Biznes i gospodarka w regionie łódzkim
Zdjęcie wyróżniające artykuł przedstawia Michała Gałązkę i Marcina Chomickiego, twórców aplikacji Sport Scout, którzy mają nadzieję, że ich innowacyjne rozwiązanie zbliży ludzi do siebie. Obaj pochodzą z Polski - Michał z warszawskiego Grochowa, a Marcin z Piastowa pod Pruszkowem. W tekście poruszane są także ich wspomnienia z dzieciństwa sprzed ery smartfonów. Sport Scout działa również w Łodzi, promując aktywność fizyczną i integrację społeczną.

Liczą, że dzięki ich aplikacji ludzie zaczną się do siebie zbliżać. Sport Scout działa także w Łodzi

Jeden jest z warszawskiego Grochowa, drugi z Piastowa pod Pruszkowem. Michał Gałązka i Marcin Chomicki, rocznik 1997, pamiętają jeszcze dzieciństwo bez smartfona przyklejonego do ręki, trzepaki, podwórka i czasy, kiedy media społecznościowe rzeczywiście miały przede wszystkim łączyć ludzi. Dzisiaj próbują zrobić coś trochę przewrotnego: wykorzystać internet po to, żeby ludzie przestali w nim siedzieć i zaczęli spotykać się naprawdę.

Stworzyli Sport Scout – aplikację, która działa już m.in. w Warszawie, Krakowie, a także w Łodzi. Dziś korzysta z niej ponad 16 tys. osób.

Nie chodzi jednak o kolejną aplikację mierzącą dystans, tempo i spalone kalorie.

– To nie ma być aplikacja sportowa, która liczy wyniki, kalorie czy przebiegnięty dystans. Nic z tych rzeczy. Bardziej skupiamy się na samotności. I nie musi to być samotność ciągła czy dramatyczna. Czasami to po prostu moment, który każdy z nas w jakimś stopniu czuje – mówi Marcin Chomicki, współtwórca Sport Scout.

Z Grochowa i Piastowa. Jeszcze pamiętają świat bez smartfonów

Michał Gałązka pochodzi z Grochowa, Marcin Chomicki z Piastowa pod Pruszkowem. Obaj urodzili się w 1997 roku.

I właśnie doświadczenie pokolenia stojącego gdzieś pomiędzy analogowym dzieciństwem a całkowicie cyfrową dorosłością stało się jednym ze źródeł ich pomysłu.

– Jesteśmy chyba jednym z ostatnich roczników, które jako dzieci nie miały smartfona w ręku. Pamiętamy trzepaki i takie rzeczy. Stoimy trochę w rozkroku pomiędzy erą cyfrową a jeszcze tym analogowym światem. Cenimy sobie ludzki kontakt – mówi Marcin Chomicki.

Sport pojawił się właściwie jako pretekst.

Nie chodzi o przygotowanie do maratonu, śrubowanie rekordów ani znalezienie tenisowego partnera dokładnie na swoim poziomie rankingowym. Czasem wystarczy spacer. Albo wyjście z psem. Innym razem tenis, bieganie, rower czy aktywność, której ktoś wcześniej w ogóle nie próbował.

– Sport i ruch nie są metą. To jest punkt, z którego wychodzimy. Hobby jest bardzo prostym, przyjemnym i niekrępującym pretekstem, żeby się spotkać. Nawet jeżeli chodzi tylko o zwykły spacer – tłumaczy.

„Liczymy, ile razy ktoś nie został sam w domu”

Twórcy Sport Scout mają zresztą własne bardzo proste określenie tego, co chcą zrobić.

Większość aplikacji dla aktywnych liczy tempo, kalorie i rekordy. Oni chcą liczyć, ile razy ktoś nie został sam w domu.

I chyba właśnie to najlepiej pokazuje różnicę.

Sport ma być narzędziem do nawiązania kontaktu. Czymś, co pozwala napisać do obcej osoby bez niezręcznego komunikatu: „szukam znajomych”.

– Wspólna aktywność jest bardzo prostym pretekstem. Nie musisz mówić komuś: szukam znajomych. Możesz po prostu powiedzieć: idziemy pobiegać? – wyjaśnia Chomicki.

Nie szukasz tenisisty. Szukasz człowieka

Jeżeli ktoś chce zagrać w tenisa, niekoniecznie musi znaleźć osobę z niemal identycznym poziomem gry.

Liczy się również to, czy po prostu dobrze będzie się razem spędzało czas.

– Ja chętnie spędzę czas z kimś, kto może nie gra aż tak dobrze w tenisa. Grunt, żebym miał z tego przyjemność, żebym lubił tę osobę i żebyśmy nadawali na tych samych falach – mówi Marcin.

Dlatego użytkownik określa nie tylko swoją aktywność czy poziom zaawansowania.

Może powiedzieć również coś o sobie.

– Nie chodzi tylko o to, jaki jesteś na korcie, ale też jaki jesteś poza kortem. Jaką atmosferę lubisz, co robisz przed treningiem albo po nim. Nie każdy jest maksymalistą, który po treningu siada i analizuje wyniki z zegarka. Ktoś może chcieć po prostu pójść później na piwo. I to też jest jak najbardziej OK.

W założeniu próg wejścia ma być możliwie niski.

– Chcemy, żeby każdy mógł się czuć częścią tego. Nie chcemy, żeby ktoś wszedł do aplikacji, zobaczył dziesięć fachowych terminów i pomyślał: nic z tego nie rozumiem.

Trochę jak aplikacja randkowa. Ale nie do randek

Profile użytkowników przegląda się pojedynczo.

Mechanizm może trochę przypominać aplikacje randkowe, ale pomysł jest inny.

– Jest skupienie przez tę jedną sekundę na jednej osobie. Nie jesteśmy rozproszeni wielką listą. Ale nie idziemy w stronę aplikacji randkowej. Chodzi o wspólne aktywności – podkreśla Chomicki.

A wybór jest coraz szerszy.

Tenis, bieganie, rower, koszykówka, spacery czy wyjścia z psem. Sport Scout rozwija również współpracę z poszczególnymi środowiskami sportowymi. W maju 2026 roku aplikacja została szerzej pokazana m.in. środowisku koszykówki 3x3.

A może po prostu wyprowadzić razem psy?

Jedną z dostępnych możliwości jest spacer z psem.

I właśnie tutaj twórcy szybko przekonali się, że nawet tak prosta aktywność ma własny zestaw potrzeb.

– Może być pies, który dobrze reaguje na psy, ale niekoniecznie na suczki albo odwrotnie. Jest sporo takich elementów. Staramy się każdą aktywność dopracować pod jej konkretne potrzeby – mówi Marcin.

Pomagają sami użytkownicy.

– Im więcej mamy informacji zwrotnej od ludzi, jak to wygląda w rzeczywistości, tym lepiej. Sam mam psy i wydawało mi się, że coś o tym wiem, ale okazało się, że nie aż tak dużo, jak myślałem – przyznaje.

I właśnie feedback ma być jednym z fundamentów projektu.

– Jak ktoś mi napisze, że coś jest super, fajne czy dobre, to tak naprawdę niewiele mi to mówi. Ale jeżeli napisze: brakuje tego elementu w tej konkretnej sytuacji – wtedy mamy wartość. I możemy szybko wprowadzić to do produktu.

Ponad 16 tysięcy ludzi

Sport Scout nie jest już prezentacją startupową ani pomysłem zapisanym na kartce.

Aplikacja działa i szybko zdobywa kolejnych użytkowników.

– Mamy ponad 16 tysięcy osób. W tym miesiącu mniej więcej połowa zarejestrowanych użytkowników była aktywna – mówi Chomicki.

Jeszcze ważniejszy jest dla niego inny wskaźnik.

– Mniej więcej jedna trzecia wszystkich pisze, odpisuje, wykonuje jakąś akcję pokazującą realną chęć spotkania. Bo koniec końców ten produkt nie istnieje, jeżeli nie dochodzi do prawdziwych spotkań.

Publiczne dane twórców pokazują też skalę komunikacji między użytkownikami – liczba rozpoczętych rozmów idzie już w dziesiątki tysięcy, a wiadomości w setki tysięcy. Dla twórców właśnie to jest ważniejsze niż sama liczba pobrań aplikacji.

Chcą zrobić coś odwrotnego niż Facebook

I właśnie tutaj Sport Scout idzie trochę pod prąd logice największych platform społecznościowych.

– My mamy trochę trudniejsze zadanie, bo idziemy na wskroś zwykłym social mediom. One walczą o to, żebyśmy siedzieli jak najdłużej przed ekranem. U nas realne spotkanie jest właściwie potwierdzeniem, że produkt działa – mówi Marcin Chomicki.

Nie ukrywa, że jest w tym trochę idealizmu.

– Patrzę na to jako na takie trochę idealistyczne wyobrażenie tego, czym media społecznościowe powinny być.

I wraca do początków internetu społecznościowego.

– Nasza Klasa, Facebook, Grono, MySpace – to wszystko powstawało przecież po to, żeby łączyć ludzi, żeby pozostawali ze sobą w kontakcie. W pewnym momencie została przekręcona jakaś wajcha i nagle bardziej opłacało się, żeby ludzie pozostawali trochę dalej od siebie i kontaktowali się przez samą platformę. My chcemy trochę odwrotnie.

Za dużo grup, za dużo hałasu

Sport Scout ma też rozwiązywać znacznie bardziej przyziemny problem: dziesiątki grup na Facebooku.

Jedna do tenisa. Druga do biegania. Trzecia dla konkretnej dzielnicy. Następna dla początkujących. Jeszcze inna dla ludzi z psami.

– Na Facebooku jest masa grup. Jedna tenisowa, druga, trzecia, czwarta, piąta. U nas chcemy to agregować. Zaznaczasz tenis, spacer czy inną aktywność i trafiasz do ludzi w swojej okolicy, którzy są tym zainteresowani.

Według twórców problemem coraz częściej nie jest brak możliwości, ale nadmiar informacji.

– Fajnych rzeczy lokalnie dzieje się bardzo dużo. Są trenerzy, wydarzenia, szkolenia, różne aktywności. One są, tylko często stają się niewidoczne, bo giną w hałasie. I ten hałas, obok samotności, jest jednym z problemów, które chcemy rozwiązać.

Dwóch ludzi i żadnego wielkiego biura

Za projektem nie stoi kilkudziesięcioosobowy zespół w designerskim biurze.

Są właściwie we dwóch.

Michał Gałązka jest inżynierem związanym z Politechniką Warszawską i odpowiada przede wszystkim za techniczną stronę przedsięwzięcia. Jego profil zawodowy pokazuje doświadczenie związane m.in. z automatyką i systemami sterowania.

Marcin Chomicki zajmuje się przede wszystkim rozmowami z użytkownikami, rozwijaniem społeczności i przekładaniem ich uwag na kolejne zmiany w aplikacji. Jest także tym z dwójki, który częściej opowiada publicznie o rozwoju Sport Scout.

– Michał dźwiga cały ciężar techniczny. Ja jestem osobą, która rozmawia z ludźmi, tłumaczy różne rzeczy i staramy się wprowadzać ich uwagi do produktu jak najszybciej – mówi Chomicki.

Telefony potrafią pracować od rana do nocy.

– Ja osobiście rozmawiam praktycznie z każdym. Dwa telefony działają od szóstej rano do północy. Wtedy się trochę wyłączam.

Nie ma wielkiego startupowego blichtru.

– Mamy totalną partyzantkę, jeśli chodzi o nasze podejście i sposób, w jaki się pokazujemy. To wszystko właściwie powstaje w kuchni. Od dwóch lat o tym myślimy, a teraz obaj jesteśmy już wkręceni w to na sto procent.

I jeszcze jedno zdanie Chomickiego dobrze oddaje charakter całego przedsięwzięcia:

– Nie ma tu blichtru. Siedzimy, napijemy się piwa, ciśniemy i dobrze się przy tym bawimy. Wiemy, że robimy coś pozytywnego.

Z Warszawy przez Łódź i Kraków

Sport Scout rozwija się już poza miejscem, z którego pochodzą jego twórcy. Aplikacja działa także w Łodzi.

To zresztą miejsce, do którego taki projekt pasuje szczególnie dobrze: duże miasto, tysiące nowych mieszkańców, osiedla pełne ludzi pracujących zdalnie lub hybrydowo, studentów, młodych pracowników firm i osób, które mają wokół siebie setki ludzi, ale niekoniecznie mają z kim wyjść wieczorem na spacer czy pograć w tenisa.

I właśnie tutaj cały pomysł Sport Scout staje się wyjątkowo prosty.

Nie musisz szukać nowej wielkiej przyjaźni.

Nie musisz być sportowcem.

Nie musisz mieć życiówki na dziesięć kilometrów ani profesjonalnego sprzętu.

Możesz po prostu pomyśleć: wyszedłbym dziś z psem, ale fajnie byłoby z kimś pogadać. Albo: zagrałbym w tenisa, tylko nie mam z kim. Albo jeszcze prościej: nie chce mi się dzisiaj siedzieć samemu w domu. I właśnie wtedy aplikacja ma zrobić swoje.

Nie zatrzymać człowieka przy ekranie.

Tylko pomóc mu znaleźć drugiego człowieka.

Miejsce reklamoweTwoja reklama tutajSprawdź ofertę
Społeczność Knews

Weź udział w dyskusji!

Masz opinię, dodatkowy kontekst albo chcesz podzielić się własnym doświadczeniem? Zostaw komentarz pod artykułem.

Podoba Ci się ten artykuł?
0 osób polubiło