Problemy demograficzne Łodzi nie zaczęły się po 1989 roku. Ich źródeł prof. Piotr Szukalski szuka znacznie wcześniej – w przemysłowym charakterze miasta, wysokiej aktywności zawodowej kobiet i słabnącej z czasem atrakcyjności migracyjnej. W rozmowie z KNews.pl demograf mówi również o rzeczywistej liczbie mieszkańców Łodzi, suburbanizacji, szybkim połączeniu z Warszawą, przyszłości centrum oraz o tym, dlaczego kluczowe może okazać się nie zatrzymanie spadku liczby ludności za wszelką cenę, lecz stworzenie miasta, w którym młodzi ludzie będą chcieli żyć. Profesol Szukalski _Ostat
KNews.pl: Panie profesorze, zastanawiałem się, kiedy ostatnio robiliśmy razem wywiad. To musiały być okolice 2006–2007 roku. Pamiętam, że już wtedy rozmawialiśmy o tym, że sytuacja demograficzna Łodzi jest zła i że tego nie zmienia się z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień ani nawet z roku na rok. Jak dzisiaj wygląda demografia Łodzi?

fot.: Knews.pl
Prof. Piotr Szukalski: Musimy sobie zdawać sprawę, że patrząc na bieżącą sytuację Łodzi, widzimy tak naprawdę odbicie dalekiej przeszłości. Już w okresie międzywojennym łodzianki miały średnio mniej dzieci niż mieszkanki innych, większych miast. To była między innymi konsekwencja wyższej aktywności zawodowej kobiet. Łódź była miastem przemysłu lekkiego i tutaj kobiety po prostu częściej pracowały zawodowo. W innych regionach kraju częściej funkcjonował model, w którym mąż szedł do fabryki, a żona zostawała w domu. W Łodzi kobiety szły do pracy, a to – z różnych przyczyn – przekładało się na mniejszą przeciętną liczbę dzieci.
Ten mechanizm był widoczny również po wojnie. Dochodził do tego drugi element: ze względu na charakter przemysłu, warunki pracy i bardzo wysoki poziom zanieczyszczenia środowiska częściej występowały problemy z donoszeniem ciąży i porodami. To także wpływało na liczbę urodzeń. Nieprzypadkowo właśnie w Łodzi powstał później Instytut Centrum Zdrowia Matki Polki. Miasto miało wyjątkowo trudne warunki środowiskowe – fabryki były wplecione w tkankę mieszkaniową, a poziom zanieczyszczeń bardzo wysoki.
Statystycznie urodzeń było więc mniej niż w innych dużych miastach. Do tego już w latach 70. Łódź zaczynała tracić atrakcyjność migracyjną. Napływ ludności był mniejszy niż do innych wielkich ośrodków. Profesol Szukalski _Ostat
KNews.pl: Czyli to jest trochę takie demograficzne DNA miasta? Łódź rozwijała się nieprawdopodobnie szybko przez dziesięciolecia, ale można powiedzieć, że urodziła się z pewnymi cechami, które później określały ją przez następne dekady?
Tak, dokładnie. Proszę pamiętać, że był tutaj przede wszystkim przemysł z relatywnie niższymi wynagrodzeniami. To sprawiało, że mniej mężczyzn było zainteresowanych przyjazdem do Łodzi, bo lepiej płatną pracę można było znaleźć w innych częściach kraju. Ten model gospodarczy wpływał więc nie tylko na sytuację ekonomiczną, ale także na strukturę ludności.
Później to wszystko bardzo mocno uderzyło w miasto na początku lat 90., wraz z zamykaniem fabryk i wysokim bezrobociem. Łódź stała się wtedy dla przyjezdnych jeszcze mniej atrakcyjna. Jeżeli mamy wysokie bezrobocie, to człowiek z zewnątrz ma mniejszą szansę na znalezienie pracy. Miejscowym jest zwykle trochę łatwiej, bo mają sieci kontaktów społecznych, rodzinnych czy zawodowych. Przyjezdnym jest trudniej i po prostu drożej.
Do tego dochodził jeszcze trzeci element: wyższa umieralność. Zanieczyszczenie środowiska przez lata miało tutaj ogromne znaczenie. W starszej części populacji widać również nieco gorszą strukturę wykształcenia. Do około 50–55. roku życia różnice między Łodzią a innymi największymi miastami właściwie zanikają, ale w starszej populacji nadal widać, że mieszkańcy Łodzi są przeciętnie słabiej wykształceni niż mieszkańcy Warszawy, Krakowa, Poznania czy Wrocławia.
A poziom wykształcenia ma znaczenie dla zdrowia, stylu życia, korzystania z profilaktyki i opieki medycznej. Jeżeli spojrzy pan na tablice trwania życia, Łódź wyraźnie odbiega od innych największych miast. W innych wielkich miastach mamy zwykle wartości dwa, trzy, cztery lata powyżej średniej krajowej. To odzwierciedla wyższy poziom wykształcenia, wyższe dochody, bliskość specjalistycznych lekarzy, większą wiedzę i dbałość o zdrowie. W Łodzi cały czas żyje się krócej niż wynosi średnia krajowa. Jak na wielkie miasto jest to sytuacja nietypowa.
KNews.pl: Czy był jakiś moment w historii miasta, kiedy naprawdę można było te trendy odwrócić? Naukowcy przez lata mówili, że coś trzeba zrobić, ale czy istniał taki punkt, w którym rzeczywiście była szansa na zmianę?
Jeżeli mielibyśmy wskazać taki moment, to powiedziałbym, że były to lata 60. i 70., kiedy należało inaczej myśleć o mieście, a przede wszystkim o jego gospodarce. W latach 70. realizowano wielkie inwestycje infrastrukturalne, powstawały Retkinia, Widzew i kolejne duże osiedla, ale cały czas Łódź pozostawała stolicą przemysłu lekkiego. Ten przemysł dalej bardzo mocno rozbudowywano. Wtedy należało zacząć myśleć o odejściu od monokultury przemysłowej i o większym zróżnicowaniu gospodarki miasta.

W latach 60. i 70. Łódź wciąż była miastem rozwijającym się demograficznie i przestrzennie. Powstawały wielkie osiedla mieszkaniowe – wcześniej m.in. Teofilów, a później Retkinia i Widzew Wschód. Prof. Piotr Szukalski zwraca uwagę, że właśnie wtedy był moment, w którym można było zacząć inaczej myśleć o przyszłości miasta i odejściu od przemysłowej monokultury.
KNews.pl: Tyle że później ten proces właściwie dokonał się naturalnie. Przemysł lekki przestał dominować, mamy dzisiaj inne gałęzie gospodarki, jesteśmy bardzo ważnym ośrodkiem produkcji AGD, ale ceną był olbrzymi spadek liczby mieszkańców. Kiedy pana słucham, mam wrażenie, że demografia jest po prostu okrutnie konsekwentna. Decyzje sprzed dziesięcioleci wpływają na to, co dzieje się dzisiaj. Co właściwie możemy zrobić?
Przyszłość w dużej mierze jest zapisana w piramidzie wieku, w strukturze wieku ludności. Jeżeli wśród największych miast mamy rekordowo wysoki udział 60-, 70-latków i osób jeszcze starszych, a z drugiej strony wyraźnie mniej dwudziesto- i trzydziestolatków, to nie powinniśmy się dziwić temu, co się dzieje.
Musiałby zdarzyć się cud i łodzianki musiałyby nagle zacząć rodzić średnio troje czy czworo dzieci, żeby pojawił się długookresowy wzrost liczby mieszkańców. Wiemy, że taki scenariusz jest nierealny. Struktura wieku oznacza więc ujemny przyrost naturalny.
Ale liczba ludności zależy od dwóch czynników: od ruchu naturalnego i od ruchu wędrówkowego, czyli migracji. Ruch naturalny jest na minusie. Zostaje więc zwiększanie atrakcyjności miasta dla migrantów – czy to z innych części Polski, czy z zagranicy. Oczywiście w przypadku imigrantów zagranicznych nie jest to już tylko decyzja władz miasta czy województwa, lecz również element polityki prowadzonej na szczeblu krajowym. Profesol Szukalski _Ostat
KNews.pl: Mówi Pan, że przyszłość Łodzi jest w dużej mierze zapisana w strukturze wieku mieszkańców. Co w takim razie byłoby realistycznym sukcesem demograficznym miasta w perspektywie najbliższych 20–30 lat?
Sukcesem byłoby zwiększenie udziału osób przed czterdziestym rokiem życia wśród ogółu mieszkańców.
KNews.pl: Ostatnio dużo mówiło się o tym, ilu mieszkańców Łódź rzeczywiście ma. Pojawiają się różne szacunki. Oficjalne dane mówią jedno, a analizy tak zwanych śladów życia pokazują coś innego.
Mówi pan o tych szacunkach opartych na śladach życia, gdzie wychodzi około 700 tysięcy mieszkańców. Trzeba pamiętać, że te ślady życia też zapewne nie obejmują wszystkich imigrantów. Możliwe więc, że w Łodzi rzeczywiście mieszka 720–730 tysięcy osób zamiast 640–650 tysięcy wynikających z oficjalnych danych.
Nie zmienia to jednak faktu, że to wciąż znacznie mniej niż 854 tysiące mieszkańców, które Łódź odnotowała w połowie 1988 roku, w momencie swojego szczytu ludnościowego.
KNews.pl: Ale czy ta duża różnica między oficjalną statystyką a śladami obecności ludzi nie napawa jednak pewnym optymizmem?
Proszę zwrócić uwagę, że w Warszawie, Krakowie czy Wrocławiu te różnice są jeszcze większe. Nie wiem więc, czy można powiedzieć, że jest to coś pozytywnego. To jest po prostu specyfika tego, że mamy do czynienia z migracjami niezarejestrowanymi, zwłaszcza w przypadku cudzoziemców.
Oficjalne statystyki bazujące na zameldowaniu w przypadku największych miast mają ograniczony związek z rzeczywistą liczbą ludności. Cały czas mamy jeszcze problem z osobami, które są tak zwanymi użytkownikami miasta, ale nie jego mieszkańcami. To wszyscy ci, którzy mieszkają 20–30 kilometrów wokół miasta, a w przypadku Warszawy nawet 50–60 kilometrów od niego, ale w mieście pracują, robią zakupy, chodzą do lekarza, a ich dzieci bardzo często się tam uczą. Formalnie nie mieszkają w mieście, ale faktycznie z niego korzystają.
KNews.pl: Widać to przecież codziennie rano. Z tych wszystkich ościennych gmin i miejscowości do Łodzi wjeżdżają dziesiątki tysięcy ludzi.
Dokładnie. Myśląc o mieście, trzeba myśleć nie tylko o jego mieszkańcach, niezależnie od tego, jaka jest ich faktyczna liczba, ale również o użytkownikach miasta. To są dziesiątki tysięcy ludzi, którzy przyjeżdżają tutaj pracować, uczyć się, robić zakupy czy korzystać z lekarza. Dlatego rzeczywista populacja korzystająca z miasta jest większa niż liczba jego formalnych mieszkańców.
KNews.pl: Mówi pan o ludziach mieszkających wokół aglomeracji. To oczywiście nie jest tylko łódzkie zjawisko. Widać to także wokół Krakowa, Wrocławia, Warszawy.
To znajdzie pan w całej Europie, a właściwie na całym świecie. W zamożnych krajach dostęp do samochodu, a przede wszystkim do dobrej jakości dróg, jest tutaj kluczowy. Chodzi, krótko mówiąc, o czas przejazdu pomiędzy miejscem zamieszkania a miejscem pracy. To jest realny problem – rano ludzie wjeżdżają do centrum, po południu wyjeżdżają, a drogi nie są z gumy.
KNews.pl: Suburbanizacja następuje z kilku powodów, ale jednym z najważniejszych jest ekonomia. Ludzie myślą: zamiast mieszkania w Łodzi kupię większe mieszkanie albo dom w gminie pod miastem. Czy to jest zła decyzja?
Krótkookresowo może być racjonalna, choć niekoniecznie długookresowo. Jednorazowo ponosi pan niższy koszt w przeliczeniu na metr kwadratowy. Zamiast 50 metrów może pan mieć 70 czy 80 albo domek. Natomiast długofalowo pojawiają się dodatkowe koszty: dojazdu, transportu, a jeśli ma pan dom, również jego utrzymania. Inna jest logika krótkiego okresu i inna logika długiego okresu.

fot.: Port Polska/AI Knews
KNews.pl: Chciałbym zapytać o Port Polska i koncepcję budowy KDP. Ta inwestycja doprowadzi zapewne do tego, że łatwiejszy będzie dostęp zarówno do samego lotniska, jak i do Warszawy. Jak pan patrzy na tę wielką inwestycję infrastrukturalną z punktu widzenia Łodzi? Szansa czy zagrożenie?
Zapewne stworzy trochę miejsc pracy dla mieszkańców Łodzi, ale myślę, że przede wszystkim najważniejsze będzie szybkie połączenie z Warszawą. Mam nadzieję, że w końcu zaczniemy wykorzystywać bliskość Warszawy i przede wszystkim różnicę w cenach nieruchomości.
Spotkałem ostatnio mniej więcej trzydziestoletniego Nigeryjczyka, który mieszka w Łodzi, wynajmuje tutaj kawalerkę, a codziennie dojeżdża do pracy do Warszawy. Powiedział mi, że nie ma ochoty mieszkać z kimś w Warszawie, a na samodzielne wynajęcie mieszkania tam nie byłoby go stać. To jest bardzo konkretny przykład pokazujący, jak ta różnica kosztów może działać na korzyść Łodzi.
KNews.pl: To już zresztą nie jest tylko pojedynczy przypadek. W internecie pojawiają się historie młodych rodzin, które za cenę kawalerki w Warszawie kupują w Łodzi duże mieszkanie. Rozmawiałem kiedyś z jednym z twórców OFF Piotrkowska, który powiedział mi, że może powinniśmy zacząć myśleć o Łodzi przyszłości jako mieście trochę mniejszym, ale przyjaznym do życia – takim, w którym ludzie będą chcieli mieszkać, nawet jeśli część z nich będzie pracowała w Warszawie. Czy to może być przyszłość?
Tak, zwłaszcza że na naszych oczach dokonuje się transformacja pracy. Mamy do czynienia z pracą zdalną i hybrydową. To oznacza, że coraz więcej ludzi, nawet jeśli będzie musiało dojeżdżać do Warszawy, będzie to robiło dwa czy trzy razy w tygodniu. A to drastycznie zmienia rachunek kosztów – zarówno finansowy, jak i czasowy.
Druga rzecz: zawsze trzeba myśleć o jakości życia. Niezależnie od tego, czy nowi mieszkańcy, którzy mają zastępować przewidywany ubytek liczby ludności, będą pochodzić z Warszawy, czy będą to osoby, które zamiast Warszawy zdecydują się na migrację do Łodzi, czy ludzie, którzy przyjadą tutaj na studia i później zwiążą swoją przyszłość z miastem – bez młodych ludzi, którzy się tutaj osiedlą, nic się nie zmieni.
Jeżeli nie będzie wystarczającego napływu, musimy przygotować się na to, że przez następne kilkadziesiąt lat liczba ludności będzie zmniejszać się o około pięć, sześć czy siedem tysięcy osób rocznie. Pewnie wylądujemy kiedyś w środku stawki dużych miast w Polsce.
Ale nie przesadzajmy. Jeszcze przez wiele lat będziemy wielkim miastem. W dającej się przewidzieć perspektywie 20–30 lat nie sądzę, żebyśmy zostali wyprzedzeni przez Poznań czy Gdańsk. Natomiast sam w ciągu swojej trzydziestoletniej kariery zawodowej dwukrotnie doświadczyłem degradacji Łodzi w rankingu największych polskich miast – kiedy najpierw wyprzedził nas Kraków, a później Wrocław.
KNews.pl: Czy bliskość Warszawy i coraz lepsze połączenia mogą sprawić, że Łódź stanie się miejscem zamieszkania dla większej liczby osób pracujących w stolicy? I czy z punktu widzenia demografii byłby to dla miasta trwały zysk?
Możliwość posiadania większego w porównaniu z Warszawą mieszkania dzięki niższym kosztom powinna pozytywnie wpływać na realizację planów prokreacyjnych. To ważny czynnik oddziałujący na urodzenie drugiego i kolejnych dzieci. To z kolei wyraźnie odmłodziłoby strukturę wieku ludności miasta.
KNews.pl: Pamiętam oba te momenty również jako dziennikarz. A gdyby spojrzeć na przyszłość Łodzi trochę bardziej optymistycznie? Czy mniejsza liczba mieszkańców może paradoksalnie pomóc w budowaniu wyższej jakości życia?
Według mnie mniejsza liczba ludności ułatwia budowanie wyższej jakości życia. Poza tym pamiętajmy, że w centrum Łodzi wciąż mamy mnóstwo kamienic, z których część tak naprawdę nie nadaje się do klasycznego remontu.
Przyznam, że czasami patrzę na działania miasta i zastanawiam się, po co ładować sześć, osiem czy dziesięć tysięcy złotych w metr kwadratowy remontu rudery, która nadal nie będzie miała piwnicy, nadal nie będzie miała windy. Rozumiem oczywiście chęć zachowania unikatowego układu urbanistycznego. Ale czasami rozwiązaniem powinno być wyburzenie i zbudowanie budynku od nowa z zachowaniem historycznej elewacji czy fasady.
Z punktu widzenia ekonomicznego może to być tańsze, a z punktu widzenia funkcjonalnego o niebo lepsze. W nowym budynku można zbudować podziemny parking. Można od początku usunąć bariery, które utrudniają korzystanie z budynku osobom z niepełnosprawnościami czy osobom starszym.
KNews.pl: Co zatem powinny zrobić władze Łodzi, żeby jak najlepiej wykorzystać czas, który jest przed nami? Nie zatrzymamy wszystkich procesów demograficznych, ale może możemy je złagodzić?
Prof. Piotr Szukalski: Powiem coś, czego sam chyba się po sobie nie spodziewałem: w tej sprawie naprawdę trzeba pochwalić władze miasta. Bardzo dobrze, że Łódź wróciła do organizowania dużych wydarzeń, które przyciągają młodych ludzi.
Nie chodzi tylko o samą imprezę. Najważniejsze jest to, że młodzi przyjeżdżają do miasta, przechodzą się po centrum, widzą Piotrkowską, poznają Łódź i zaczynają sobie wyrabiać własne zdanie na jej temat.
To szczególnie ważne w przypadku ludzi, którzy jeszcze nie zdecydowali, gdzie będą studiować i gdzie później będą chcieli żyć. Jeżeli przyjadą tutaj wcześniej i zobaczą, że miasto jest atrakcyjne, że można tu dobrze spędzać czas i że koszty życia są rozsądne, część z nich może później zacząć poważnie brać Łódź pod uwagę.
Dlatego organizowanie takich wydarzeń ma znaczenie większe niż sama frekwencja. To jest element budowania atrakcyjności miasta dla młodych ludzi. A właśnie ich Łódź będzie w przyszłości najbardziej potrzebować.

fot.: Politechnika Łódzka
KNews.pl: Łódź jest dużym ośrodkiem akademickim. Czy większym wyzwaniem jest dziś przyciągnięcie studentów do miasta, czy sprawienie, żeby po studiach chcieli tutaj zostać?
Zdecydowanie to pierwsze. „Zlewnia studencka”, czyli obszar, dla którego naturalnym miejscem studiowania jest Łódź, to raptem miasto i kilkadziesiąt kilometrów wokół, nawet nie całe województwo. I to trzeba zmienić.
KNews.pl: Co dziś najbardziej decyduje o tym, że młody człowiek po studiach zostaje w Łodzi albo z niej wyjeżdża?
Mam wrażenie, że kluczowym czynnikiem jest podejmowanie pracy już w czasie studiów pierwszego stopnia. Jeszcze kilka lat temu bardzo często było tak, że na drugi stopień nasi absolwenci jechali do Warszawy czy Wrocławia. Dziś widać to rzadziej i w pewnym stopniu jest to wynik poprawy sytuacji na łódzkim rynku pracy, gdzie można znaleźć w miarę godne wynagrodzenia, łącząc naukę z pracą.
KNews.pl: Czy są możliwe jakieś wydarzenia albo procesy w najbliższych latach, które mogłyby pomóc Łodzi w kwestiach demograficznych? Czy da się powiedzieć: jeśli wydarzy się to i to, sytuacja będzie lepsza?
Wolałbym nie budować tego rodzaju przewidywań. Demografia jest bardzo silnie uzależniona od procesów migracyjnych, a te mogą być wywoływane także przez wydarzenia, których nikt z nas by sobie nie życzył. Wystarczy spojrzeć na to, jak wojna w Ukrainie wpłynęła na przepływy ludności w Europie. Dlatego ostrożnie podchodziłbym do budowania prostych scenariuszy typu: wydarzy się to, więc sytuacja demograficzna automatycznie się poprawi.
Trzeba natomiast pamiętać, że dla młodych ludzi coraz ważniejsze, równie ważne jak zarabianie godnych pieniędzy, jest również fajne ich wydawanie. I tutaj Łódź, z lotniskiem praktycznie niewiele oferującym, ma pewien problem. To jest jeden z elementów wpływających na niższą atrakcyjność zamieszkiwania tutaj wśród dwudziesto-, dwudziestokilku- czy trzydziestolatków. Nie twierdzę, że jest to czynnik dominujący, ale gdzieś tam oddziałuje.
Te pokolenia zupełnie inaczej podchodzą również do kwestii work-life balance niż nasze pokolenie. Ja się tego nauczyłem po czterdziestce, oni są do tego przyzwyczajeni od dziecka. Mam czasami wrażenie, słuchając rozmów studentów, że to jest już pokolenie, w którym jeżeli nie jeździsz gdzieś dwa czy trzy razy w roku, to oznacza, że nie osiągnąłeś życiowego sukcesu. Widzę, że city breaki stały się czymś bardzo popularnym.
KNews.pl: Czyli tak naprawdę wracamy do tego, o czym rozmawiamy u nas na portalu z bardzo różnych powodów – biznesowych, społecznych i teraz także demograficznych. Powinniśmy iść w stronę miasta, które być może nie będzie już tak duże, ale przede wszystkim będzie miastem, w którym dobrze się żyje i w którym ludzie chcą zostać.
Tak. I to jest szansa dla miasta. Jest natomiast coś, co obserwuję z niepokojem: rozlewanie się Łodzi także w granicach samego miasta, czyli zabudowywanie dotychczas prawie niezamieszkiwanych terenów przy granicach miasta. Każde takie rozlewanie się miasta oznacza później koszty utrzymania infrastruktury.
Dlatego z radością patrzę na to, co dzieje się wokół Łodzi Fabrycznej. Zaczyna pojawiać się tam coraz więcej inwestycji mieszkaniowych. I to jest właśnie właściwy kierunek: bazujmy na infrastrukturze, która już istnieje.
KNews.pl: Wczoraj i dzisiaj pisałem właśnie o nowych, ekskluzywnych inwestycjach na Tymienieckiego. Ta przestrzeń centrum zaczyna się wypełniać. Łódź Fabryczna będzie zapewne jednym z takich biegunów wzrostu. A jeżeli mówimy o dwudziesto- i trzydziestolatkach, to przecież człowiek w tym wieku chce być blisko kina, restauracji, centrum, chce móc gdzieś wyskoczyć.
Kiedyś rozmawiałem z profesorem Politechniki Wrocławskiej, który opowiadał mi o początku lat 90., kiedy Bogdan Zdrojewski został prezydentem Wrocławia. Jednym z pierwszych pytań było: jak sprawić, żeby miasto stało się atrakcyjne dla młodych?
Ten profesor, wtedy jeszcze młody pracownik nauki, został poproszony o zorganizowanie czegoś w rodzaju seminariów z młodymi ludźmi. I oni właściwie wszyscy mówili to samo: potrzebujemy atrakcyjnego centrum. Takiego, gdzie można wyjść, pogadać, pójść do kina, a zaraz potem na piwo.
Ja się bardzo cieszę, że Piotrkowska wygląda dzisiaj przyzwoicie. Cieszę się również, że stopniowo poprawia się jej otoczenie. W momencie, w którym będziemy mieli w centrum więcej nowych budynków, większa część młodych ludzi będzie chciała tam mieszkać.
Oni niekoniecznie potrzebują wielkich mieszkań. Potrzebują atrakcyjnej przestrzeni w centrum miasta, żeby można było wyjść ze znajomymi i przyjemnie spędzić czas, łącząc różne formy aktywności – kino, koncert, restaurację czy coś jeszcze. Myślę, że może to być w przyszłości bardzo ważny czynnik zmieniający centrum Łodzi.
KNews.pl: Myślę jeszcze o kulturze. Nie tylko o wielkich wydarzeniach, ale też o takiej kulturze cotygodniowej. Zaczyna się kolejny festiwal, tych imprez jest dużo. Oczywiście zawsze mają przeciwników, komuś zawsze będzie przeszkadzać, ale młodzi ludzie muszą gdzieś wyskoczyć, pójść na koncert, spotkać się.
To prawda. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że jeśli chodzi o klasyczne atrakcje turystyczne, Łódź i województwo łódzkie nie należą do najsilniejszych regionów w kraju. Są statystyki GUS dotyczące turystyki i rozmieszczenia najważniejszych zabytków. Pod tym względem jesteśmy trochę białą plamą.

fot.: Łódźka Organizacja Turystyczna
KNews.pl: Ale z drugiej strony mamy coś wyjątkowego – nasze zabytki pofabryczne. Kiedy są rewitalizowane i dostają nowe funkcje, mam wrażenie, że Łódź ma szansę być właśnie przez to ciekawym miastem. I chyba relatywnie niewielkim kosztem moglibyśmy przyciągać zdecydowanie więcej turystów krajowych?
Ja czekam, kiedy przy wyjściu z Fabrycznego pojawi się jakiś naprawdę charakterystyczny punkt, przy którym ludzie będą chcieli robić sobie zdjęcia. Dzisiaj miasta potrzebują takich miejsc – prostych, rozpoznawalnych, trochę nieoczywistych. Być może napis HollyŁódź, nawiązujący do znaczenia miasta dla polskiego filmu, byłby taką atrakcją?
Czasami stosunkowo niewielkim kosztem można stworzyć coś, co zaczyna żyć własnym życiem, staje się miejscem spotkań, fotografowania i elementem promocji miasta. Łódź ma swoją specyfikę i powinna się tej specyfiki nie bać, tylko świadomie ją wykorzystywać.stych. Być może napis HollyŁódź, nawiązujący do znaczenia miasta dla polskiego filmu, byłby taką atrakcją?
Czasami stosunkowo niewielkim kosztem można stworzyć coś, co zaczyna żyć własnym życiem, staje się miejscem spotkań, fotografowania i elementem promocji miasta. Łódź ma swoją specyfikę i powinna się tej specyfiki nie bać, tylko świadomie ją wykorzystywać.
Knews.pl: Dzięukję za rozmowę.



Weź udział w dyskusji!
Masz opinię, dodatkowy kontekst albo chcesz podzielić się własnym doświadczeniem? Zostaw komentarz pod artykułem.