznie zatrudniamy kilkadziesiąt tysięcy ludzi. To jest już skala, która daje realny wpływ na rynek. Można powiedzieć bez fałszywej skromności, że jesteśmy największą organizacją reprezentującą sektor IT w Polsce.
Działamy wielotorowo. Z jednej strony to szkolenia i rozwój kompetencji – bo rynek zmienia się bardzo szybko i firmy muszą nadążać. Z drugiej strony to wsparcie przedsiębiorców w codziennych wyzwaniach, wymiana wiedzy, ale też bardzo praktyczny aspekt, czyli nawiązywanie relacji i wspólnych kontraktów między firmami.
Do tego dochodzą wydarzenia. Organizujemy ich sporo w ciągu roku, ale takim centralnym punktem jest nasza konferencja SODA.

fot.: Materiały prasowe Software Development Association Poland (SODA)
B.K.: W tym roku była w Łodzi.
P.M.: Tak, i to był dla nas wyjątkowy moment, bo mogliśmy ją zorganizować w moim rodzinnym mieście. Mieliśmy zarejestrowanych prawie 500 osób, co jest rekordem. To pokazuje, jak duże jest zapotrzebowanie na takie spotkania i środowisko bardzo tego potrzebuje, takiej wymiany doświadczeń.
B.K.: O czym rozmawiacie? Co dla was jest najważniejsze?
P.M.: zawsze staramy się, żeby program konferencji był skierowany na to, żeby jak najbardziej wesprzeć firmy w tym, co się dzieje na bieżąco i w którym kierunku powinniśmy się rozwijać. My, patrząc na to, co się dzieje obecnie na rynku, czujemy, że jesteśmy w takim momencie transformacji. Transformacji w dużej mierze związanej w jakiś sposób ze sztuczną inteligencją.
My jako IT jesteśmy w specyficznej sytuacji, bo jesteśmy po obu stronach tego procesu. Z jednej strony sztuczna inteligencja wpływa na nasze biznesy – zmienia sposób, w jaki wytwarzamy oprogramowanie, projektujemy produkty cyfrowe, organizujemy pracę zespołów.
Z drugiej strony to my te rozwiązania tworzymy i wdrażamy. Nasze firmy zatrudniają programistów, inżynierów, ludzi, którzy budują te systemy. Czyli jednocześnie jesteśmy odbiorcą tej zmiany i jej wykonawcą.
B.K : W jakim momencie jesteście?
P. M: Główne tematy, które dziś dominują, to cybersecurity, sztuczna inteligencja i szeroko rozumiana transformacja na globalizującym się rynku.
Jeśli chodzi o wnioski, to one są dość jednoznaczne. Transformacja związana ze sztuczną inteligencją wymusza na firmach bardzo dynamiczne zmiany – zarówno w ofercie, jak i w sposobie wytwarzania oprogramowania.
My jako branża przez lata byliśmy przyzwyczajeni do zmian technologicznych. One następowały cyklicznie – raz na rok, raz na dwa lata. W wielu innych sektorach nawet to tempo było trudne do nadążenia.
Dziś to tempo przyspieszyło radykalnie.
Zdarza się, że jadąc na konferencję, rano sprawdzam, jakie nowe modele się pojawiły i o czym warto rozmawiać, bo to, co było aktualne kilka dni wcześniej, może być już nieaktualne. To jest ogromne wyzwanie, bo wymaga ciągłego śledzenia zmian i nieustannego dostosowywania się. Ale jednocześnie to ogromna szansa.
To jest z jednej strony duże wyzwanie, bo musisz właściwie non-stop śledzić to, co się dzieje, non-stop modyfikować to, w jaki sposób pracujemy, ale to z drugiej strony duża szansa, bo jeżeli to jako nasze firmy informatyczne w Polsce, jeżeli to wykorzystamy, to mamy duże przełożenia na sukces taki na globalnym rynku. Mówiąc wprost, działać szybciej, bardziej sprawnie niż nasi konkurenci spoza Polski. Śledzę branżę zbrojeniową i mówi się o tym, że to jest taki wyjątkowy moment, kiedy mniejsze kraje mają szansę dorównać tym wielkim krajom jak Stany Zjednoczone itd. Jeżeli polskie firmy IT to dobrze wykorzystają, mogą bardzo mocno zwiększyć swoją pozycję na rynku globalnym – po prostu działając szybciej i sprawniej niż konkurencja.

fot.: Materiały prasowe Software Development Association Poland (SODA)
B.K.: Czy to jest moment, w którym mniejsze kraje mogą dogonić największych graczy?
P.M.: To zależy, o jakim poziomie mówimy.
Jeżeli chodzi o największe inwestycje w sztuczną inteligencję – budowę modeli, infrastruktury, całych ekosystemów – to trzeba powiedzieć wprost: bardzo trudno konkurować z gigantami czy to ze Stanów Zjednoczonych czy Chin.
W Ameryce mamy ogromną koncentrację kapitału, w Chinach koncentrację decyzji politycznych. To powoduje, że tempo rozwoju jest tam bardzo wysokie i w Europie trudno jest wejść do tego samego wyścigu na tych samych zasadach.
To nie znaczy, że nic się nie dzieje. W Europie i w Polsce również inwestujemy w tego typu rozwiązania.
Mamy własne modele językowe – na przykład Bielik. To są ważne projekty, ale trzeba je rozumieć jako narzędzia do konkretnych zastosowań.
Gdyby to porównać obrazowo: globalne modele to szybkie, luksusowe limuzyny, które robią wszystko. Nasze rozwiązania są bardziej wyspecjalizowane – jak wózek widłowy. Nie pojedzie najszybciej na świecie, ale w swojej roli wykona zadanie bardzo dobrze.
B.K.: Czyli globalnie nie mamy szans?
P.M.: W tym wyścigu o największe, najbardziej zaawansowane modele – jest bardzo trudno. Ale to nie jest cała rzeczywistość. Mamy swoje miejsce przy stole.
Polska przez lata budowała swoją pozycję jako kraj elastyczny, zdolny do szybkiej adaptacji. Mamy coś, co trudno przetłumaczyć – zdolność „kombinowania” - które jakkolwiek by nie było zabarwione, często nam pomaga. Znajdujemy rozwiązania w zmieniających się warunkach. To jest realna przewaga.
Firmy działające w Polsce często szybciej dostosowują się do zmian niż firmy na Zachodzie. To daje nam konkretne możliwości.
B.K.: To jest coś więcej niż przekonanie?
P.M.: To są konkretne dane.
Z naszych badań wynika, że ponad 60% obrotu firm IT w Polsce realizowane jest poza krajem.
To oznacza, że jesteśmy dużym eksporterem usług technologicznych i działamy globalnie.
To też pokazuje poziom jakości – bo żeby sprzedawać za granicę, trzeba być konkurencyjnym.
I to widać w praktyce. Kiedy rozmawiamy z partnerami w Berlinie, Paryżu czy innych krajach i mówimy, że jesteśmy z Polski, to nie jest minus. To jest plus.
Polska myśl technologiczna jest dobrze postrzegana.
Można nawet spojrzeć na mniej oczywiste wskaźniki – jak rankingi hakerów. To może być „ciemna strona”, ale coś mówi o poziomie kompetencji. Polacy są tam regularnie w światowej czołówce.
Do tego dochodzi edukacja. Nasze uczelnie, szczególnie w obszarze matematyki i fizyki, stoją na dobrym poziomie międzynarodowym.
Oczywiście nie jesteśmy idealni i mamy swoje ograniczenia. Ale fundament jest solidny i daje realne możliwości rozwoju.

fot.: Materiały prasowe Software Development Association Poland (SODA)
B.K.: Polska przez lata była konkurencyjna kosztowo. To się zmienia?
P.M.: Tak, i to jest jedna z ważniejszych zmian, z którą dziś się mierzymy. Polska dobija do grona największych gospodarek świata i przestaje być tanim miejscem do prowadzenia biznesu IT.
Przewaga kosztowa wyraźnie maleje. Relacja kosztu do jakości wciąż wypada dobrze, ale nie jesteśmy już tanią destynacją. Są rynki, na których można zrobić to samo taniej – na przykład Indie, które jednocześnie szybko poprawiają jakość i mają nieporównywalnie większą skalę.
To oznacza, że musimy zmieniać sposób konkurowania. Nie ceną, tylko jakością, specjalizacją i szybkością działania.
To jest wyzwanie, ale jednocześnie szansa. Jeżeli ten „zwinny polski okręt” dalej będzie potrafił się dostosowywać do zmieniających się warunków, nadal mamy możliwość, żeby być bardzo silnym graczem na rynku globalnym. Ale to wymaga koncentracji i konsekwencji.
B.K.: Jak w tym wszystkim wygląda relacja branży z państwem? Czy artykułujecie konkretne potrzeby?
P.M.: Tak, i co ważne – nasz głos jest coraz częściej słyszany. Jako organizacja współpracujemy z administracją publiczną, bierzemy udział w konsultacjach, rozmawiamy zarówno z ministerstwami, jak i z innymi instytucjami państwa.
W tym roku nasze działania objęły patronatem zarówno Ministerstwo Rozwoju i Technologii, jak i Ministerstwo Cyfryzacji. To pokazuje, że branża IT jest traktowana poważnie.
Natomiast są konkretne obszary, które wymagają dalszej pracy.
Pierwszy to wsparcie eksportu. Są programy, które pomagają firmom wychodzić na rynki zagraniczne i to działa. Branża IT jest w nich dobrze postrzegana i to powinno być rozwijane.
Drugi obszar to regulacje. I tutaj najczęściej pojawia się potrzeba deregulacji.
Widzimy to szczególnie w obszarach technologii podwójnego zastosowania. Mamy firmy, które tworzą bardzo zaawansowane rozwiązania – na przykład drony – i sprzedają je za granicę, bo tam jest łatwiej. Zdarza się, że odbiorcą jest wojsko w Brazylii, a nie w Polsce, bo dostęp do krajowego rynku jest mocno ograniczony przez regulacje.
To jest sytuacja, którą można poprawić. Uproszczenie zasad dostępu do rynku publicznego i obronnego dla polskich firm technologicznych byłoby realnym wsparciem dla branży.

fot.: Materiały prasowe Software Development Association Poland (SODA)
B.K.: Na koniec – czy SODA jest związana z Łodzią?
P.M.: SODA jest organizacją ogólnopolską. Firmy mamy rozsiane po całym kraju.
Ja jestem związany z Łodzią i od lutego ubiegłego roku mam przyjemność pełnić funkcję prezesa. Kadencja trwa do przyszłego czerwca i wtedy zobaczymy, jakie będą decyzje członków.
Wcześniej byłem wiceprezesem. Funkcję przejąłem po moim poprzedniku, który mieszka w Krakowie.
Prezydium również jest rozproszone. Jest nas pięcioro i działamy w różnych częściach Polski – Gliwice, Katowice, Kraków, Rzeszów.
To organizacja ogólnopolska w praktyce, nie tylko z nazwy.w, Rzeszów.
To organizacja ogólnopolska w praktyce, nie tylko z nazwy.
Weź udział w dyskusji!
Masz opinię, dodatkowy kontekst albo chcesz podzielić się własnym doświadczeniem? Zostaw komentarz pod artykułem.