Nie zaczynał od biedy, ale też nie dostał gotowego imperium. Izrael Poznański wyrósł z rodziny kupieckiej, przejął niewielki interes po ojcu, a następnie w ciągu kilku dekad stworzył jedno z największych przedsiębiorstw włókienniczych w Łodzi. Był człowiekiem niezwykle ambitnym, oszczędnym, świetnie wyczuwającym koniunkturę ale i bezwzględnym w prowadzeniu interesów.
Dr Sebastian Adamkiewicz, historyk, kustosz Muzeum Tradycji Niepodległościowych: Izrael Poznański jest z pewnością jedną z najważniejszych postaci w historii Łodzi. Działający pod koniec XIX wieku łódzki przemysłowiec pozostawił po sobie trwały ślad, zarówno w przestrzeni miejskiej, jak i wyobraźni łodzian. Świadectwem potęgi rodu były przepiękne architektonicznie pałace należące do rodziny, powstające na Polesiu, a także gigantyczny kompleks fabryczny przy ulicy Ogrodowej z towarzyszącym mu założeniem pałacowym, który do dziś jest niewątpliwą perłą Łodzi.

fot.: Knews.pl - wizualizacja — Izrael Poznański twórca przemysłowego imperium.
Pierwsza zasada – bądź konsekwentny
Historia Izraela Poznańskiego dobrze pasuje do Łodzi drugiej połowy XIX wieku, miasta, w którym fortuny rosły szybciej niż ulice, a awans społeczny potrafił dokonać się w ciągu jednego pokolenia. Kalman Poznański, ojciec Izraela, prowadził handel tekstyliami i artykułami kolonialnymi, rodzina posiadała więc kapitał, doświadczenie i kontakty. Młody Izrael obracał się więc w świecie kupców, poznawał mechanizmy handlu i obserwował, jak w szybko rozwijającym się mieście tworzą się zupełnie nowe możliwości zarabiania pieniędzy.
Poznański był człowiekiem niezwykle analitycznym, który swój plan realizował krok po kroku i konsekwentnie przechodził do kolejnych etapów biznesu. Najpierw handel, potem własna produkcja, później coraz większe zakłady, nieruchomości, magazyny, własna infrastruktura i rozbudowany system organizacyjny. Poznański bardzo szybko zrozumiał, że większe pieniądze zarabia nie ten, kto tylko sprzedaje gotowy towar, lecz ten, kto kontroluje możliwie dużą część procesu jego powstawania.
Pomogło mu także małżeństwo. Jako bardzo młody człowiek poślubił Leonię Hertz, wywodzącą się z zamożnej warszawskiej rodziny. W XIX-wiecznym świecie kupieckim takie związki miały duże znaczenie, bo łączyły kapitał, kontakty i środowiska gospodarcze. Poznański otrzymał dzięki temu dodatkowe możliwości rozwoju, ale późniejsza skala jego przedsiębiorstwa była już przede wszystkim efektem własnej ekspansji.

fot.: Knews.pl/wizualizacja —Magazyn i zaplecze tekstylne w przemysłowym kompleksie Poznańskiego. Bele materiałów, surowiec i gotowe tkaniny przemieszczano ręcznie lub na wózkach, a cała logistyka była podporządkowana ciągłości produkcji. Ilustracja pokazuje skalę zaplecza potrzebnego do obsługi jednego z największych łódzkich przedsiębiorstw włókienniczych końca XIX wieku.
Druga zasada – nie przywiązuj się do tego, co nie przynosi zysku
Z niewielkiej działalności handlowej wyrósł wielki kompleks przemysłowy przy ulicy Ogrodowej, obejmujący przędzalnie, tkalnie, magazyny i zaplecze techniczne, a z czasem także mieszkania dla robotników, szkołę i przychodnię.
Poznański miał jedną cechę, bez której trudno byłoby zrozumieć jego sukces – nie przywiązywał się do sposobu prowadzenia interesu, jeśli ten przestawał być opłacalny. Interesował go efekt. Kiedy zmieniały się warunki dostaw surowców, szukał nowych kierunków. Kiedy rosła skala produkcji, rozbudowywał przedsiębiorstwo. Kiedy rodzinna firma stawała się zbyt duża, aby prowadzić ją jak dawny sklep kupiecki, wciągał do interesu synów i budował przedsiębiorstwo, które miało przetrwać kolejne pokolenie.
Dr Sebastian Adamkiewicz: Doskonale potrafił przewidzieć kryzysy i im przeciwdziałać. Na przykład na kryzys związany z cenami bawełny sprowadzonej z USA zareagował, tworząc potężne plantacje w ówczesnym Kazachstanie i Turkmenistanie. Potrafił także doskonale zorganizować linię produkcyjną.

fot.: Knews.pl/wizualizacja — Praca w fabrykach Poznańskiego daleka była od obrazu uporządkowanej, spokojnej hali. Robotnicy spędzali przy maszynach długie godziny w hałasie, kurzu i zapyleniu, przy niewielkich zabezpieczeniach i wysokim ryzyku wypadków. Niskie płace, kary finansowe i ciężka dyscyplina były częścią realiów łódzkiego przemysłu końca XIX wieku.
Trzecia zasada – patrz na liczby
Poznański nie budował swojej pozycji na luksusowych tkaninach dla najbogatszych. Jego wielkim rynkiem byli przede wszystkim masowi odbiorcy, szczególnie w Imperium Rosyjskim, gdzie najważniejsze były niska cena, dostępność i ogromna skala sprzedaży. Dlatego korzystał także z tańszej, gorszej jakościowo bawełny perskiej i środkowoazjatyckiej, a jego zakłady produkowały wielkie ilości niedrogich perkali i innych tkanin bawełnianych. W porównaniu z wyrobami Scheiblera produkty Poznańskiego miały opinię zdecydowanie mniej prestiżowych, a wręcz tandetnych.
Nie oznacza to jednak, że wszystko, co wychodziło z jego fabryk, było materiałem bezwartościowym. Bo z jednej strony zarzucano Poznańskiemu obniżanie jakości łódzkiej produkcji, a z drugiej jego przedsiębiorstwo zdobywało wyróżnienia na wystawach przemysłowych, a wyroby znajdowały miliony odbiorców. Żydowski Instytut Historyczny zwraca uwagę, że równolegle z opiniami o taniej tandecie pojawiały się opinie o produktach wystarczająco dobrych i na tyle tanich, że mogli sobie na nie pozwolić wszyscy.
Poznański rozumiał, że ogromny rosyjski rynek potrzebuje przede wszystkim taniej tkaniny produkowanej w ogromnych seriach. Z dzisiejszej perspektywy powiedzielibyśmy, że zamiast segmentu premium wybrał rynek masowy. Mniejsza marża na metrze materiału mogła zostać zrekompensowana skalą sprzedaży liczoną w setkach tysięcy, a później milionach metrów.

fot.: Knews.pl/ wizualizacja - Majątek Izraela Poznańskiego był przede wszystkim efektem skali jego przedsiębiorstwa. Fabryki, nieruchomości, magazyny, grunty i pałace tworzyły jeden z największych prywatnych majątków przemysłowej Łodzi końca XIX wieku.
Czwarta zasada – kreuj świat na swoich zasadach
Poznański był postacią, wokół której krążyło wiele anegdot. Jedna z najbardziej znanych opowiada o delegacji, która przyszła do niego po pieniądze na ważny cel społeczny. Fabrykant miał przekazać stosunkowo niewielką kwotę, na co usłyszał, że jego syn był znacznie hojniejszy. Odpowiedział podobno, że syn może sobie pozwolić na większy wydatek, ponieważ ma oszczędnego ojca. On natomiast dużo wydawać nie może, bo ma rozrzutnego syna.
Dr Sebastian Adamkiewicz: Jednocześnie przypisywano mu skłonności do hazardu, wystawnego życia i to pomimo manifestowanej na co dzień skromności. Poznański był zatem typowym łódzkim fabrykantem epoki postfeudalnej. Fabrykę traktował jako swoją własność, z którą mógł zrobić, co chciał, zatem przejawy niezadowolenia karał z wszelką surowością jako akt zdrady i niewdzięczności. Zdawał sobie sprawę z konieczności zaspokajania potrzeb, których nie mogło zapełnić słabe infrastrukturalnie miasto.

fot.: Knews.pl/ wizualizacja — Poznański był jednocześnie milionerem, filantropem i jednym z najbardziej bezwzględnych łódzkich fabrykantów. Finansował szpital i szkołę, ale jego robotnicy pracowali za niskie płace i pod groźbą kar, a tanie tkaniny z jego zakładów dały mu opinię „króla tandety”.
Piąta zasada – jak Cię widzą, tak Cię piszą
Izrael Poznański miał świadomość, że o jego potędze świadczy nie tylko wielka fabryka, ale i dom przyćmiewający inne. A najlepiej pałac – bo gdzież indziej miałby mieszkać król bawełny? Rezydencja przy Ogrodowej rozbudowywana była etapami i obecnie jest jednym z najlepszych przykładów łódzkiego eklektyzmu. Francuski neorenesans miesza się tu z neobarokiem, monumentalne mansardowe dachy z rzeźbiarską dekoracją fasad, a we wnętrzach kolejne historyczne konwencje przechodzą jedna w drugą. Pałac miał demonstrować skalę sukcesu właściciela. Był architektonicznym komunikatem: rodzina Poznańskich weszła do europejskiej elity przemysłowej i chce, aby Łódź to zobaczyła.
Jest tu też anegdota. Architekt miał zapytać Poznańskiego, w jakim stylu chciałby mieć pałac, na co fabrykant miał odpowiedział, że we wszystkich, bo stać go na wszystkie. Historycy traktują tę wymianę zdań bardziej jako legendę niż fakt, ale patrząc na pałacowy przepych można sobie wyobrazić, że faktycznie tak wyglądał ten dyskurs.
Kolejna opowieść dotyczy złotych monet. Poznański podobno zapragnął wyłożyć podłogę w reprezentacyjnej części pałacu złotymi rublami. Problem polegał na tym, że na monetach znajdował się wizerunek cara albo symbole państwa rosyjskiego, a więc chodzenie po nich mogłoby zostać uznane za zniewagę. Jedynym rozwiązaniem było położenie monet na sztorc, ale to oznaczałoby ogromny wydatek, co się Izraelowi nie spodobało i ostatecznie pomysł upadł.

Izrael Poznański i Leonia Hertz mieli siedmioro dzieci; jedno zmarło w niemowlęctwie. Dorosłości dożyło sześcioro: dwie córki – Anna (Ajdla) i Joanna Natalia – oraz czterej synowie: Ignacy, Herman, Karol i Maurycy. Synowie zostali włączeni do rodzinnego biznesu: Ignacy po śmierci ojca stanął na czele firmy, Karol odpowiadał za stronę techniczną produkcji, Herman był związany z finansami i bankowością, a Maurycy działał w zarządzie rodzinnego przedsiębiorstwa i rozwijał kolejne przedsięwzięcia gospodarcze.
Szósta zasada – postaw na sukcesję
Ważną częścią świata Poznańskiego była rodzina. Z żoną Leonią mieli liczne potomstwo, a synowie Ignacy, Karol, Maurycy i Herman weszli z czasem w interes tworząc rozrastającą się dynastię przemysłową.
Fabrykant nie doczekał pełnego rozkwitu pałacu w znanej nam dziś formie. Zmarł w 1900 roku. Jego synowie kontynuowali zarówno działalność przemysłową, jak i rozbudowę rodzinnej rezydencji. Przedsiębiorstwo nadal było jednym z najważniejszych elementów łódzkiej gospodarki, choć późniejsze dekady pokazały także kruchość przemysłowych imperiów zależnych od koniunktury, rynków wschodnich, wojen i wielkich przemian politycznych.

fot.: Fotopolska.eu — Podpis pod zdjęcie Pałac Izraela Poznańskiego przy ul. Ogrodowej w Łodzi na początku XX wieku.
Efekt – miasto w mieście
Przy Ogrodowej Poznański stworzył nie tylko fabrykę, ale właściwie samowystarczalne przemysłowe miasto w mieście: przędzalnię, tkalnie, farbiarnię, wykańczalnię, magazyny, elektrownię, gazownię, warsztaty mechaniczne, remizę strażacką, bocznicę kolejową, mieszkania robotnicze, szkołę, szpital i sklepy. I chociaż we wszystkim chciał być najlepszy to tutaj akurat nie był prekursorem - bo szedł śladem Scheiblera, który wcześniej stworzył podobny model na Księżym Młynie i sam inspirował się rozwiązaniami oglądanymi w Manchesterze.
Z Scheiblerem zresztą Izrael rywalizował całe życie i nigdy go nie dogonił, ale zdecydowanie można powiedzieć, że deptał po piętach.
To jednak nie umniejsza znaczenia imperium Poznańskiego w Łodzi. Jego kompleks należał do największych i najbardziej zwartych w mieście. Pięciokondygnacyjna przędzalnia przy Ogrodowej miała około 180 metrów długości, a całość tworzyła bardzo czytelny układ: produkcja, administracja, mieszkania robotników i rezydencja właściciela znajdowały się praktycznie obok siebie. W 1900 roku w domach należących do przedsiębiorstwa mieszkało ponad 4 tys. osób.
Dr Sebastian Adamkiewicz: Jednocześnie były to inwestycje niewystarczające, żeby zaspokoić potrzeby tysięcy robotników zatrudnianych w jego fabrykach. Narzekano na niskie wynagrodzenia pracowników niewykwalifikowanych, absurdalnie długi czas pracy, który sięgał czasami dwunastu godzin, a są świadectwa, które mówią o piętnastu, a nawet szesnastu godzinach. A także na nakazy pracy w święta kościelne czy wysokie kary finansowe za łamanie regulaminów wewnętrznych fabryki. Wysoki procent zatrudnionych stanowiły także kiepsko wynagradzane kobiety. Poznański brutalnością tłumił jednak wszelkie przejawy protestów czy strajków.
W okresie tak zwanego buntu łódzkiego na terenie fabryki przeprowadzano przesłuchania uczestników wydarzeń. Negatywne opinie przeplatały się z wdzięcznością za liczne inicjatywy charytatywne. Poznański inwestował w obiekty sakralne należące do kościołów chrześcijańskich, ale nie tylko. Między innymi za jego pieniądze stawiana była cerkiew Aleksandra Newskiego, a także wyłożona posadzka i zakupione organy w kościele Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Dla ludności żydowskiej stawiał też szpitale, w tym szpital przy dzisiejszej ulicy Sterlinga. Stale wspierał także towarzystwo dobroczynności i wiele drobnych inicjatyw pomocowych.

fot.: Łódźka Organizacja Turystyczna — Brama główna dawnego kompleksu fabrycznego Izraela Poznańskiego, dziś Manufaktury w Łodzi. Charakterystyczna ceglana architektura przypomina o przemysłowej przeszłości miejsca, które po rewitalizacji stało się jednym z najbardziej rozpoznawalnych punktów miasta.
Manufaktura sukcesu
Dziś Manufakturę powstałą na terenie dawnego imperium odwiedza niemal 60 tysięcy osób dziennie. Są tu nie tylko sklepy, ale restauracje, kawiarnie i całe centrum rozrywkowe z muzeami i teatrem. Przyklejony do niej Pałac Poznańskiego, czyli Muzeum Miasta Łodzi też może się pochwalić niezłymi statystykami – 133 tysiące odwiedzających rocznie.
Duch Poznańskiego nieustannie generuje tu ruch i finanse. A sam właściciel imperium, mimo nimbu tyrana i brutalnego kapitalisty, pozostaje jednym z najbardziej znanych Łodzian.c Poznańskiego, czyli Muzeum Miasta Łodzi też może się pochwalić niezłymi statystykami – 133 tysiące odwiedzających rocznie.



Weź udział w dyskusji!
Masz opinię, dodatkowy kontekst albo chcesz podzielić się własnym doświadczeniem? Zostaw komentarz pod artykułem.