Polacy podróżują częściej, młodsi goście coraz chętniej wybierają miejsca z charakterem, a zagraniczni turyści zaczynają odkrywać Polskę. Zdaniem Elżbiety Lendo, prezes Polskich Hoteli Niezależnych, przed krajową turystyką otwiera się ogromna szansa. Żeby ją wykorzystać, potrzebne są jednak nie tylko dobre hotele, ale także uporządkowanie rynku najmu krótkoterminowego, silniejsza promocja Polski i współpraca hoteli z lokalnymi gospodarkami.
Polska turystyka wchodzi w okres dużych zmian. Z jednej strony hotelarze nadal pozostają uzależnieni od pogody i sezonowości, z drugiej – zmienia się sposób podróżowania Polaków. Coraz rzadziej czekamy na jeden długi wakacyjny urlop. Wyjeżdżamy na weekendy, szukamy lokalnych doświadczeń, dobrej kuchni i miejsc, które mają własną historię. Jednocześnie Polska przyciąga coraz więcej turystów zagranicznych.
O tym, jak wykorzystać ten moment, dlaczego hotel nie powinien sprzedawać wyłącznie pokoju, czy najem krótkoterminowy konkuruje z hotelarstwem na równych zasadach oraz dlaczego Polska wciąż zbyt cicho mówi o sobie za granicą, Magdalena Wiercioch rozmawia z Elżbietą Lendo, prezes Polskich Hoteli Niezależnych.

fot.: Materiały prasowe — Elżbieta Lendo - Prezes Zarządu Polskich Hoteli Niezależnych
Pogoda nadal decyduje o rezerwacjach
Magdalena Wiercioch: Jest Pani teraz w Ostródzie, więc rozmawiamy o wakacjach w najlepszym możliwym miejscu – nad jeziorem. Tegoroczne lato jest chyba dobrym momentem do tej rozmowy, bo wreszcie poprawiła się pogoda. Czy z punktu widzenia branży turystycznej wciąż ma ona tak duże znaczenie?
Elżbieta Lendo: Pogoda wciąż potrafi być dla turystyki najlepszą reklamą albo największym hamulcem. Widzimy to bardzo wyraźnie w naszych hotelach - gdy prognozy zapowiadają słońce, zainteresowanie rezerwacjami natychmiast rośnie. Zmieniający się klimat może paradoksalnie działać na korzyść polskiej turystyki. Lata są u nas coraz cieplejsze, ale wciąż nie tak dokuczliwe jak w wielu popularnych zagranicznych kierunkach, gdzie ekstremalne temperatury zaczynają odbierać przyjemność nie tylko ze zwiedzania, lecz także ze zwykłego odpoczynku. Polska może więc stać się miejscem, w którym lato nadal jest przyjemne, a nie walką o kawałek cienia. Jednocześnie jako branża musimy przestać traktować deszcz jak porażkę urlopu. Słońce jest oczywiście sprzymierzeńcem, ale nie powinno być jedynym powodem, dla którego wybieramy dane miejsce. Naszym zadaniem jest pokazać gościom, że dobry wypoczynek nie kończy się wraz z pierwszą chmurą. Czasem właśnie wtedy zaczyna się zupełnie inna historia - spokojniejsza, bardziej lokalna i taka, na którą w słoneczny dzień być może w ogóle nie znaleźlibyśmy czasu.
Rozumiem, że odpowiedzią są dodatkowe atrakcje – rodzinne, sportowe i wykorzystujące naturalne otoczenie hotelu?
Tak, zdecydowanie. Mamy przecież do dyspozycji to, czego nie da się zamknąć w hotelowym folderze - naturalne otoczenie. Możemy zaprosić gości na grzybobranie, spacer po lesie czy inne aktywności blisko natury. Przecież również na co dzień wychodzimy z domu, kiedy pada. Warto więc odczarować samo słowo „deszcz” i przestać automatycznie stawiać między nim a „niepogodą” znak równości. Deszcz może być przecież częścią atmosfery pobytu. Można stworzyć kolację przy świecach, podczas której krople uderzają o szyby, albo zaproponować gościom zajęcia, na które w słoneczny dzień być może nie znaleźliby czasu - warsztaty robienia pizzy czy makaronu, naukę parzenia kawy, różnego rodzaju aktywności manualne. Najważniejsze, aby gość - o którego dziś szczególnie zabiegamy - miał poczucie, że niezależnie od tego, co dzieje się za oknem, hotel ma mu coś wartościowego do zaoferowania. Bo udany pobyt nie powinien zależeć wyłącznie od tego, czy świeci słońce.
Polska turystyka znajduje się jednak w dość trudnym położeniu. Kiedy jest słońce, pojawiają się rezerwacje, a kiedy prognozy są gorsze, sytuacja szybko się zmienia. Taka elastyczność oznacza dla hotelarzy również dodatkowe koszty.
W sezonie pogoda potrafi zmienić nam plan szybciej niż jakakolwiek tabelka w Excelu, dlatego kosztami i zespołem zarządzamy na bieżąco. Nie możemy działać według jednego, sztywnego scenariusza. Jeśli koncert miał odbyć się pod gołym niebem, a zaczyna padać, musimy mieć gotowy plan B. Gość przyjechał po konkretne doświadczenie i naszym obowiązkiem jest mu je zapewnić - niezależnie od tego, co dzieje się za oknem.
Dlatego cała branża powinna trochę „odczarować” deszcz. Lecąc na Islandię, zabieramy kurtkę przeciwdeszczową i nie oczekujemy gwarancji słońca - po prostu zwiedzamy. W Polsce też możemy nauczyć się takiego podejścia. Deszcz nie musi oznaczać końca dnia. Czasem wystarczy przeczekać chwilę, a czasem po prostu założyć kurtkę i ruszyć dalej.

fot.: termywarminskie.pl — Termy Warmińskie
Hotel i prywatny apartament to nie ta sama usługa
To prowadzi do pytania o różnicę między hotelem a prywatną kwaterą lub mieszkaniem oferowanym w najmie krótkoterminowym. Na czym ona polega z punktu widzenia gościa?
Hotel to przede wszystkim wygoda, ale też pewność, że ktoś czuwa nad całym pobytem. Śniadanie, recepcja, sprzątanie, restauracja, basen, SPA, concierge czy transfer - wiele rzeczy gość ma na miejscu, bez konieczności organizowania ich na własną rękę.
Jest też druga, mniej widoczna strona hotelu: bezpieczeństwo. Obiekt musi spełniać konkretne wymogi przeciwpożarowe, sanitarne i organizacyjne, jest ubezpieczony i działa według jasno określonych zasad. To nie jest tylko pokój z kluczem, ale cały system odpowiedzialności za gościa.
W prywatnym mieszkaniu można oczywiście znaleźć świetne miejsce, ale resztę często trzeba sobie zorganizować samemu. Warto też dokładnie sprawdzić, kto stoi za ofertą, czy obiekt jest ubezpieczony i czy rezerwacja jest rzeczywiście zabezpieczona. W hotelu takich znaków zapytania jest zdecydowanie mniej - i właśnie za ten spokój goście coraz częściej są gotowi zapłacić.
Czy dlatego branża popiera uporządkowanie zasad najmu krótkoterminowego?
Tak, ale nie chodzi o to, żeby walczyć z właścicielami mieszkań. Rynek najmu krótkoterminowego nie potrzebuje wojny - potrzebuje jasnych zasad. Regulacje powinny przede wszystkim porządkować rynek i dawać gościowi poczucie, że niezależnie od tego, gdzie rezerwuje nocleg, jego bezpieczeństwo nie jest kwestią przypadku.
Hotel funkcjonuje w bardzo konkretnych ramach: zatrudnia ludzi, utrzymuje całą infrastrukturę, opłaca ubezpieczenia i inwestuje w zabezpieczenia. Tymczasem często okazuje się, że cena pobytu jest zbliżona do ceny prywatnej kwatery, choć zakres obowiązków po obu stronach bywa zupełnie inny.
Nie twierdzę, że prywatne kwatery działają źle. Wiele z nich oferuje świetny standard. Problem pojawia się wtedy, gdy coś pójdzie nie tak. W razie wypadku czy innego zdarzenia gość musi wiedzieć, kto ponosi odpowiedzialność i gdzie szukać pomocy. W hotelu nie ma anonimowego numeru telefonu i czekania na odpowiedź - jesteśmy na miejscu, mamy ubezpieczenie, procedury i możliwość natychmiastowego działania. I właśnie o taki standard bezpieczeństwa powinno chodzić na całym rynku.
Hotele ponoszą również znacznie więcej kosztów niż osoba wynajmująca pojedynczy apartament czy pokój.
Te koszty zaczynają się dużo wcześniej, niż gość odbierze klucz do pokoju. Już na etapie dopuszczenia obiektu i samego pokoju do sprzedaży pojawia się cała lista obowiązków: kontrole sanitarne, odpowiednie przygotowanie basenów, SPA, pokoi i przestrzeni wspólnych, wymogi przeciwpożarowe i sanitarne, zasady dotyczące żywienia, badania wody, a także ubezpieczenie majątku i odpowiedzialności cywilnej.
Do tego dochodzi jeszcze coś, czego gość często nie widzi, ale z czego korzysta przez cały pobyt - odpowiednie zabezpieczenie każdego działu. Pracownicy kuchni przechodzą wymagane badania, podobnie wygląda to w SPA. Musimy zapewnić recepcję i obsadę wszystkich miejsc, z których korzysta gość. Hotel nie działa przecież tylko wtedy, kiedy ktoś czegoś potrzebuje - on musi być gotowy, zanim taka potrzeba się pojawi.
To są bardzo duże koszty, ale właśnie z nich składa się bezpieczeństwo i komfort pobytu. Gość widzi gotowy pokój, śniadanie czy basen. Za tym wszystkim stoi jednak cały system ludzi, procedur i zabezpieczeń, który ma sprawić, że podczas pobytu może po prostu… odpoczywać.
Czy można więc powiedzieć, że chodzi nie tylko o regulacje, ale również o równe warunki prowadzenia działalności gospodarczej?
Dokładnie. Nie chodzi o ograniczanie właścicieli mieszkań, ale o jasne zasady. Właściciel ma prawo korzystać ze swojej nieruchomości, jednak w momencie, gdy zaczyna świadczyć usługę noclegową, wchodzi również w obszar działalności gospodarczej - a ta powinna wiązać się z odpowiedzialnością.
My płacimy podatki, zatrudniamy ludzi i odpowiadamy za wszystko, co dzieje się w obiekcie. Dlatego usługa noclegowa powinna być zarejestrowana i spełniać podstawowe wymagania. Numer obiektu nie powinien być tylko formalnością, ale informacją dla gościa: to miejsce zostało sprawdzone i wiadomo, kto za nie odpowiada. Na tym polega uczciwa konkurencja - te same zasady gry dla tych, którzy oferują tę samą usługę.
Czyli rynek należałoby uporządkować tak, aby przedsiębiorcy mieli porównywalne warunki, a goście – porównywalny poziom bezpieczeństwa?
Przede wszystkim chodzi o bezpieczeństwo. Jeśli poważnie myślimy o rozwoju turystyki w Polsce, ten rynek musi być dobrze uporządkowany. Uważam, że stoimy przed prawdziwym boomem turystycznym - Polska jest coraz bardziej rozpoznawalna i coraz więcej osób chce ją odkrywać.
Nie jesteśmy jeszcze na tym najbardziej uczęszczanym zachodnim szlaku, obok Hiszpanii czy Francji, ale mamy bardzo wiele do zaoferowania: nowoczesne hotele i usługi na naprawdę wysokim poziomie. Teraz ważne jest, aby profesjonalizm nie kończył się na drzwiach hotelu. Powinniśmy zadbać o wysoki standard i bezpieczeństwo na całym rynku noclegowym.

fot.: termywarminskie.pl — Termy Warmińskie
Młodzi goście szukają czegoś, czego nie znajdą na ekranie
Jak w obecnej fazie rozwoju polskiej turystyki odnajdują się rodzinne, niezależne hotele – mniejsze i bardziej kameralne od największych obiektów?
Coraz częściej widzimy, że goście szukają miejsc nieoczywistych - trochę na uboczu, ale za to z własnym charakterem. Niezależne, rodzinne hotele bywają mniejsze, często położone poza centrami miast, blisko natury i lokalnych historii. Nie udają, że są wszędzie takie same.
Zmienił się też nasz gość. Kiedyś jego przeciętny wiek wynosił około 50 lat, później 44, a dziś coraz częściej mamy osoby między 27. a 33. rokiem życia. Na co dzień pracują intensywnie, często w korporacjach i praktycznie nie rozstają się z technologią. Na wyjeździe chcą więc czegoś odwrotnego: ciszy, spokoju i doświadczeń, których nie da się przewinąć palcem po ekranie.
Chcą zrobić makaron, ulepić pierogi, spróbować lokalnej kuchni, poznać ludzi i kulturę danego miejsca. I właśnie tu jest siła niezależnych hoteli. Możemy oferować hotelowy standard, a jednocześnie zachować coś, czego nie da się łatwo wystandaryzować – rodzinną, domową atmosferę.
Dobrym przykładem jest wystrój hotelu w Ostródzie i ptaki zawieszone nad schodami. Jaka historia się z nimi wiąże?
W naszych hotelach lubimy, kiedy wnętrze ma coś do powiedzenia. W Ostródzie nad schodami zawisły ptaki wykonane z gipsu przez dzieci z niepełnosprawnościami. Umieściliśmy je na podświetlanych linkach, więc wieczorem wyglądają tak, jakby na chwilę zatrzymały się w locie.
To nie jest przypadkowa dekoracja. Jeziora i ptaki są wpisane w ten region - podobnie jak kormorany obecne w miejskiej przestrzeni czy wędzona sielawa, którą podajemy gościom. Takie szczegóły są dla nas ważne, bo tworzą opowieść, której nie da się skopiować i przenieść do innego hotelu.
Goście bardzo często je zauważają. Pytają, skąd się wzięły, kto je zrobił, dlaczego właśnie tutaj. I wtedy zaczyna się rozmowa. Dla osób, które szukają ciszy, spokoju, a czasem po prostu chcą pobyć gdzieś samemu, taki hotel z własną historią może znaczyć więcej niż kolejny perfekcyjnie urządzony, ale anonimowy obiekt.
Niezależny hotel jest również częścią gospodarki regionu. Zatrudnia miejscowych pracowników, współpracuje z dostawcami i pomaga promować otoczenie.
Każdy region powinien traktować hotel jak swojego naturalnego sprzymierzeńca. To właśnie przez hotel można pokazać gościom lokalną kuchnię, kulturę, tradycje, święta czy produkty. Nie trzeba budować od zera kolejnej przestrzeni promocyjnej - ona już jest. Wystarczy dobrze wykorzystać miejsce, do którego codziennie przyjeżdżają ludzie z różnych stron.
Hotel działa też jak mały obieg gospodarczy. Zatrudnia mieszkańców, współpracuje z lokalnymi dostawcami i rolnikami, korzysta z produktów trafiających na stół niemal prosto z pola. Potrzebuje transportu, współpracuje z muzeami, atrakcjami i miejscami historycznymi.
To jest układ, w którym wszyscy mogą coś zyskać. My czerpiemy z tego, co dzieje się wokół nas, a jednocześnie otwieramy region przed ludźmi, którzy być może bez tego nigdy by tutaj nie trafili.
Czy sprawdza się więc pakietowanie usług hotelu z ofertą innych lokalnych podmiotów?
Tak, i coraz lepiej uczymy się takiej współpracy. Pakietowanie usług powinno stać się czymś naturalnym, a nie dodatkiem, przed którym trzeba się bronić. Gość nie przyjeżdża przecież wyłącznie po łóżko i śniadanie – przyjeżdża po cały pobyt.
Dlatego warto łączyć ofertę hotelu z tym, co ma do zaoferowania okolica. W ten sposób nie sprzedajemy pojedynczego noclegu, ale doświadczenie całego miejsca. A na tym ostatecznie zyskują i hotel, i lokalni partnerzy, i sam region.
Prowadzenie hotelu nie kończy się zatem na utrzymaniu obiektu, zespołu i kuchni. To ciągłe analizowanie potrzeb gościa i dostosowywanie do nich oferty.
Dokładnie. Hotel nie może działać według raz ustalonego scenariusza. W naszych obiektach wymieniamy się doświadczeniami i obserwujemy, co dla gości zaczyna mieć znaczenie. Kiedyś potrzeby zmieniały się co pięć czy siedem lat, dziś potrafią zmienić się z sezonu na sezon.
Dobrym przykładem są rowery. Kiedyś wystarczały zwykłe, dziś goście pytają również o elektryczne. W tym roku dokupiliśmy wózki rowerowe dla dzieci, bo rodzice coraz częściej nie chcą zabierać ze sobą całego „mobilnego zaplecza”. Liczą się też drobiazgi - picie czy kanapka dla dziecka na dłuższą trasę. Czasem są to małe rzeczy, ale właśnie one zostają w pamięci.
Zawsze powtarzam współpracownikom: trzeba patrzeć na gościa uważnie. Bo dobra usługa zaczyna się często tam, gdzie kończy się standardowa lista obowiązków.
Współczesny gość dokładnie wie, czego chce, a przez to bywa bardziej wymagający niż kiedyś.
Jest bardziej wymagający, ale też bardziej świadomy. I ma do tego prawo - płaci za usługę. Ważne jednak, żeby po obu stronach był rozsądek i wzajemny szacunek. Oczywiście zdarzają się goście, którzy za wszelką cenę próbują udowodnić, że hotel popełnił błąd. A błędy oczywiście się zdarzają, bo za każdym hotelem stoją ludzie, nie maszyny.
Kluczowe jest to, co robimy później: czy potrafimy zareagować, przyznać się do niedociągnięcia i wynagrodzić gościowi niedogodność.
Słuchanie gościa to zresztą najlepsza forma rozwoju. Dzięki temu wiemy, co poprawić i jak budować ofertę, do której chce się wracać. Bo dla hotelu nie ma lepszej rekomendacji niż gość, który po prostu wraca.

fot.: willaport.pl — Hotel Willa Port, Ostróda
Wielkie kompleksy hotelowe będą powstawać
Jak patrzy pani na rozwój bardzo dużych kompleksów hotelowych, które mają funkcjonować niemal jak samodzielne centra turystyczne? Czy to właściwy kierunek dla Polski?
Niezależnie od tego, czy ten kierunek nam odpowiada, dużych kompleksów hotelowych raczej nie unikniemy. Już powstają i będą powstawać. W pewnym sensie przenoszą do Polski model znany z Turcji czy Egiptu: gość przyjeżdża i ma wszystko w jednym miejscu.
Każdy region powinien jednak odpowiedzieć sobie, czy taki model do niego pasuje. Osobiście bliżej mi do mniejszych obiektów, ale prywatni inwestorzy realizują własne pomysły i inwestują własne pieniądze. To także znak zmiany.
Polska buduje infrastrukturę, po którą dotąd jeździliśmy za granicę - taką, w której nawet deszcz nie musi psuć wypoczynku. I być może właśnie dlatego coraz śmielej możemy myśleć o Polsce jako o miejscu, do którego przyjeżdża się specjalnie na wakacje.
Na forach turystycznych często pojawia się zarzut, że wakacje w Polsce – szczególnie nad morzem – kosztują niemal tyle co wyjazd w bardzo egzotycznym kierunku. Krytyka dotyczy zwłaszcza najmu krótkoterminowego. Czy te ceny rzeczywiście są bardzo wysokie?
Rzeczywiście, ceny potrafią być wysokie, zwłaszcza nad morzem. Trzeba jednak pamiętać, że tam sezon bywa bardzo krótki. Prywatna kwatera zarabia często przez półtora czy dwa miesiące i w tym czasie właściciel próbuje wypracować przychód na znacznie dłuższy okres.
Hotel ma działalność rozłożoną na cały rok, choć oczywiście również odczuwa sezonowe skoki. Czy w polskich hotelach jest drogo? Często słyszymy, że taniej można polecieć za granicę. Nie chcę z tym polemizować, ale warto porównywać rzeczy porównywalne. Mamy inne koszty pracy niż Turcja czy Egipt, inne obciążenia i zupełnie inną długość sezonu.
I znów wracamy do pogody. Latem, kiedy jest słońce, popyt potrafi gwałtownie rosnąć, a zimą wielu Polaków wybiera zagranicę. Ceny są więc w dużej mierze odbiciem tej sezonowej huśtawki.
Niepokojący pozostaje brak uporządkowania rynku. Jeżeli prywatny pokój z dobrym widokiem kosztuje 800 złotych za dobę, pojawia się pytanie, co poza tym widokiem otrzymuje gość.
Widok oczywiście ma swoją wartość, ale nie powinien być jedynym argumentem przemawiającym za wyborem noclegu. Gość może przecież otrzymać w hotelu znacznie więcej niż sam pokój - śniadanie, basen, siłownię, recepcję, obsługę, świeżą pościel i wymienione ręczniki.
Dlatego tak ważna jest przejrzystość rynku. Gość powinien dokładnie wiedzieć, za co płaci i co rzeczywiście otrzymuje w ramach danej oferty. Widok może być piękny, ale warto wiedzieć, co jeszcze kryje się za drzwiami.

fot.: termywarminskie.pl — Termy Warmińskie
Nie czekamy już na „wielkie wakacje”
W ostatnich latach zmienił się również sposób podróżowania Polaków. Kiedyś na urlop wyjeżdżało się przede wszystkim podczas wakacji, a dziś robimy to właściwie zawsze, gdy znajdujemy wolną chwilę. Dla hoteli to chyba dobra wiadomość, bo sezon zaczyna obejmować cały rok.
To jedna z najciekawszych zmian ostatnich lat. Dziś coraz rzadziej czekamy na „wielkie wakacje”. Wystarczy wolny weekend, kilka dni między obowiązkami i już pojawia się pomysł, żeby gdzieś pojechać.
Stać nas też na więcej, a gdy podstawowe potrzeby są zaspokojone, zaczynamy inwestować w coś mniej materialnego - przeżycia, emocje i wspomnienia. Pandemia dodatkowo przypomniała nam, że życia nie zawsze warto odkładać na później.
Teraz wyzwaniem jest sprawić, żeby Polacy chcieli częściej odkrywać własny kraj, a zagraniczni goście mieli coraz więcej powodów, by wpisać Polskę na swoją listę podróży.
Czy można już ocenić, jak zmienia się liczba zagranicznych turystów odwiedzających Polskę?
Z roku na rok widzimy coraz więcej gości z zagranicy i potwierdzają to również dane GUS. W okresie od stycznia do kwietnia 2026 roku liczba zagranicznych turystów korzystających z bazy noclegowej w Polsce wzrosła o 12,2 procent w porównaniu z tym samym okresem poprzedniego roku.
To wyraźny sygnał, że Polska coraz mocniej zaznacza swoją obecność na turystycznej mapie Europy. Teraz ważne jest, aby nie promować Polski tylko jako miejsca na jeden sezon. Mamy cztery różne pory roku, różnorodne regiony, miasta, naturę i kulturę. Warto pokazać, że Polska potrafi być ciekawym kierunkiem przez cały rok - i że każda pora może opowiedzieć o niej trochę inną historię.

fot.: willaport.pl — Hotel Willa Port, Ostróda
„Turystyka to nie dodatek do gospodarki”
Skoro mamy się chwalić Polską, musimy skuteczniej promować ją za granicą. Jak ocenia pani możliwości prowadzenia takiej promocji z punktu widzenia całej gospodarki?
Potrzebujemy przede wszystkim jednej, spójnej opowieści o Polsce. Za promocję kraju odpowiada Polska Organizacja Turystyczna, ale sama nie zrobi wszystkiego. Najpierw powinna być wyraźna strategia dla Polski, później dla regionów i wreszcie dla konkretnych miejsc. Te poziomy muszą się zazębiać, bo działając osobno, łatwo rozproszyć energię i pieniądze.
Mamy dziś dobry moment - rośnie znaczenie polskiej gospodarki, a wraz z nim zainteresowanie naszym krajem. Zagraniczni goście, również ci przyjeżdżający biznesowo, często są pozytywnie zaskoczeni tym, co zastają na miejscu. Najtrudniejsze jest więc czasem nie przekonać ich, kiedy już przyjadą, ale sprawić, żeby w ogóle wybrali Polskę.
Dlatego promocja gospodarcza i turystyczna powinny iść jednym krokiem. Turystyka to nie dodatek do gospodarki, ale sektor z ogromnym potencjałem. Jej udział w polskim PKB jest wciąż niższy niż w Hiszpanii czy Francji, co oznacza, że mamy jeszcze sporo miejsca do zagospodarowania. Nawet niewielki wzrost w skali kraju może przynieść bardzo duży efekt.
Wpływy z turystyki nie kończą się przecież na zapłacie za pokój.
Oczywiście. Gość zagraniczny nie zostawia pieniędzy wyłącznie w hotelu. Płaci za pokój, ale później idzie do restauracji, robi zakupy, korzysta z transportu, odwiedza atrakcje. Jedna podróż uruchamia więc cały mały łańcuch wydatków.
Na tym korzystają nie tylko hotele, ale sklepy, restauracje, przewoźnicy, przewodnicy i lokalne firmy. Dochodzą do tego miejsca pracy i rozwój przedsiębiorczości. Turystyka wciąż bywa traktowana trochę jak dodatek do gospodarki, tymczasem pieniądze przywiezione przez gościa potrafią pracować w regionie długo po tym, jak sam już wróci do domu.
Czy publiczne budżety przeznaczane na promocję Polski są wystarczające?
Nie, zdecydowanie nie. Na promocję Polski przeznaczamy zbyt mało środków, zwłaszcza jeśli porównamy się nawet z mniejszymi krajami, takimi jak Rumunia. Wciąż jesteśmy trochę zbyt skromni - za granicą mówimy o sobie za cicho, a czasem wcale.
A mamy czym się chwalić: polskimi markami, przedsiębiorcami i miejscami, które naprawdę potrafią zaskoczyć. Dobrym przykładem była kampania „Mazury Cud Natury” z hasłem: „To nie Amazonia, to Mazury”. Właśnie takiej komunikacji potrzebujemy - odważnej i takiej, która zatrzymuje uwagę.
Powinniśmy też mocno mówić o tym, że Polska jest krajem bezpiecznym i czystym. W badaniu wśród zagranicznych gości Polskich Hoteli Niezależnych bezpieczeństwo było najczęściej wskazywaną zaletą pobytu, a czystość znalazła się na drugim miejscu. To nie są drobiazgi. To są argumenty, których wiele krajów turystycznych mogłoby nam po prostu pozazdrościć.

fot.: termywarminskie.pl — Termy Warmińskie
Polskę można również poznawać od kuchni
Na koniec wróćmy do lokalnych smaków. Co najlepiej pokazuje kuchnię hotelu w Ostródzie?
Najlepiej chyba to, co można po prostu położyć na talerzu. Dziś królują u nas kurki - mamy zupę kurkową, pierogi i pizzę z kurkami. Jest też smalec, wędzona sielawa i nasz paprykarz.
W innym regionie ten zestaw wyglądałby zupełnie inaczej - i właśnie o to chodzi. Polska kuchnia nie powinna być wszędzie taka sama. Powinniśmy pokazywać jej regionalne różnice, lokalne produkty i smaki, których nie da się pomylić z żadnymi innymi.
Jednocześnie nasza gastronomia coraz mocniej zaznacza swoją pozycję na świecie. Wyróżnienia przewodnika Michelin i gwiazdki zdobywane przez polskie restauracje pokazują, że mamy się czym chwalić - zarówno w dużych miastach, jak i w mniejszych miejscach. Bo Polskę można zwiedzać na wiele sposobów. Jednym z przyjemniejszych jest po prostu… spróbować jej po kawałku.
Czy więc Polska jest mocnym punktem na mapie turystycznej Europy?
Zdecydowanie tak. Polska jest już mocnym punktem na turystycznej mapie Europy - tylko mam wrażenie, że czasem sami jeszcze patrzymy na siebie zbyt nieśmiało. Mamy znacznie więcej, niż potrafimy o sobie opowiedzieć - „Bo Polska to więcej, niż myślisz”
Weź udział w dyskusji!
Masz opinię, dodatkowy kontekst albo chcesz podzielić się własnym doświadczeniem? Zostaw komentarz pod artykułem.