Błąd: We could not parse the JSON body of your request. (HINT: This likely means you aren't using your HTTP library correctly. The OpenAI API expects a JSON payload, but what was sent was not valid JSON. If you have trouble figuring out how to fix this, please contact us through our help center at help.openai.com.) (invalid_request_error)
Błąd: We could not parse the JSON body of your request. (HINT: This likely means you aren't using your HTTP library correctly. The OpenAI API expects a JSON payload, but what was sent was not valid JSON. If you have trouble figuring out how to fix this, please contact us through our help center at help.openai.com.) (invalid_request_error)

Moda na rzeczy trwałe. Kupuję rzadziej, ale lepiej

Klasa średnia zmienia sposób kupowania. Nie chodzi o chwilową modę ani o ideologiczny zwrot ku minimalizmowi. To chłodna kalkulacja. Coraz więcej osób kupuje rzadziej, a jeśli już – to świadomie i taniej. Rynek wtórny przestaje być alternatywą. Staje się pierwszym wyborem.

Jeszcze kilka lat temu „używane” kojarzyło się z oszczędzaniem z konieczności. Dziś coraz częściej oznacza rozsądek. W warunkach droższego kredytu, rosnących kosztów życia i większej niepewności finansowej konsumenci zaczęli liczyć realną wartość przedmiotów – nie tylko cenę z metki.


Kurtka za 300 czy za 30 zł?

Weźmy prosty przykład. Markowa kurtka w sieciówce kosztuje 300–400 zł. Ten sam model na platformach sprzedaży rzeczy z drugiej ręki można znaleźć za 30–70 zł. Różnica? Nawet 300 zł na jednej rzeczy.

Jeśli ktoś w ciągu roku kupi pięć elementów garderoby w podobnej proporcji cenowej, oszczędność może sięgnąć 1500–2000 zł. To już nie drobna różnica, ale realny wpływ na budżet domowy.

Zmianę mentalności dobrze oddają głosy użytkowników. Jedna z osób komentujących ceny w sklepach na forum Gazeta.pl pisze:

„…chyba by mnie pogrzało, gdybym miała wydać (…) 1200 albo 1500 PLN.” Źródło: forum.gazeta.pl, dyskusja o cenach w sklepach (dostęp publiczny).

To nie jest głos osoby wykluczonej z rynku. To stanowisko konsumentki, która nie chce przepłacać. Drugi obieg przestaje być wstydliwy – staje się racjonalny.


Meble: 1000 zł kontra „weź za darmo”

Podobny mechanizm działa w przypadku wyposażenia wnętrz. Nowa komoda czy stół w popularnym sklepie meblowym potrafią kosztować około 1000 zł, a często więcej. Tymczasem w grupach typu „Uwaga, śmieciarka jedzie” podobne meble bywają oddawane bezpłatnie – pod warunkiem odbioru. W grupach sprzedażowych „Meble z PRL tanio sprzedam” ceny często mieszczą się w przedziale 200–500 zł.

Oczywiście nie wszystko jest w idealnym stanie. Renowacja fotela może kosztować 600–900 zł. Jednak nawet przy takim wydatku całkowity koszt bywa porównywalny z ceną nowego mebla z płyty wiórowej. Różnica polega na jakości: lite drewno, solidna konstrukcja i projekt, który przetrwał próbę czasu.

Renowatorka mebli Kasia Szatkowska zwraca uwagę:

„…ze względu na solidność konstrukcji oraz ponadczasowość projektów.” Źródło: Noizz.pl, wywiad „Kasia ratuje stare meble z PRL”.

To właśnie trwałość staje się dziś walutą. Jeśli coś przetrwało 40 lat, jest większa szansa, że przetrwa kolejne 20.


Najpierw używane, potem nowe

Zmiana ta nie dotyczy wyłącznie Polski. Globalne raporty dotyczące rynku resale pokazują wyraźny trend: konsumenci coraz częściej zaczynają od sprawdzenia rynku wtórnego, zanim zdecydują się na zakup nowej rzeczy.

Jak podkreśla CEO platformy ThredUp:

„Consumers are increasingly thinking secondhand first.” Źródło: ThredUp Resale Report, thredup.com

To oznacza zmianę kolejności myślenia. Najpierw używane. Dopiero potem nowe.

W praktyce przekłada się to na konkretne liczby. Jeśli gospodarstwo domowe kupi rocznie kilka ubrań z drugiego obiegu zamiast nowych, dwie pary butów taniej i jeden mebel zamiast sklepowego, oszczędność może wynieść około 2500–3000 zł rocznie. W warunkach rosnących kosztów życia to kwota, która daje realne poczucie kontroli.


Mniej rzeczy, więcej kontroli

Jednak sama cena to tylko część historii. Równie istotne jest ograniczenie nadmiaru. Coraz więcej osób świadomie rezygnuje z impulsywnych zakupów.

Zamiast pięciu przypadkowych koszul – dwie dobre. Zamiast sezonowej wymiany garderoby – przemyślana selekcja.

Mniej rzeczy oznacza mniej chaosu w domu i mniej pieniędzy zamrożonych w przedmiotach, które nie są naprawdę potrzebne. To nie radykalny minimalizm. To pragmatyzm.


Co to oznacza dla biznesu?

Klient nie znika z rynku. On zmienia kryteria wyboru. Coraz częściej porównuje ceny, sprawdza trwałość i analizuje cykl życia produktu. Wartość przesuwa się z nowości na jakość.

Firmy oparte wyłącznie na szybkim obrocie towarem muszą liczyć się z mniejszą częstotliwością zakupów. Te, które oferują trwałość i naprawialność, budują długoterminową relację z klientem.


To nie tylko koszty życia. To reakcja na jakość

Zmiana trendu nie jest wyłącznie efektem droższego życia. Owszem, rosnące raty kredytów, ceny energii czy żywności sprawiły, że konsumenci zaczęli dokładniej liczyć wydatki. Ale równie ważny jest inny czynnik – rozczarowanie jakością nowych produktów.

Coraz więcej osób zauważyło, że cena w sieciówce nie zawsze idzie w parze z trwałością. Materiały są cieńsze, konstrukcje lżejsze, produkty projektowane pod szybki obrót, a nie wieloletnie użytkowanie. W efekcie rzecz za 300 zł potrafi wyglądać na zużytą po jednym sezonie.

I tu pojawia się przewrotna konkluzja: czasem lepiej kupić używaną rzecz sprzed kilku lat, wykonaną z lepszych materiałów, niż nową, która dobrze wygląda tylko na wieszaku. Konsumenci to zobaczyli. I wyciągnęli wnioski.

Dlatego „używany” przestaje znaczyć „gorszy”. Coraz częściej znaczy: trwalszy, rozsądniejszy i bardziej adekwatny do ceny.

Miejsce reklamoweTwoja reklama tutajSprawdź ofertę

Komentarze