"Zdjęcie przedstawiające małe elektryczne pojazdy, symbolizujące dyskusję w Unii Europejskiej na temat przepisów dotyczących lekkich samochodów elektrycznych. W artykule omawiane są zmiany, które mogą wpłynąć na rozwój tego segmentu motoryzacji i jego przyszłość."
fot.: .vertumotors.com

Microcary wracają do dyskusji. UE chce zmienić zasady dla małych elektryków

W Unii Europejskiej trwa przegląd przepisów dotyczących lekkich pojazdów elektrycznych. To segment, który przez lata funkcjonował gdzieś obok głównego nurtu motoryzacji: małe, powolne czterokołowce, często traktowane bardziej jako ciekawostka niż realny środek transportu. Teraz jednak microcary wracają do rozmowy, bo mogą wypełnić lukę między drogimi elektrykami a codziennymi potrzebami mieszkańców miast.

fot.: startupselfie.net

Dlaczego microcary znów są na agendzie

Przez ostatnią dekadę europejska elektromobilność rozwijała się głównie w kierunku dużych, ciężkich i drogich samochodów. To efekt zarówno polityki klimatycznej, jak i strategii producentów, którzy inwestowali w modele premium. Problem w tym, że większość kierowców nie potrzebuje SUV‑a na prąd do codziennych przejazdów po mieście. Średnia prędkość w centrach europejskich aglomeracji wynosi 20–30 km/h, a typowy dystans to kilka kilometrów.

Microcar — mały, lekki i tani w eksploatacji — pasuje do tego znacznie lepiej. I właśnie dlatego Komisja Europejska zaczęła przyglądać się temu segmentowi na nowo.

fot.: designboom.com

Kto dziś produkuje microcary

Choć rynek jest niewielki, producenci już istnieją i rozwijają swoje modele. Najbardziej rozpoznawalnym jest Citroën, który wprowadził na rynek model Ami. To pojazd dwuosobowy, przeznaczony do jazdy miejskiej, sprzedawany w wielu krajach jako pojazd kategorii L6e. Renault rozwija podobny projekt pod marką Mobilize — model Duo, który ma być dostępny zarówno w wersji lekkiej, jak i nieco mocniejszej.

W segmencie microcarów działają też mniejsze firmy. Microlino, szwajcarsko‑włoski producent, tworzy niewielkie, dwuosobowe pojazdy inspirowane stylistyką lat 50. City Transformer pracuje nad składanym microcarem, który może zmieniać szerokość w zależności od warunków drogowych. Circle Mobility to kolejny producent, który dołączył do europejskiej koalicji microcarów i również naciska na zmiany w przepisach.

To właśnie te firmy podkreślają, że obecne regulacje nie pozwalają im projektować pojazdów, które byłyby jednocześnie bezpieczne, praktyczne i przystępne cenowo.

Skąd wzięły się ograniczające przepisy

Microcary w UE podlegają regulacji, która dzieli je na dwie kategorie: L6e i L7e. Najbardziej restrykcyjna jest ta pierwsza, bo obejmuje najtańsze i najlżejsze pojazdy. Przepisy powstały lata temu, kiedy microcar traktowano jako rodzaj motoroweru na czterech kołach. W efekcie narzucono limity, które dziś nie przystają do realiów ruchu drogowego.

W kategorii L6e obowiązuje ograniczenie prędkości do 45 km/h. To wartość, która może wystarczyć na bocznych ulicach, ale w normalnym ruchu miejskim jest po prostu zbyt niska. Do tego dochodzi limit mocy — 6 kW — oraz limit masy — 425 kg bez baterii. Tak niska masa wymusza bardzo lekkie konstrukcje, co utrudnia poprawę bezpieczeństwa. Producent nie może zastosować mocniejszych wzmocnień, większej baterii czy bardziej zaawansowanych systemów ochrony, bo pojazd przekroczyłby dopuszczalną wagę.

Kategoria L7e jest nieco bardziej elastyczna, ale nadal nie pozwala traktować microcara jak pełnoprawnego samochodu. Masa może być wyższa, podobnie jak moc, ale pojazd wciąż nie spełnia norm bezpieczeństwa obowiązujących dla aut osobowych. To sprawia, że microcar pozostaje w zawieszeniu: nie jest ani skuterem, ani samochodem.

fot.: cleanrider.com

Dlaczego producenci mówią, że przepisy blokują rozwój rynku

Firmy projektujące microcary podkreślają, że w obecnych ramach prawnych trudno stworzyć pojazd, który byłby jednocześnie bezpieczny, praktyczny i atrakcyjny cenowo. Jeśli konstrukcja musi być bardzo lekka, trudno wprowadzić rozwiązania, które poprawiają bezpieczeństwo. Jeśli prędkość maksymalna to 45 km/h, kierowca nie może płynnie włączyć się do ruchu na wielu miejskich ulicach. Jeśli moc jest ograniczona, pojazd ma problem z podjazdami czy dynamicznym ruszaniem.

W efekcie microcar staje się produktem niszowym, a nie realną alternatywą dla samochodu. To właśnie dlatego do Parlamentu Europejskiego trafiła petycja, która domaga się podniesienia limitów prędkości, mocy i masy. Komisja Europejska potwierdziła, że analizuje temat i prowadzi badania bezpieczeństwa.

Co może się zmienić w najbliższych latach

Jeśli UE zdecyduje się na aktualizację przepisów, microcary mogłyby stać się bardziej funkcjonalne. Podniesienie limitu prędkości pozwoliłoby na normalną jazdę w ruchu miejskim. Wyższa dopuszczalna masa umożliwiłaby stosowanie solidniejszych konstrukcji i większych baterii. Zwiększenie mocy poprawiłoby przyspieszenie i komfort jazdy.

To nie oznacza, że microcar stanie się pełnoprawnym samochodem. Nadal będzie to pojazd miejski, przeznaczony do krótkich tras. Ale zmiany w przepisach mogłyby sprawić, że stanie się on realną alternatywą dla kierowców, którzy nie potrzebują dużego auta, a chcą poruszać się taniej i prościej.

fot.: wipo.int

Dlaczego miasta mogą na tym skorzystać

Microcary zajmują mniej miejsca, zużywają mniej energii i generują mniejsze obciążenie dla infrastruktury. W wielu europejskich miastach widać już trend ograniczania ruchu dużych pojazdów w centrach. Małe elektryki mogłyby uzupełnić transport publiczny, szczególnie w codziennych dojazdach do pracy czy szkoły.

Dla kierowców oznacza to niższy koszt zakupu i eksploatacji. Dla samorządów — mniejszy ruch i większą efektywność wykorzystania przestrzeni. Dla producentów — możliwość wejścia w segment, który dotąd był zablokowany przez przestarzałe przepisy.

Co dalej

Komisja Europejska zapowiada, że prace nad zmianami mogą zakończyć się jeszcze w tym roku. Jeśli tak się stanie, pierwsze efekty będzie można zobaczyć w 2026. Producenci już przygotowują nowe modele, a miasta analizują, jak włączyć microcary do swoich strategii transportowych.

To nie jest rewolucja, ale korekta, która może uporządkować rynek i dopasować go do realnych potrzeb mieszkańców.

Miejsce reklamoweTwoja reklama tutajSprawdź ofertę
Społeczność Knews

Weź udział w dyskusji!

Masz opinię, dodatkowy kontekst albo chcesz podzielić się własnym doświadczeniem? Zostaw komentarz pod artykułem.

Podoba Ci się ten artykuł?
0 osób polubiło