"Zdjęcie ilustrujące wpływ sztucznej inteligencji na zawody kreatywne, przedstawiające artystów i profesjonalistów w różnorodnych dziedzinach pracy, z kontrastem emocji między lękiem a nowymi możliwościami, symbolizujące zmiany na rynku pracy oraz nowe podejścia do twórczości."

AI zmienia zawody kreatywne. Między lękiem a nowymi możliwościami

AI zmienia zawody kreatywne. Między lękiem a nowymi możliwościami

Sztuczna inteligencja coraz mocniej wpływa na rynek pracy w zawodach kreatywnych. Dla jednych oznacza utratę prostych zleceń, dla innych – nowy sposób pracy i większą samodzielność. Branża twórcza przechodzi właśnie jedną z najpoważniejszych zmian od lat.

Sztuczna inteligencja na dobre weszła do codziennej pracy w branżach kreatywnych. To już nie jest temat z konferencji technologicznych ani futurystycznych raportów. Dla tysięcy grafików, copywriterów, montażystów, fotografów czy twórców wideo AI stała się realnym elementem rynku pracy – takim, który zmienia sposób zarabiania, tempo produkcji i relacje z klientami.


Zmiana przyszła szybciej, niż wszyscy zakładali

Jeszcze kilka lat temu wiele zawodów kreatywnych wydawało się odpornych na automatyzację. Przekonanie, że maszyna nie zastąpi wyobraźni i wrażliwości, było powszechne. Tymczasem sztuczna inteligencja w bardzo krótkim czasie nauczyła się generować obrazy, pisać teksty, montować filmy i tworzyć muzykę w tempie, które dla wielu okazało się zaskakujące.

To właśnie tempo stało się kluczowe. AI nie musi być bardziej twórcza od człowieka, by zmienić rynek. Wystarczy, że działa szybciej i taniej. Dla firm, szczególnie małych i średnich, to wystarczający argument, by ograniczyć proste zlecenia zewnętrzne. Tam, gdzie praca polegała na powtarzalnych formatach i schematach, automatyzacja pojawiła się niemal naturalnie.

Jak zauważa Michał Ryszkiewicz, managing partner agencji Altavia Kamikaze + K2, w dyskusji o rynku pracy warto oddzielić emocje od faktów. Jego zdaniem AI nie tyle „zabierze” komuś etat, ile przyspieszy zmianę pokoleniową i kompetencyjną. Pracę stracą przede wszystkim ci, którzy będą ignorować nowe narzędzia i tempo transformacji. Kluczowe nie jest samo istnienie technologii, lecz gotowość do jej świadomego wykorzystania.


Między niepokojem a rzeczywistością

Nic dziwnego, że wśród osób pracujących kreatywnie pojawił się lęk. Wielu twórców zaczęło zastanawiać się, czy ich zawód ma jeszcze przyszłość i czy w najbliższych latach nie zostanie zepchnięty na margines. Rynek rzeczywiście się zmienia, a najprostsze usługi twórcze tracą na znaczeniu.

Ten obraz nie jest jednak jednoznacznie pesymistyczny. Sztuczna inteligencja nie eliminuje kreatywności jako takiej. Eliminuje raczej rutynę, która przez lata była z nią utożsamiana. Tam, gdzie praca polegała głównie na technicznym wykonaniu poleceń, automatyzacja okazuje się naturalna. Tam natomiast, gdzie kluczowe są decyzje, kontekst i myślenie koncepcyjne, rola człowieka pozostaje nie do zastąpienia.


Praca kreatywna po cichu się przeorganizowała

W codziennej praktyce praca kreatywna coraz rzadziej polega na ręcznym wykonywaniu każdego elementu projektu. Coraz częściej człowiek odpowiada za koncepcję, narrację i sens, a narzędzia oparte na AI wspierają proces, przygotowując warianty, szkice i wersje robocze.

Proces twórczy ulega skróceniu, ale nie znika potrzeba myślenia. Wręcz przeciwnie – odpowiedzialność za wybór i jakość końcowego efektu staje się większa. Jedna osoba jest dziś w stanie wykonać pracę, która jeszcze niedawno wymagała kilkuosobowego zespołu, co dla części twórców oznacza większą samodzielność, a dla innych konieczność szybkiego dostosowania się do nowych realiów.

Ten mechanizm dobrze widać w fotografii. Izabela Urbaniak, fotografka kobiet z 23-letnim doświadczeniem, która realizuje zarówno sesje prywatne, jak i komercyjne – przy czym około 80 procent jej pracy stanowią zlecenia komercyjne – przyznaje, że na razie nie odczuwa bezpośredniego wpływu AI na samą istotę swojej pracy. Jej fotografia ma charakter mocno indywidualny, bliski portretowi, oparty na relacji z człowiekiem i zaufaniu.

Jednocześnie zauważa, że sztuczna inteligencja już dziś jest obecna w narzędziach, z których korzysta na co dzień. Nie chodzi o agresywne filtry czy radykalne ingerencje w obraz, lecz o rozwiązania, które wspierają pracę techniczną i usprawniają proces. W tym sensie AI pomaga, a nie zastępuje. Urbaniak ma jednak pełną świadomość, że fotografia – zwłaszcza komercyjna – również stoi przed dużą zmianą.

Podobnie sytuację widzi , uznany operator telewizyjny i filmowy. „To jest moja rzeczywistość. W branży bardzo dużo o tym rozmawiamy i jest to rewolucja” – mówi. Jego zdaniem w pierwszej kolejności skutki zmian odczują montażyści i osoby pracujące w postprodukcji telewizyjnej. „Tu sztuczna inteligencja jest realnym zagrożeniem” – podkreśla.

Jednocześnie nie traktuje AI wyłącznie jako wroga. Sam korzysta z niej w codziennej pracy, także poza planem zdjęciowym – przy prowadzeniu biznesu i produkcji sprzętu dla operatorów, a nawet w pisaniu pism czy organizowaniu pracy. „Sztuczna inteligencja pozwala nam realizować pewne rzeczy o wiele szybciej niż kiedyś. Daje też możliwość zredukowania ekipy filmowej” – zauważa.

Gąsierz nie wierzy jednak w szybkie zastąpienie najwyższej klasy twórców. „Ktoś musi ustawić kamerę, ktoś musi ustawić światło. To wciąż jest kreacja na innym poziomie niż sztuczna inteligencja” – mówi. Jednocześnie przypomina, że każda rewolucja budziła podobne obawy. „Pamiętam przełom przejścia z taśmy filmowej na zapis cyfrowy. Operatorzy starego pokolenia mówili, że nigdy nie będzie filmów produkowanych cyfrowo. A dziś to standard.”

W jego ocenie to, z czym mamy dziś do czynienia, jest absolutną rewolucją rynkową – ale nie pierwszą w historii branży audiowizualnej. I jak każda poprzednia, wymusi zmianę kompetencji, a nie zniknięcie całego zawodu.


Paradoks nowych możliwości

To, co dziś dzieje się w fotografii komercyjnej, dobrze pokazuje ambiwalencję związaną z rozwojem AI. Duże marki, takie jak Adidas czy Nike, mają już za sobą kampanie tworzone z wykorzystaniem obrazów generowanych komputerowo. Z perspektywy firm to kuszące rozwiązanie – zamiast wysyłać ekipę, modelki i fotografów w odległe lokalizacje, można „ustawić” scenę w dowolnym miejscu, świetle i pozycji, bez kosztów logistycznych i ryzyka.

Dla części profesjonalistów jest to jednak krok wstecz. Izabela Urbaniak zwraca uwagę, że takie użycie sztucznej inteligencji może uwłaczać profesjonalizacji marki. W jej odczuciu rezygnacja z realnej pracy twórczej na rzecz wygenerowanego obrazu odbiera kampaniom autentyczność i osłabia ich wiarygodność. To oszczędność, która w dłuższej perspektywie może mieć swoją cenę.

Podobne procesy widać także poza światem obrazu. Urbaniak przywołuje przykład znajomej pracującej w obszarze PR, która zredukowała zespół, ponieważ narzędzia oparte na sztucznej inteligencji przejęły znaczną część zadań związanych z przygotowaniem komunikacji. Dla firm to racjonalna decyzja biznesowa. Dla rynku pracy – kolejny sygnał, że automatyzacja nie jest abstrakcją, lecz codziennością.

W tym sensie AI jednocześnie otwiera i zamyka drzwi. Wyraźnie wypiera role oparte na powtarzalnych zadaniach i masowej produkcji treści, ale wzmacnia znaczenie tych twórców, których praca opiera się na relacji, doświadczeniu i indywidualnym stylu. Najlepsi zyskują możliwość skalowania swojej pracy, przeciętni – tracą grunt pod nogami. To właśnie ten paradoks sprawia, że sztuczna inteligencja budzi dziś tak skrajne emocje.

Z perspektywy branży reklamowej zmiana ma jednak jeszcze jeden wymiar. Ryszkiewicz podkreśla, że AI to nie tylko oszczędność czasu czy wzrost efektywności, ale również impuls do uwolnienia kreatywności. Narzędzia generatywne pozwalają wizualizować najbardziej śmiałe pomysły bez hollywoodzkich budżetów. Nie potrzeba już wielkiej sesji zdjęciowej ani wielogodzinnego przeszukiwania banków zdjęć, by pokazać klientowi koncepcję w pełnej formie.

Jednocześnie przypomina, że branża reklamowa wielokrotnie przechodziła podobne cykle. Cyfrowy skład druku zastąpił warsztat zecera, fotografia cyfrowa zmieniła analogową, potem przyszło CGI. Każda z tych innowacji wywoływała najpierw zachwyt, później krytykę i obawy, a dopiero w trzecim etapie – przełom, gdy ktoś wykorzystał nowe narzędzie do opowiedzenia naprawdę dobrej historii.

W tym kontekście przywołuje głośną dyskusję wokół kampanii Coca-Coli, w której wykorzystano AI przy produkcji świątecznego spotu. Fala krytyki pokazała, że problemem nie była sama technologia, lecz odbiór i emocjonalny kontekst marki. Jego zdaniem to nie AI „zgubiła” markę, lecz decyzje kreatywne i brak właściwego wyczucia tego, czego oczekują odbiorcy. Technologia może wspierać narrację, ale nie zastąpi strategicznego myślenia ani kulturowego wyczucia.

Ryszkiewicz zwraca uwagę, że w dłuższej perspektywie wygrają te agencje i zespoły, które połączą nowe możliwości technologiczne z doświadczeniem swoich ekspertów, ich osądem i rozumieniem tego, co działa na daną grupę docelową, a co jest dla niej po prostu nietrafione. AI może zatrząść rynkiem, ale nie zastąpi odpowiedzialności za sens i jakość komunikacji.


Co dalej z pracą twórczą

Dyskusja o przyszłości pracy kreatywnej nabiera realnych kształtów, gdy spojrzeć na konkretne przykłady z ostatnich lat. W Stanach Zjednoczonych głośno było o sytuacji, w której artyści odkryli, że algorytmy muzyczne trenowane na ich wcześniejszych utworach zaczęły generować nowe piosenki w bardzo podobnym stylu. Co więcej, część tych wygenerowanych utworów zaczęła funkcjonować w sieci jako wirale, zdobywając miliony odsłuchań i – paradoksalnie – wyprzedzając oryginalnych twórców w popularności. Dla artystów był to moment bolesnego zderzenia z faktem, że ich własny dorobek stał się paliwem dla technologii konkurującej z nimi o uwagę odbiorców.

Podobne historie pojawiały się w branży wizualnej. Prace generowane przez AI zaczęły wygrywać konkursy graficzne i ilustratorskie, wywołując sprzeciw części środowiska. Krytycy podnosili argument, że algorytmy uczą się na cudzych stylach i estetykach, a nagradzanie takich prac rozmywa sens autorstwa. Zwolennicy odpowiadali, że liczy się efekt końcowy, a narzędzie jest tylko kolejnym etapem ewolucji twórczości. Spór ten do dziś pozostaje nierozstrzygnięty i dobrze pokazuje napięcie, jakie AI wprowadziła do świata kreatywnego.

Jednocześnie te same przykłady pokazują, jak dużą szansą może być sztuczna inteligencja dla twórców, którzy potrafią świadomie z niej korzystać. W muzyce, filmie czy grafice AI coraz częściej pełni rolę współtwórcy – narzędzia do szkicowania pomysłów, generowania wersji roboczych czy testowania kierunków artystycznych. To pozwala skrócić drogę od idei do realizacji i sprawia, że pojedynczy twórca może konkurować z większymi zespołami.

Najbardziej zagrożone nie są więc same zawody kreatywne, lecz konkretne role i modele pracy. Wycinane są te obszary, które opierały się na masowej produkcji, powtarzalności i technicznym rzemiośle bez własnego stylu. Prosty montaż, schematyczne grafiki, teksty pozbawione autorskiego tonu – to właśnie tu AI przejmuje dużą część zadań. Z drugiej strony rośnie znaczenie osób, które myślą koncepcyjnie, potrafią opowiadać historie i nadają projektom sens wykraczający poza samą formę.

Dla freelancerów i twórców niezależnych to moment przełomowy. Dzięki AI mogą działać szybciej, taniej i szerzej, ale jednocześnie są zmuszeni do wyraźniejszego zdefiniowania własnej wartości. Rynek coraz mniej premiuje „poprawność”, a coraz bardziej – oryginalność, doświadczenie i wiarygodność. W świecie nadmiaru treści to właśnie te cechy stają się kluczowym wyróżnikiem.

Ten przyspieszony rytm produkcji dobrze opisuje Piotr Goncerz. „Dziś procesy bardzo się skróciły. W wielu przypadkach praktycznie zaraz po zrealizowaniu zdjęć materiał może być przygotowany i przesłany do emisji” – zauważa. Jego zdaniem sztuczna inteligencja realnie przyspiesza postprodukcję, organizację pracy i przepływ materiałów. To oznacza, że twórcy są w stanie reagować szybciej niż kiedykolwiek wcześniej, ale jednocześnie działają pod większą presją czasu i konkurencji.

Zmiany, które obserwujemy, nie oznaczają końca pracy twórczej. Oznaczają koniec etapu, w którym wystarczyło znać narzędzie i powielać sprawdzone schematy. Nowa rzeczywistość premiuje myślenie, odpowiedzialność za sens i umiejętność świadomego korzystania z technologii.

Podobną perspektywę proponuje Maciej Mazerant" właściciel Pracowni Komunikacji Wizerunkowej Pcontent, wydawca magazynu PURPOSE. Wspomina, że trzy dekady temu – jako uczeń liceum plastycznego – deklarował, że nigdy nie będzie korzystał z komputera ani internetu w pracy twórczej. Niedługo później stworzył jedną z pierwszych w Polsce galerii internetowych dla artystów. Opór ustąpił miejsca ciekawości i dostrzeżeniu szans. Jego zdaniem podobnie będzie z AI.

Jak podkreśla, pytanie „AI – szansa czy zagrożenie?” jest źle postawione. Wszystko zależy od tego, na co ma być szansą i jakim zagrożeniem. Kluczowe są wartości, którymi kieruje się producent modeli i ich użytkownik. To narzędzie – a każde narzędzie można wykorzystać na różne sposoby.

Mazerant zwraca uwagę, że w obecnym momencie rozwoju technologii największe korzyści finansowe czerpią globalne korporacje. W jego ocenie również w przypadku AI w pierwszej kolejności zyskają najwięksi gracze dysponujący zapleczem technologicznym i kapitałem. Nie oznacza to jednak, że branże kreatywne skurczą się jako całość. Przywołuje analogię do rynku muzycznego: gdy pojawiło się disco polo, nie zniknęły inne gatunki – rynek się rozszerzył, ponieważ nowy nurt zagospodarował nową grupę odbiorców. Dziś każdy może wygenerować obraz, tekst czy muzykę. Pytanie brzmi nie czy to powstanie, lecz jakie wartości będą za tym stały – po stronie zamawiającego, twórcy i odbiorcy.

Jego zdaniem branże kreatywne nie muszą jedynie reagować na zmiany – mogą je współtworzyć. Kluczowe staje się odnalezienie równowagi w pracy twórczej. Presja czasu, wyników i atrakcyjności projektu jest dziś ogromna, a twórcy są zaangażowani w niemal każdą kategorię produktów i usług. Od ich samoświadomości i odporności zależy, czy technologia stanie się wsparciem, czy źródłem destabilizacji.

Budowanie tej odporności – poprzez analizę własnych deficytów zdrowotnych, organizacyjnych czy finansowych – pozwala określić, ile pieniędzy, czasu i zasobów naprawdę potrzeba do stabilnego funkcjonowania. Dopiero wtedy można zdecydować, czy warto produkować więcej przy wsparciu AI, czy raczej tworzyć mniej, wykorzystując własne kompetencje i odpowiednio wyceniając swoją pracę. W tym sensie sztuczna inteligencja nie jest ani zbawieniem, ani katastrofą. Jest kolejnym etapem transformacji, który wymaga dojrzałości – zarówno od twórców, jak i od całego rynku.



Miejsce reklamoweTwoja reklama tutajSprawdź ofertę

Komentarze