Biznes i gospodarka w regionie łódzkim
Prof. Krzysztof Konecki omawia kwestie agresji w społeczeństwie, podkreślając, że to problem nie tylko indywidualny, ale także społeczny. Artykuł analizuje rosnącą frustrację i samotność w czasach dobrobytu w Polsce oraz zagrożenie przemocy w szkołach.
fot.: Uniwersytet Łódzki

Prof. Krzysztof Konecki: „Agresja nie jest wyłącznie problemem jednostki. To szerszy problem społeczny”

Żyjemy w czasach największego dobrobytu w historii Polski, a jednocześnie narastają frustracja, samotność i agresja. Dlaczego przemoc coraz mocniej wkracza do szkół i kto ponosi za to odpowiedzialność? O mechanizmach społecznych, które zmieniają zachowania młodych ludzi, rozmawiamy z prof. Krzysztofem Koneckim.

 Prof. dr hab. Krzysztof T. Konecki – socjolog, profesor Uniwersytetu Łódzkiego, związany z Katedrą Socjologii Organizacji i Zarządzania na Wydziale Ekonomiczno-Socjologicznym UŁ. W latach 2017–2023 przewodniczący Polskiego Towarzystwa Socjologicznego, członek Komitetu Socjologii PAN i redaktor naczelny „Przeglądu Socjologii Jakościowej”. Zajmuje się socjologią jakościową, relacjami międzyludzkimi i procesami społecznymi. Laureat Nagrody im. Stefana Nowaka.

Agresja zaczyna się od słów

KNews.pl: W ostatnim czasie dużo mówi się o agresji wśród dzieci i młodzieży. W konkretnych przypadkach nie znamy jeszcze wszystkich okoliczności, ale czy z punktu widzenia socjologa można już mówić o szerszym zjawisku?

Krzysztof Konecki: Przyczyn może być bardzo dużo. Nie wiemy w tej chwili wiele o tych konkretnych dzieciach, ich motywacjach, podłożu społecznym, biografii rodzinnej. Tym zapewne zajmą się psychologowie, policja i prokuratura. Trudno więc mówić o bezpośrednich przyczynach konkretnych wydarzeń.

Jeżeli jednak chodzi o agresję pojawiającą się w szkołach, ona była tam zawsze. Pamiętam to również z własnych doświadczeń. Była przemoc, była fala, oczywiście w różnym natężeniu w zależności od szkoły. Istniały różnice między starszymi i młodszymi klasami, a starsze dzieci miały nad młodszymi również przewagę fizyczną.

Natomiast dzisiaj mamy dodatkowy problem. Ilość przemocy słownej i hejtu obecnego w oficjalnym dyskursie, także w miejscach legitymizowanych demokratycznym wyborem, daje pewnego rodzaju przyzwolenie na agresję słowną. Wszystko bardzo często zaczyna się od słów. Występuje zjawisko „złej mowy”, mowy, która wywołuje cierpienie. Resentyment, niechęć, agresja rozwijają się później w dyskursie potocznym. Dzieci przyjmują to bezrefleksyjnie, bez dystansu: skoro oni mogą, to dlaczego my nie możemy?

Oczywiście nakładają się na to indywidualne sytuacje biograficzne, relacje z nauczycielami, rodzicami i rówieśnikami. Ale z socjologicznego punktu widzenia mamy również do czynienia z ogólniejszym zjawiskiem wynikającym ze wzrostu poziomu agresji i niezadowolenia społecznego.

 KNews.pl: Czyli źródła tego problemu są znacznie głębsze niż sama szkoła?

 K.K.: Tak. Jeszcze głębszą przyczyną jest system neoliberalny, który promuje indywidualizm i autoprezentację, koncentrację na sobie i własnym interesie. Dzisiaj jest ona dodatkowo, niezwykle łatwa dzięki mediom społecznościowym.

Nie wiem oczywiście, jaka była motywacja konkretnych osób i być może one same nie potrafiłyby jej nazwać. Ale nawet poprzez zachowania nielegalne czy antyspołeczne można się dzisiaj zaprezentować, zostać dostrzeżonym, a czasami wręcz podziwianym. Powstają „herosi”, którzy wyrastają na aktach przemocy. I to ma charakter systemowy, ponieważ wszyscy mamy coś osiągać. System promuje osiągnięcia, sukces i widzialność.

 KNews.pl: Kiedyś, żeby stać się osobą znaną, trzeba było być aktorem, podróżnikiem, pisarzem, kimś, kto coś osiągnął dzięki wysiłkowi. Dzisiaj można zdobyć rozpoznawalność, otwierając paczki przed kamerą, ale także epatując przemocą. Droga do sławy bardzo się skróciła, a jednocześnie konkurencja o uwagę stała się ogromna.

 K.K.: Tak. Promowany jest wizerunek: „ja przede wszystkim”. Inni stają się mniej ważni. Pojawia się pytanie: gdzie są wartości, na których młodzież ma się oprzeć? Kto je dzisiaj promuje?

Istnieją oczywiście instytucje promujące pewne wartości niezmienne od bardzo dawna, ale ich oddziaływanie okazuje się coraz mniej efektywne. Przegrywają z ogólnym trendem budowania dobrostanu psychicznego opartego na osiągnięciach, własnej sławie, wizerunku i rozpoznawalności. Jeżeli nie jesteś rozpoznawalny, nie masz wystarczającej liczby lajków, możesz mieć poczucie, że jesteś gorszy, bo inni cię nie uznają.

A wszystko to odbywa się jednocześnie w bańce samotności. Ludzie żyją w świecie wirtualnym i tracą ze sobą bezpośredni kontakt. Akceptacja uzyskiwana w internecie jest pozorna i przemija właściwie w sekundę po otrzymaniu lajka. Nie ma dotyku, nie ma ciała, nie ma bezpośredniej relacji. To jest świat, który sami wytworzyliśmy.

Ja zresztą sam przed 1990 rokiem walczyłem o to, żeby było lepiej, bo uważałem, że tamten system był zły. Ale dzisiaj musimy również krytycznie przyglądać się temu, co powstało później.

 KNews.pl: I tutaj pojawia się paradoks. Prawdopodobnie nigdy wcześniej w historii Polski nie żyliśmy na takim poziomie materialnego bezpieczeństwa i dobrobytu.

 K.K.: To prawda. Myślę, że przez tysiąc lat ludzie w Polsce nie doświadczyli takiego dobrobytu jak obecnie.

Ale jednocześnie zaczynamy doświadczać tych samych problemów co kraje nazywane wysoko rozwiniętymi – choć oczywiście zawsze można zapytać: wysoko rozwiniętymi pod jakim względem? Akty przemocy w Stanach Zjednoczonych zdarzają się bardzo często. Byliśmy zaskoczeni aktami przemocy w Czechach, kraju, który kojarzy nam się z pewnym dystansem do siebie, humorem, spokojem.

Tyle ,że to nie ma większego znaczenia, ponieważ system społeczny funkcjonujący w tych krajach jest podobny. Promuje podobne wartości, ale też podobne tłumienia i frustracje związane z niemożnością realizacji tego, czego człowiek od siebie oczekuje.

To może wywoływać frustrację i agresję skierowaną wobec najbliższego otoczenia. Bo jak jednostka ma walczyć z systemem? Młody człowiek nie identyfikuje przecież abstrakcyjnych struktur społecznych. Widzi natomiast nauczyciela, który może stać się dla niego reprezentantem tego systemu.

Doświadczamy tego także jako nauczyciele akademiccy. Studenci nie będą wychodzili na ulicę i poszukiwali ludzi odpowiedzialnych za wszystkie strukturalne źródła ich frustracji. Najbliżej mają wykładowców. Oczywiście błędnie identyfikują wówczas przyczynę, ale tak często wygląda życie społeczne: kierujemy emocje w stronę tych, których mamy najbliżej. Z socjologicznego punktu widzenia to właśnie są głębsze, systemowe, źródła agresji i resentymentu.

KNews.pl: Dużo mówi Pan o języku debaty publicznej. Czy polityka stała się jednym z mechanizmów wzmacniających agresję?

 K.K.: Jeżeli patrzę na tak zwaną elitę polityczną – używam tego określenia z pewnym zastrzeżeniem, bo dla mnie ona absolutnie elitą nie jest – widzę, że promuje przy pomocy „złej mowy” agresję.

Kiedy obserwuję wypowiedzi polityczne, brakuje mi wypowiedzi koncyliacyjnych. Celowo wytworzono dwa przeciwstawne obozy. Oczywiście wewnątrz prawej i lewej strony istnieją różnice, ale społeczeństwo zostało spolaryzowane tak, żeby powstały dwa wyraźne obiekty ataku.

W prawdziwie demokratycznym społeczeństwie różnice poglądów powinny być bardziej rozproszone. Ludzie różnią się przecież według bardzo wielu kryteriów. Istnieje wiele opcji ideologicznych, a nie tylko dwie.

Tymczasem powstaje mechanizm: są „dobrzy” i „źli”. Kiedyś podobne podziały opierano między innymi na kryterium ekonomicznym, dzisiaj często buduje się je na kryteriach ideologicznych. To tworzy obiekty, które można atakować.

Politycy robią to bez przerwy. Czasem wypowiadają się pięknie, poprawnie, używają dobrego języka, ale za tym może kryć się olbrzymia ilość resentymentu kierowanego przeciwko określonym grupom społecznym.

Reaktywowane są również symbolicznie stare uprzedzenia. Myślę między innymi o antysemityzmie, który może być na określone potrzeby polityczne odgrzewany. To ma bardzo negatywny wpływ społeczny i wzbudza właśnie te emocje, o których mówimy.

Nie twierdzę oczywiście, że miało to bezpośredni wpływ na konkretne przypadki zachowań dzieci. Mówię o klimacie społecznym.

 Czy społeczeństwo może się jeszcze zmienić?

 KNews.pl: Dzieci są przy tym chyba szczególnie podatne na taki przekaz. Nie mają jeszcze dojrzałego aparatu pozwalającego oceniać to, co widzą, więc chłoną komunikaty najprostsze i najbardziej emocjonalne. Czy możemy mieć obecnie do czynienia z kryzysem pokoleniowym? Internet, sposób wychowania, polityka, upadek autorytetów – te procesy nakładają się na siebie od kilkunastu czy kilkudziesięciu lat. Czy wydarzenia, które obserwujemy dzisiaj w szkołach, mogą doprowadzić do społecznej redefinicji?

 K.K.: Jestem pesymistą. Być może wynika to również z mojego wieku, ale mam wrażenie, że wszystko zmierza w jednym kierunku.

Nie widzę na przykład powodów, dla których największe firmy technologiczne czy ich właściciele mieliby zrezygnować ze swoich zysków i dobrowolnie ograniczyć rozwój mediów społecznościowych i sztucznej inteligencji. A sztuczna inteligencja może mieć olbrzymi wpływ na rozprzestrzenianie fake newsów, agresji i manipulacji.

Dochodzi do tego działalność służb specjalnych państw również znajdujących się blisko nas. Nie wykluczam, że określone strony internetowe czy treści mogą być tworzone właśnie po to, aby promować zachowania agresywne i prowadzić do dezorganizacji życia społecznego.

Można powiedzieć, że jest to spiskowa wizja rzeczywistości. Ale przypomina mi się Jadwiga Staniszkis, socjolożka, którą bardzo ceniłem. Miała skłonność do dostrzegania za pewnymi zjawiskami społecznymi działań określonych ośrodków i czasami zarzucano jej wręcz spiskową wizję dziejów.

Dzisiaj, kiedy obserwujemy, jak różne środowiska biznesowe i polityczne mogą wpływać na procesy społeczne, część tych pytań przestaje brzmieć aż tak abstrakcyjnie.

 KNews.pl: Ale historia zna także „czarne łabędzie” – wydarzenia trudne do przewidzenia, które wywołują reakcję społeczną zupełnie nieproporcjonalną do początkowej skali zdarzenia. Czy również dzisiaj może pojawić się oddolna siła, która zmusi polityków albo biznes do uwzględnienia społecznego sprzeciwu?

 K.K.: Na pewno będą pojawiały się jakieś działania. Ja jednak pamiętam dwa wydarzenia z naszej najnowszej historii.

Pierwsze to katastrofa lotnicza, w której zginęła bardzo duża część naszych polityków, w tym prezydent. Pamiętam pierwsze reakcje i nadzieję, że ta tragedia może nas połączyć. Tak się nie stało. Wręcz przeciwnie.

Drugim wydarzeniem była pandemia. To był olbrzymi szok i zagrożenie życia. Niektórzy optymistycznie nastawieni eksperci i komentatorzy uważali, że wspólne zagrożenie może doprowadzić do pogodzenia się klasy politycznej i integracji społeczeństwa.

I znowu nic takiego się nie wydarzyło. Pandemia została wykorzystana przez różne siły do realizowania własnych interesów, krytykowania przeciwników, wzajemnego obwiniania się i eskalowania napięć politycznych.

Dzisiaj może być podobnie. Po kolejnych aktach przemocy pojawią się oskarżenia wobec polityków, że nic nie zrobili w systemie edukacji. Ale moim zdaniem w tym systemie rzeczywiście potrzebna jest bardzo poważna korekta.

 KNews.pl: Jaka?

K.K.: Związana przede wszystkim z wychowaniem i nabywaniem określonych kompetencji – głównie refleksji, także kompetencji technologicznych, umiejętności zdobywania informacji oraz ich interpretowania.

Kiedyś uważałem i nadal uważam, że w szkole potrzebna jest filozofia, ponieważ uczy dystansu do świata i własnych przekonań. Dzisiaj, obok filozofii, etyki czy religii, potrzebujemy również poważnej refleksji nad sposobami komunikowania się we współczesnym społeczeństwie. To jest podstawa.

Ludzie żyją rolkami. Kto dzisiaj czyta gazety? Artykuł natychmiast okazuje się za długi. Informację zdobywa się z rolki, a rolką czy relacją w mediach społecznościowych bardzo łatwo manipulować.

Żeby później zweryfikować informację, trzeba czasami wykonać ogromną pracę. Oczywiście niekiedy sprawdzenie czegoś jest łatwe, ale nikt nie będzie weryfikował każdej rolki, każdej relacji i każdej informacji.

W pewnym momencie człowiek albo zaczyna przyjmować przekaz bez sprawdzania, albo wycofuje się całkowicie i pozostaje bez informacji. W efekcie jesteśmy podatni na manipulację.

Ludzie niedoinformowani mogą później podejmować decyzje polityczne na podstawie prostych haseł zasłyszanych na ulicy albo od znajomych. Z kolei ci, którzy uważają się za poinformowanych, również mogą być wprowadzani w błąd, ponieważ korzystają z treści poddanych manipulacji. Dlatego system edukacyjny wymaga olbrzymiej korekty.

 KNews.pl: Czy szkoła powinna więc uczyć nie tyle korzystania z nowych technologii, bo dzieci i tak z nich korzystają, ile rozumienia tego, co technologie robią z człowiekiem?

K.K.: Dokładnie. Potrzebne jest intensywne uczenie młodzieży tego, co robią z nimi media, co robi z nimi sztuczna inteligencja.

Sztuczna inteligencja wydaje się czymś świetnym, ponieważ dostarcza informacji. Ale dostarcza ich według algorytmów, które ktoś stworzył. Te algorytmy mogą reprodukować określone stereotypy i określone nachylenia ideologiczne.

Mogą pojawiać się w nich stereotypy społeczne, szowinizm, patriarchalne wzorce czy różnego rodzaju ideologiczne skrzywienia. Młody człowiek powinien wiedzieć, że technologia nie jest neutralnym oknem, przez które po prostu ogląda rzeczywistość.

 Przemoc to nie tylko problem jednostki

KNews.pl: Pan pracuje na uczelni. Czy również tam widać już zmianę wynikającą z poczucia zagrożenia?

 K.K.: Na uczelni pojawiły się na przykład przyciski alarmowe pod biurkami. Kiedy je wprowadzano, pomyślałem, że to dość zaskakujące. Były już wcześniej przypadki ataków na uczelniach, ale zastanawiałem się: kto właściwie miałby mnie zaatakować?

Pomyślałem też trochę przewrotnie i demokratycznie, że skoro nauczyciel ma taki przycisk, to druga strona również powinna go mieć, ponieważ nauczyciel także może być agresywny.

Dzisiaj patrzę na to inaczej. Widzę, że taki przycisk rzeczywiście może mieć sens. Tyle że jest on elementem znajdującym się na samym końcu procesu. To technologiczne narzędzie, które ma pomóc, kiedy zagrożenie już wystąpiło.

A działania trzeba rozpocząć znacznie wcześniej. I powinny to być działania szeroko prowadzone oraz umocowane instytucjonalnie. Nie wierzę w kampanie sprowadzające się do komunikatu w mediach: „zwróćmy na to uwagę”. Potrzebna jest systematyczna edukacja.

 KNews.pl: Kiedy myślę o własnym dzieciństwie, przypominam sobie stan wojenny i późniejsze wydarzenia, ale jako dziecko nie byłem w pełni świadomy ich znaczenia. Dzisiaj mamy nastolatków, których dzieciństwo przypadło na pandemię, później przyszła wojna na Ukranie, a teraz docierają do nich informacje o przemocy już bardzo blisko – w szkołach. Teoretycznie jest to pokolenie wychowane w czasach pokoju i dobrobytu, ale emocjonalnie dorasta właściwie w permanentnym poczuciu kolejnych zagrożeń.

 K.K.: Ma pan rację. Dodałbym do tego jeszcze jedną rzecz. Obawiam się, że akty agresji zostaną nadmiernie zpsychologizowane i zmedykalizowane.

To jest również pewnego rodzaju mechanizm charakterystyczny dla systemu neoliberalnego: jeżeli masz problem, to jest to przede wszystkim twój problem. Możesz więc pójść do psychologa albo psychiatry, księdza, dostaniesz tabletkę, otrzymasz psychoterapię, rozgrzeszenie i „naprawimy” ciebie.

Ja jestem socjologiem i patrzę na to szerzej. Nie możemy ograniczać takich zjawisk wyłącznie do uwarunkowań psychologicznych wynikających z sytuacji rodzinnej, zahamowań czy indywidualnych problemów jednostki. To jest znacznie szerszy problem społeczny.

Agresja ma oczywiście również wymiar indywidualny i psychologiczny. Ale jest także wzorcem zachowania, który może być społecznie propagowany. I my temu wzorcowi ulegamy.

Nawet pojęcie asertywności bywa dzisiaj źle rozumiane i promowane na bazie indywidualizmu, egotyzmu czy narcyzmu, bez wystarczającego zwracania uwagi na drugiego człowieka.

Jednocześnie pojęcia współczucia i empatii zostały w pewnym stopniu zdewaluowane. Można nawet usłyszeć od psychologów, że nie powinno się być „zbyt empatycznym”, bo będzie się za dużo cierpiało.

Jeżeli mamy tak rozumieć empatię, to trudno oczekiwać, że będziemy czuli się bezpiecznie – i to nie tylko w szkole.

 KNews.pl: Dziękuję za rozmowę

Miejsce reklamoweTwoja reklama tutajSprawdź ofertę
Społeczność Knews

Weź udział w dyskusji!

Masz opinię, dodatkowy kontekst albo chcesz podzielić się własnym doświadczeniem? Zostaw komentarz pod artykułem.

Podoba Ci się ten artykuł?
0 osób polubiło