Łódź przez lata kojarzyła się z miastem betonu, fabrycznych murów, kominów i ciasno zabudowanych ulic. Ten obraz nie zniknął całkowicie, bo jest częścią historii miasta. Ale w centrum coraz wyraźniej widać drugi proces: odzyskiwanie małych fragmentów przestrzeni dla zieleni.

fot.: UMŁ — Pasaż Hilarego Majewskiego
Urząd Miasta Łodzi chwali się, że w mieście działa już ponad 70 parków, a w samym centrum przybywa skwerów, pasaży i parków kieszonkowych. To nie są wielkie założenia parkowe, do których trzeba specjalnie planować spacer. To raczej małe zielone przystanki w codziennym rytmie miasta: miejsce, żeby usiąść na ławce, schować się przed słońcem, napić się wody z poidełka albo przez kilka minut odpocząć od ruchu ulicznego.
W śródmieściu, gdzie każdy metr terenu ma wysoką wartość, trudno tworzyć nowe duże parki. Dlatego coraz większe znaczenie mają mniejsze interwencje: pojedyncze skwery, uporządkowane pasaże, fragmenty zieleni przy ulicach i parki kieszonkowe. W Łodzi takie miejsca powstają w centrum od 2016 roku. Część z nich została zrealizowana dzięki pomysłom mieszkańców zgłaszanym do Łódzkiego Budżetu Obywatelskiego.

fot.: UMŁ — Skwer Kunki, Łódź
Od Nowego Jorku po Enköping. Skąd wzięły się parki kieszonkowe?
Parki kieszonkowe nie są łódzkim wynalazkiem ani chwilową modą w miejskiej polityce. Ich historia sięga powojennej urbanistyki, gdy duże miasta zaczęły szukać sposobu na odzyskiwanie małych, zapomnianych działek między budynkami. W Stanach Zjednoczonych jednym z najczęściej przywoływanych przykładów jest Paley Park w Nowym Jorku, otwarty w 1967 roku na Manhattanie. Niewielka przestrzeń między budynkami, z drzewami, ruchomymi krzesłami i ścianą wodną tłumiącą hałas ulicy, stała się wzorem miejskiego azylu w skali mikro. W podobnym czasie programy małych parków rozwijały Filadelfia, Baltimore i Waszyngton. W Filadelfii chodziło często o konkretne, zaniedbane parcele wskazywane przez lokalne społeczności, które następnie zmieniano w miejsca odpoczynku.

fot.: .paleypark.org — Paley Park, Nowy Jork - 1967 rok.
W Europie szczególnie ciekawy przykład dała Szwecja. W Enköping, mieście znanym dziś z parków i bogatych nasadzeń, od początku lat 80. rozwijano koncepcję „fickparker”, czyli właśnie parków kieszonkowych. Kluczową postacią był Stefan Mattson, miejski ogrodnik, który odszedł od prostych sezonowych rabat na rzecz drzew, bylin, perenów i wielowarstwowych kompozycji roślinnych. Małe przestrzenie miały mieć własny charakter, wyraźną kompozycję, cień, intymność i zmienność przez cały rok. To nie była dekoracja miasta, ale długofalowa praca ogrodnicza: dobór roślin, pielęgnacja, obserwacja, wymiana nasadzeń i utrzymanie miejsca w dobrej kondycji przez lata.

Właśnie w tym tkwi sens parków kieszonkowych. Ich wartość nie polega na powierzchni, lecz na jakości. Dobrze zaprojektowany mały park działa jak zielony pokój w mieście. Daje cień, zatrzymuje wilgoć, łagodzi nagrzewanie się chodników i ścian, tworzy schronienie dla owadów i ptaków, a mieszkańcom pozwala na krótki odpoczynek bez konieczności wychodzenia do dużego parku. W czasach coraz częstszych upałów i przegrzewających się centrów miast takie miejsca przestają być wyłącznie estetycznym dodatkiem. Stają się częścią miejskiej adaptacji do zmian klimatu.
Dlatego park kieszonkowy nie powinien być traktowany jako łatwy substytut prawdziwego parku. To wymagająca forma zieleni. Mała powierzchnia oznacza większą odpowiedzialność za każdy detal: dobór roślin, cień, wodę, ławki, nawierzchnię, dostępność i późniejsze utrzymanie. Jeśli takie miejsce zostanie zaprojektowane powierzchownie, szybko stanie się tylko kolejnym skwerem z kilkoma nasadzeniami. Jeśli jednak jest prowadzone z myślą o mikroklimacie, bioróżnorodności i codziennym użytkowniku, może realnie zmieniać doświadczenie życia w gęsto zabudowanym centrum.

fot.: landezine.com — Driehoekspark w Rotterdamie. Kiedyś 5000 metrów kwadratowych asfaltu.
Łódzkie enklawy w centrum
W Łodzi takie miejsca mają szczególne znaczenie, bo centrum miasta przez dekady było kojarzone przede wszystkim z gęstą zabudową, ruchem samochodowym i deficytem zieleni w bezpośrednim otoczeniu mieszkańców. Małe skwery i parki kieszonkowe nie zastąpią Parku Źródliska, Parku Poniatowskiego czy Parku na Zdrowiu. Mogą jednak pełnić inną rolę: być zielenią najbliższą, codzienną i dostępną bez planowania.

fot.: UMŁ — Plac 4 czerwca 1989, Łódź
Wśród miejsc wskazywanych przez UMŁ są m.in. skwer na rogu ulic Sienkiewicza i Narutowicza, skwer na rogu ulic Kilińskiego i Rewolucji 1905 r., skwer im. Aleksandra Zwierki, skwer im. Aliny Margolis-Edelman, skwer przy ul. Anstadta, Art Park Emilie Benes-Brzezinski, skwer im. Bogumiły Wander, skwer Gdański, skwer im. Ignacego Daszyńskiego, skwer im. Jadwigi Szustrowej, skwer im. Karola Hillera, skwer Komitetu Obrony Robotników, skwer im. Kazimierza Balda, skwer Kunki, skwer Latających Babć z Plusem, skwer im. Leona Niemczyka, skwer im. Hanny Ożogowskiej, skwer im. Kołaczkowskiego, skwer na placu Hallera, skwer na placu Piastowskim, skwer Powstania Węgierskiego, skwer im. Ireny Tuwim, skwer im. Anny Rynkowskiej, skwer im. Tadeusza Mazowieckiego, skwer im. Waldemara Presi i skwer Wiedźmina.

fot.: UMŁ — Ogrody Anny, Fuzja, Łódź.
Na mapie śródmiejskiej zieleni są także pasaże: pasaż im. Władysława Knychalskiego, pasaż Majewskiego i pasaż im. Leona Schillera. To przestrzenie, które łączą funkcję komunikacyjną z wypoczynkową. Nie trzeba specjalnie iść do parku. Wystarczy zejść z głównej trasy, usiąść na chwilę i odciąć się od tempa miasta.
Osobną kategorią są parki kieszonkowe. W centrum Łodzi można je znaleźć m.in. przy skrzyżowaniu ulic Pogonowskiego i Więckowskiego, przy ul. Legionów 65, przy ul. Strzelców Kaniowskich 34B, przy skrzyżowaniu ulic Struga i Lipowej oraz przy skrzyżowaniu ulic Strzelców Kaniowskich i Więckowskiego.
Ich skala jest niewielka, ale właśnie w tym tkwi sens. Park kieszonkowy wykorzystuje przestrzeń, która często wcześniej była zbyt mała, zbyt przypadkowa albo zbyt zaniedbana, by pełnić większą funkcję. Po uporządkowaniu może stać się miejscem odpoczynku, spotkania, zabawy albo po prostu krótkiego zatrzymania się w cieniu.

fot.: UMŁ — Zielone przestrzenie - Skwer im. Aleksandra Zwierki-7
W czasie coraz częstszych upałów takie miejsca mają też praktyczne znaczenie. Drzewa, krzewy, fontanny i nasadzenia nie są już tylko dekoracją. Pomagają łagodzić nagrzewanie się miasta, poprawiają mikroklimat i dają schronienie tam, gdzie dominuje asfalt, beton i elewacje kamienic.
Łódź nie stała się nagle miastem-ogrodem. Nie warto udawać, że małe skwery rozwiązują wszystkie problemy śródmieścia. Ale jeśli są dobrze zaprojektowane i utrzymywane, zmieniają codzienne doświadczenie miasta. Dają mieszkańcom coś bardzo prostego: kilka minut oddechu w miejscu, które jeszcze niedawno mogło być tylko pustą, zaniedbaną albo przegrzaną przestrzenią.yć tylko pustą, zaniedbaną albo przegrzaną przestrzenią.
Weź udział w dyskusji!
Masz opinię, dodatkowy kontekst albo chcesz podzielić się własnym doświadczeniem? Zostaw komentarz pod artykułem.